10 książek, które wciąż pamiętam…

Łańcuszków facebookowych zazwyczaj nie kontynuuję. Pewnie dlatego, że zazwyczaj nic nie wnoszą. Ale ten jest ciekawy… Bo książkowy. Tyle, że nie na facebooku go umieszczam, a na blogu. Tym samym zaczynam nową erę w życiu tego miejsca: postanowiłam przenieść się tu ze wszystkim. Hmmm… pewnie ma na to wpływ książka, którą ostatnio przeczytałam, ale prawda jest taka, że po prostu od dłuższego czasu mam potrzebę upraszczania wszystkiego wokół. Zaczęłam od przestrzeni (i znów dwa wory rzeczy pójdą do oddania tym, którym bardziej się przydadzą). No więc postanowiłam przejść tutaj ze wszystkim. A czytelniczy wątek zaczynam z inspiracji Jyoti (której prace craftowe, sposób myslenia i bycia – choć przeciez osobiście nie miałam przyjemności poznać – uwielbiam). Zajrzyjcie do niej i zerknijcie, jakie książki sa jej najbliższe. A poniżej moja lista:

1. Tomek na Czarnym Lądzie i wszystkie inne z serii przygód młodego chłopaka, który z ojcem i jego ekipą zwiedza świat i łowi dzikie zwierzęta do zoo czy innych takich. Co prawda dzisiaj już nie popieram łapania zwierzaków i wożenia ich przez oceany, ale z książek dowiedziałam się wiele o geografii i historii szystkich kontynentów. Rozbudziły moje zainteresowanie obcymi kulturami i podróżami… Z resztą książki te są napisane  taki sposób, że po prostu połykałam je w całości… I wiem na pewno, że mojemu dziecku w odpowiednim momencie też je podsunę.

 2. Szósta klepka i inne książki z serii Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. Umierałam ze śmiechu. Tak po prostu. Czytałam i się zaśmiewałam. Na łódce, w łóżku wieczorem, na kanapie w ciągu dnia. Każda pora była dobra, żeby czytać o perypetiach przesympatycznej rodziny Borejków. Baaaa… ostatnio naszła mnie ogromna ochota, żeby do tych książek wrócić. Ma ktoś może pożyczyć?

3. Babski motyw i inne książki Chmielewskiej. Moje reakcje były dokąłdnie takie same, jak w przypadku Małgorzaty Musierowicz. Z tym, że troszkę później. Babski motyw wybrałam, bo ta najbardziej utkwiła mi w pamięci. Zbrodnia była tak kretyńska, że aż niemożliwa… Ale pamiętam też inne: Wyścigi, których fragment recytowałam na jakimś konkursie, Wszystko czerwone, Boczne drogi….

4. W dżungli zdrowia. Do tej pory Beatę Pwlikowską kojarzyłam z podróżami. Tymczasem to autorka, która napisała rewelacyjną serię książek coachingowo – psychologicznych. A teraz pisze o zdrowym jedzeniu. W skrócie można to ująć tak: wyrzuć chemię z jadłospisu. I zwraca uwagę na takie rzeczy, o których normalnie nie myślimy. Przekonała mnie. Teraz czekam na kolejną książkę z przepisami. A przy okazji śledzę profil Facebookowy. Polecam!
5. Cień Wiatru. Carloz Ruiz Zafon skradł moje serce od pierwszej strony. I aż sama się sobie dziwię, że ta książka tak długo przelezała na półce, zanim ją przeczytałam. A potem od razu kolejne książki tego autora. I cały czas czekam na więcej. Uwielbiam tu przede wszystkim poetykę. I te Barcelońskie zakamarki. I to, że magia miesza się z rzeczywistością, ale tak subtelnie, że książki nie da się odlożyć, nie przeczytawszy ostatniej strony.

6. Ciemno, prawie noc. Joanna Bator została, słusznie z resztą, okrzyknieta polskim Zafonem. Po książkę sięgnęłam z ciekawosci. I przeczytałam z wypiekami na twarzy. Temat książki jest trudny. I ważny. Wart przeczytać. I już nie mogę się doczekać kolejnych książek, które przeczytam. Są na mojej liście książek do dorwania…

7. Pielgrzym. Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że Paulo Coelho nie jest pisarzem. No cóż. Według mnie jest. I to takim, który potrafi porwać. Miliony książek sprzedanych na całym świecie chyba też o czymś swiadczą. Przeczytałam prawie wszystkie książki tego autora-filozofa. Ale Pielgrzym poruszyl mnie najbardziej. I zainspirował do poszukiwania własnej drogi. I jeszcze do tego, by planować podróż na Camino – drogę św. Jakuba z Compostelli. Kiedyś przejdę ten jeden z najsatrszych pielgrzymich szlaków Europy. Na razie czytam…

8. Opowieści Starego Kairu. Nadżib Mahfuz to jeden z najbardziej znanych pisarzy egipskich. Jego trylogia o dawnym Kairze po prostu mnie poruszyła. Niestety, przeczytałam tylko dwie części. Trzecia chyba wciąż nie ejst dostępna po polsku. A szkoda. Po książkę sięgnęłam wtedy, gdy przeżywałam pradziwwą fascynację kulturą arabską. Sięgnęlam przez przypadek i… już chyba nie zapomnę. Fantastyczna historia, przepięknie przedstawiona na tle dawnego Kairu z czasów, gdy w karju dokonywała sie rewolucja. Polityczna i obyczajowa…

9. Minimalizm po polsku. Autorką jest Anna Mularczyk-Meyer, która prowadzi bloga Prosty blog (polecam!). W przystępny sposób pokazuje, czym jest minimalizm, przedstawia podstawowe zasady tego hmmm… ruchu? filozofii życiowej? sposobu życia? Moja ostatnia fascynacja i inspiracja. Ta książka uswiadomiła mi rzeczy, ktore gdzieś z tylu głowy tliły się od dawna. Teraz już wiem, jak pewne rzeczy wprowadzić w życie.

10. Psychologia jogi. Wprowadzenie do Jogasutr Patandżalego. Książka Maćka Wieloboba to prawdziwe ompedium wiedzy dotyczące jogi dla początujących joginów. I choć w jogowym świecie poajwiły się pewne zastrzeżenia co do tytułu, co do kwestii religia-jga poruszanych w książce. No cóż… Dla mnie jest to po prostu rewelacyjne zebranie do kupy tego, co powinno się wiedzieć o jodze, jej tradycji, psychologii i filozofii. Doskonały punkt wyjścia do dalszych poszukiwań.

I to tyle… Dziesięć książek, które wymieniam bez zastanowienia. Które miały na mnie mniejszy lub większy wpływ. I które pamiętam.

A już jutro zapraszam na kolejną, artjournalową inspirację. Czyli znowu bedzie o tym, co u mnie. W artystycznej nieco formie…

Advertisements

4 thoughts on “10 książek, które wciąż pamiętam…

  1. O! Barwny zestaw. Podzielam intelektualną przyjemność czytania Zafona i radość czytania Musierowicz. Ale Musierowicz dawnej, tej sprzed jakichś 5 – 7 tytułów. Właśnie „Kwiat kalafiora”, „Szósta klepka”, „Ida sierpniowa” czy „Kłamczucha”, może jeszcze ze trzy tytuły, potem niestety zrobiło się zbyt moralizatorsko i tendencyjnie. I słabo. A do tych tytułów wracam nawet teraz, gdy potrzebne na gwałt trochę słońca.
    Joanna Bator to ciężkie, nie źle!, to trudne powieści. Trudne w tematyce, klimacie, a przy tym naprawdę genialne i ważne. Dobrze, że ktoś tak pisze.
    Tomka nigdy nie czytałam, mój brat się zaczytywał. Ja wielbiłam bardzo książki Bahdaja. No i Anię Zielonego Wzgórza. A tak naprawdę to pod koniec podstawówki zaczytywałam się w Hemingwayu! Uwielbiałam do granic, choć co ja tam z tego wówczas rozumiałam??? A Anię z Zielonego to czytałam dopiero w liceum. Na zmianę z Hłaską, którego bardzo bardzo cenię. Dziwna kolejność i dziwne zestawienie, jak sobie teraz pomyślę:-)
    Chmielewska bawi mnie bardzo, gdy ktoś mi opowiada jej książkę, ale gdy czytam jakoś tak nie przemawia do mnie. Sama nie wiem czemu, próbowałam parę razy.
    A książkę o minimalizmie muszę wyszperać i poczytać. Brzmi zachęcająco.
    No to znikam! I miłego czytania życzę:-)

    1. No z Musierowicz to ja własnie o tych starszych myślałam. Nowszych nie czytałam… Chmieleską się zaczytuję wciąż… Za to Hłasko do mnie nie przemawiał. I Hemigwejy też. Może dlatego, że źle omawiany był „Stary człowiek i morze w szkole?” I tak mnie zniechęciło… Znudziło… A teraz musiałabym się przegwałcić, żeby poczytać..

      1. O! Teraz to ja Hemingwaya nie trawię. Pewnie mnie wówczas ci wszyscy macho bohaterowie fascynowali:-) A Hłasko, bo ja byłam – mimo pogody ducha – niemal z tej młodzieży, co to NO FUTURE! I stąd moja fascynacja. Choć i do dzisiaj lubię Hłaskę.
        Muszę spróbować ponownie Chmielewskiej, skoro tak zachwalasz szkoda byłoby nie spróbować ponownie.
        🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s