Jestem Ela, jestem instruktorem ZHP. Już niedługo…

czuwaj-zhp-8-03-2013

Był w moim życiu taki czas, kiedy harcerstwo było na pierwszym miejscu. Było najważniejsze. Chodziłam na zbiórki i przez cały miesiąc na nie czekałam (ta, miesiąc, bo z taką częstotliwościa mniej więcej odbywały się zbiórki mojej drużyny). W harcerskim mundurze zwiedziłam wiele pięknych miejsc, przeżyłam fajne chwile. Do konca życia pamiętać będę, jak to jest spać w bunkrze i pić herbatę ugotowaną na ognisku. Jak pięknie płonie ogień na plaży. Zwłaszcza ten, przy ktorym składa się Zobowiązanie Instruktorskie. I jak dobrze smakuje kisiel z rozpuszczającą się w nim czekoladą, kiedy po całym dniu marszu w końcu rozbije się obóz w rumuńskich górach. Tak… w drużynie było fajnie. Do czasu, aż osiągnęłam etap, w którym pojawiła się jakaś dziwna zethapowska polityka…

Trafiłam potem do komendy hufca. Robiłam „kariere”. Kolejne sznury przy mundurze oznaczające kolejne funkcje: srebrny, komendancki, złoty… I potem przyszła refleksja, że… to jest bez sensu. Teraz noszę granatowy. Proadzę gromadę zuchową i realizuję w praktyce to, co jest głównym celem i misją Związku Harcerstwa Polskiego: Wychowanie młodego człowieka. Problem polega na tym, że… organizacja mi w tym przeszkadza.

Bo to jest tak: ZHP ma dość skomplikoaną strukturę. Jest Główna Kwatera, w ktorej pracuja naprawde fajni ludzie. Oni, przynajmniej sądząc po działaniach, które docierają do pierwszej linii frontu, czyli drużynowego takiego jak ja, zdają sobie sprawę z tego, jakie zadania przed młodymi ludźmi stawia współczesny świat. Powstają propozycje i programy, które realnie mogą pomóc drużynowym. Ale… po drodze jest chorągiew. Chorągiwe, która jest firmą. Przynajmniej na przykłądzie choragwi śląskiej. Baaaa… jest korporacją. I to taką, w której komendanta (zwyczajowo nazywanego druhem, czyli ratem, przyjacielem), nazywa się szefem. No cóż: szefem to on jest. Dla całego grona ludzi, którym płaci za to, żeby… hmmm…. No w założeniu to oni mają pomagać. W praktyce nawet nie tyle, co przeszkadzają, ile po prostu maja pretensje o wszystko. Według mnie czasy, w których do urzędu przychodzilo się ze słowami: przepraszam, że żyję, dawno minęły. Już nawet do ZUS i US wchodzi się z oczekianiem uśmiechu na twarzy urzędnika. Nie do chrągwi. Co więcej tam trzeba się stawić. I w nosie niektórzy mają to, ze dziecko w szpitalu, że zajęcia na studiach ończą się o osiemnastej, a z pracy można wyjść dopiero o siedemnastej. Chorągiew urzeduje od rana do szesnastej. Potem można pocałować klamkę. I tyle w temacie zrozumienia, ze większość petentów to wolontariusze, którzy pełnią wiele ról społecznych. Do czego zresztą organizacja ich przygotowała. Teoretycznie. Bo w praktyce wszystko fajnie, pod warunkiem, że harcerstwo jest najważniejsze. No cóż: drogie panie księgowe choragwi śląskiej: dla mnie nie jest. A skoro nasz hufiec (i inne) płaci Wam pensje to może raczycie potraktoać nas jak klientów. Nie jak poddanych…

Jest jeszcze jeden problem: hipokryzja. Nie lubię. A tu proszę: mamy dziesiaty punkt, który mówi o całkowitej abstynencji od alkoholu i tytoniu. Nierealne. Ale… nie da się zmienić, bo jest grono instruktoró, którzy uważają, że zapis taki musi pozostać. A w przerwie obrad uciekaja na fajkę. Gratulacje. Na spotkaniu komendantów hufców zaś w pokoju można poczuć sie jak na wycieczce szkolnej gimnazjalistów. Jest piwo, chowane pod łózko za każdym razem, gdy słychać, że ktoś zbliża się do drzwi. I to  wgronie osób w okolicach trzydziestki, czterdziestki, pięćdziesiątki. Żenujące… No i to nieszczęsne wychowanie do pełnienia ról społecznych. Tyle, że tego nie da się połączyć z wymogiem, by instruktor (gotowy produkt owego procesu wychowania) poświęcał wszystko w celu stawienia się na spotkaniu, wzięcia udziału w imprezie.

Ostatnio zadałam sobie pytanie: co mi z tego, że jestem instruktorem ZHP? Dobrnełam do konca ścieżki rozwoju: jestem tym harcmistrzem. I co dalej? Nic. Oprócz płacenia 50 zł składek rocznie i straty czasu na jałowe zazwyczaj dyskusje… Więc… bede tym instrutorem jeszcze kilka miesięcy. Po prostu nie dorzucę do kasy kolejnych 50 zł. Które gdzieś nikną (a jakieś grosze z tego powinny zostać  hufcu).

Poza tym nie podoba mi się filozofia ZHP: ciagłe babranie się w przeszłości. Gadanie (ale w większości przypadków tylko gadanie) o przyszłości. I brak zainteresowania tym, co Tu i Teraz. To już chyba nie moja bajka. Więc rezygnuję z tego, co mnie nie rozwija. To kolejna z tych trudnych decyzji, które trzeba kiedyś podjac. Czas na moją przyszedł teraz. I pozostaje tylko nadzieja, że pewne znajomości zostaną (bo rzecież fajni ludzie w tym ZHP też są). I że zostaną miłe wspomnienia…

P.S. w załozeniu mialam nei pisać na blogu o ZHP. To jest jeden, jedyny wpis. Wiecej nie będzie. Obiecuję…

Advertisements

2 thoughts on “Jestem Ela, jestem instruktorem ZHP. Już niedługo…

  1. Hipokryzji nienawidzę 😦 Wszędzie!
    Podobnie jak urzędniczego czasu – dla mnie też nierealne jest załatwienie czegokolwiek w ratuszu – bo oni pracują do 15, a ja – do 17 😦 I nikogo to nie obchodzi 😦
    Moja rada – odejdź!
    Nie warto poświęcać swojego czasu na coś, co czyni nieszczęśliwym… życie jest na to za krótkie! Jest wiele innych rzeczy, w których możesz się realizować 🙂

    1. oj właśnie doszłam do takich wniosków… Szkoda mojego czasu i nerwów. A mam wiele fajniejszych rzeczy do zrobienia;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s