Marzenia podróżnicze

Jako, że cała moją blogową działalność powoli przenoszę tutaj (bo po co się rozdrabniać), przypominam test, który szczególnie lubię. O podróżach. Tych pięciu najbardziej wymarzonych…

1. Camino de Santiago de Compostella
camino Camino de Santiago to droga szczególna. Jeden z najstarszych europejskich szlaków pielgrzymich. Ten prowadzi przez kawałek Francji i Hiszpanię i kończy się w Santiago de Compostella, skąd część pielgrzymów rusza jeszcze dalej, aż na „kraniec świata”, czyli na brzeg oceanu, by tam spalić swoje ubrania, w których pokonało się trasę pielgrzymki. Ma to oznaczać odrodzenie się. W tej chwili szlak jest stosunkowo dobrze oznakowany. Są tu miejsca noclegowe, choć niektórzy twierdzą, że lepiej mieć swój namiot.
Wbrew temu, co sądzą niektórzy, inspiracją do odbycia tej podroży, nie była książka Paulo Coelho „Pielgrzym” opowiadająca o doświadczeniach autora przemierzającego szlak oznaczony żółtymi muszlami, ale spotkanie z mężczyzną, który Camino przebył po przejściu na emeryturę i z księdzem, który drogę tę przejechał na rowerze. Bo Camino można przebyć albo pieszo, albo na rowerze, albo nawet konno. Problem w tym, że w przypadku pieszej wędrówki potrzebnych jest około 30 dni, które spędza się na chodzeniu, dzień w dzień, po górzystym terenie i z plecakiem. Ale po takiej podróży nikt nie wraca taki sam.
Co ciekawe, to marzenie nie pozwala o sobie zapomnieć, bo co jakiś czas, przemierzając Polskę czy inne kraje, trafiam na znak muszli (teraz na wakacjach też!). I… te muszle też oznaczają Camino. Tyle, że jego przedłużenia w całej Europie. O Polskich Drogach Świętego Jakuba przeczytać można tutaj: KLIK
A zdjęcie pochodzi z Wikipedii i przedstawia madrycką trasę, tę przez środek Hiszpanii, czyli nie do końca tę, którą chciałabym pójść…

2. Zdobycie Korony Gór Polskich
WP_20140501_005 To marzenie pojawiło się niedawno. Ale ma dużą szansę na realizacę, bo zapalił się do niego także mój mąż. Chodzi o to, by zdobyć 28 szczytów. Dokładniej: najwyższych szczytów polskich pasm górskich. W tym zestawie jest i Łysica, i Turbacz, i Babia Góra, i Rysy…

Zdobywać Koronę Gor Polskich można na własną rękę. Można też zapisać się do Klubu, dzięki czemu zyskuje się zniżki w schroniskach. No i oczywiście dostaje się zaszczytny tytuł Zdobywcy Korony Gór Polskich. Więcej o tym przeczytać można tutaj: KLIK 

3. Góra Grabarka i Podlasie
grabarka Grabarka to takie miejsce dla prawosławnych, jak Częstochowa dla katolików. Tutaj co roku odbywają się masowe pielgrzymki, po których zostają krzyże. Dlatego Grabarka nazywana jest też Górą Krzyży. Najchętniej pojechałabym tam w trakcie trwania pielgrzymki, po to, by w pełni poczuć magię miejsca. A przy okazji na dłużej zabawiła w okolicy, bo te tereny to prawdziwy wielokulturowy tygiel: cerkwie obok meczetow, kościoły katolickie i pałace znanych książęcych rodów koło domów rodzin tatarskich… I taki spokój. Miałam okazję być w samym Białymstoku dwa dni. Niestety za krótko. O wiele za krótko…
A zdjęcie pochodzi z tej strony: KLIK

4. Rumunia (a dokładniej Karpaty)
rumuniaByłam raz i góry tak mnie zachwyciły, że chcę jeszcze. Przede wszystkim dlatego, że wychodząc tam ma się pewność, iż na szlakach spotka się jedynie tak samo zakochanych w górach. Ze sobą na plecach trzeba wnieść wszystko: namiot, karimatę, prowiant… Na górze, oprócz źródełka, z którego można wziąć pitną wodę nie ma nic. Są jeszcze konie pasące się tuż pod szczytem. I piękne widoki…
Oczywiście przy okazji można tżz zwiedzić Rumunię, która, wbrew powszechnej opinii, jest rewelacyjna. Cała Transylwania jest już co prawda nastawiona na turystów, ale są jeszcze miejsca nieodkryte, gdzie wciąż widać rumuński koloryt i gdzie spotkać można ludzi tak otwartych i serdecznych, że aż chce się zostać na dłużej. Tylko Bukareszt bym ominęła. Do dziś przechodzą mnie dreszcze na samo wspomnienie… Ale o tym może innym razem…
A zdjęcie z Wikipedii.

5. Skandynawia
skandynawiaDla tych, którzy już troszkę mnie znają to może być zaskoczenie. Dla mnie też z resztą jest. Skandynawia wygrała tu bowiem z Maroko, Indiami, Meksykiem, Kubą… A ja z natury jestem osobą ciepłolubną. Choć może to właśnie się zmieniło? Myśląc o Skandynawii, mówię o Norwegii, Szwecji, Danii… I dlaczego mnie tam ciągnie? Szczerze mówiąc nie wiem? Może chodzi o widoki? Albo o jakiś taki spokój i nieprzystępność jednocześnie? Grunt, że chce mi się tam jechać. Albo płynąć… Tak po prostu…
A zdjęcie pochodzi stąd: KLIK

Oczywiście moja lista miejsc do odwiedzenia jest dłuższa. Są tutaj i piękne zakątki Polski (Lublin i okolice na przykład, Sudety, okolice Kłodzka – to za sprawą Ani!)… Są też wspomniane wyżej Maroko, Indie (choć tu mam stosunek bardzo ambiwalentny) Ameryka Południowa, Gruzja… Ale te wymienione to marzenia, które po prostu muszę zrealizować…

A jakie są Wasze marzenia podróznicze? Macie takie miejsca, do których chcielibyście pojechać, podróże, które chcielibyście odbyć? Chętnie poczytam… 😉

Advertisements

8 thoughts on “Marzenia podróżnicze

  1. Piękny i zacny, a i różnorodny zestaw marzeń podróżniczych. A rumuńskie Karpaty i Skandynawia wielce kusząca także dla mnie. A w sumie, to wszystko kusi.
    A ja mam nieustającą listę: Irlandia, Islandia, Szkocja, Skandynawia. I może Kornwalia. I jeszcze nasz Kazimierz Dolny, ale gdy choć nieco pusto. A w sumie to w ogóle lubię wszędzie, gdzie tylko się da, byle nie tam, gdzie upał i skwar. Mimo że i Izrael kusi, i starożytny Egipt, i zabytki Grecji, Chorwacji etc., ale upał wykończyłby mnie chyba w sekundę. Stąd moje ciągoty do chłodniejszych i mglistych, deszczowych miejsc. I lekko depresyjnych:-) Jako wielbicielka jesieni i zimy wybieram te kierunki peregrynacji, gdzie jest mi najbliżej do tych pór roku:-)

    1. Oj ja byłam w Egipcie w największy upał – lipiec. Masakra. Piramidy odhaczone i już! Ale jakbym się wybierała raz jeszcze to najpewniej w srokdu zimy. Wtedy jest znośnie i mniejszy tlum. Natomiast w Izraelu byłam w kwietniu, tuż przed Wielkanocą. I taki ładunek emocjonalny miała ta podróż, że po prostu nie zauważałam upałów. A moze ich wtedy nie było?

  2. Piękne marzenia…

    Ja już marzeń mieć nie mogę – dalekie podróże, chodzenie, góry, odpadają ze względu na nogi (niewydolność limfatyczna), zostają nam miejsca, do których dojedziemy jak najbliżej samochodem i to w tam i z powrotem jednego dnia (ze względu na zwierzęta).

    1. Oj, ale te Twoje bliskie podróże są tak inspirujące… Czasem piękne rzeczy można zobaczyć tuż za progiem…

  3. Właśnie zdałam sobie sprawę, jak kiepsko znam swój ojczysty kraj. Mam nadzieję, że to kiedyś nadrobię, ale im dłużej przebywam poza jego granicami, tym trudniej jest to zrealizować…. A Tobie życzę realizacji każdego z Twoich podróżniczych marzeń. No i Maroko obowiązkowo! 😉

    1. Oj no do Maroko cagnie, ciągnie… Ale swoje podwórko też fascynuje… Choć w Twoim przypadku może być nawet tak, że łatwiej dostrzeżesz piękno polskich zakątków niż ci, którzy tu na co dzień mieszkają. W myśl zasady: „cudze chwalicie…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s