Gdzie tory poniosą…

DSC_0105

Wsiąść do pociągu byle jakiego… Czasami mam taką ochotę. Po prostu wsiąść. I pojechać. Gdzieś w nieznane. Zupełnie bez celu, bez planu. Po prostu czerpać przyjemność z podróży… A potem wysiąść na jakimś dworcu. W miejscu, w którym poczuję, że pora wysiadać. Jeszcze nigdy sie nie odważyłam. Może kiedyś…
Dworce kolejowe to takie miejsca, które zawsze mnie fascynowały. Obok lotnisk, ale o tym kiedy indziej. Jest w dworcach jakaś magia. W torach kolejowych też jest. I choć koleją jeździłam na studia, zawsze kupno biletu, oczekiwanie na przyjazd pociągu i sama jazda niosła w sobie jakąś obietnicę przygody.

Dworców widziałam w swoim życiu wiele: i te brzydkie (podobno kiedyś zabrzański wygrał w rankingu najbrzydszych, czemuDSC_0104 trudno się dziwić). I te całkiem ładne, jak na przykład ten w Żywcu czy Bielsku, które swoją bryłę architektoniczną zawdzięczają czasom austro-węgierskim. Są też dworce nowoczesne, połączone z galeriami handlowymi, jak ten odnowiony katowicki, jak krakowski czy warszawski. I takie, które byłyby piękne, gdyby ktoś zainwestował odpowiednią sumę w ich odnowienie. Są dworce duże, międzynarodowe, gdzie usłyszeć można wiele języków i te niewielkie, w których kasa otwierana jest tylko na pół godziny przed odjazdem pociągu. Ten z resztą zatrzymuje się tutaj tylko raz na kilka godzin. Takie dworce lubie najbardziej. Przypominają czasy, kiedy na rajdy górskie jechało się pociągiem. Było wesoło: gitara, śpiewy. Czasem z plecaka ktoś wyciagnął czekoladę albo inne umilacze czasu…

Coś magicznego jest także w torach. Tych wciąż czynnych, po których co jakiś czas przejeżdża pociąg wiozący pasażerów. A każdy z tych pasażerów wiezie własną historię. Zapakowaną w plecak lub w dużą torbę podróżną. Albo w niewielką walizkę osoby podrożującej w interesach. Albo w duże torby, takie, jak te znane z ruskich targów, w których ludzie wiozą chyba cały swój dorobek…

Fascynuje mnie też takie połączenie techniki: żelaza szyn, kamieni i wyrastających gdzieniegdzie kwiatów, jak na tm zdjęciu torów z dworca w Pszczynie. Takich tajemniczych, w pewnym sensie romatycznych…

Osobną kategorię stanowią tory opuszczone. Już nieczynne. Przywodzące czasy, które już minęły. Gdzieniegdzie zupełnie zarośnięte. Albo nagle urywające się. Na Górnym Śląsku takich torów jest wiele. Kiedyś prowadziły do nieczynnych juz kopalń albo stanowily ich integralną część. Dziś czasami są odnawiane po to, by stanowić atrakcję trystyczną. Pewien historyczny symbol. Często jednak giną gdzieś zapomniane, zardzewiałe, prowadzące donikąd…

DSC_0037

To ostatnie zdjęcie przedstawia tor w nieczynnej już kopalni, na terenie Szybu Maciej, który obecnie udostępniono w Zabrzu do zwiedzania. A samo zdjęcie, zrobione z perspektywy żabiej, zgłaszam na wyzwanie w Art Piaskownicy:

P.S. A gdyby ktoś chciał poczytać, jak podróżuje się pociągiem w Indiach, polecam świetny tekst Patrycji G. vel Joginki. O tu: KLIK

Advertisements

5 thoughts on “Gdzie tory poniosą…

  1. Kocham dworce i tory… niestety, wiele pięknych stacyjek umiera 😦 Kiedyś w pobliskich Krosnowicach była prawdziwa perełka – istne cudo! Zwyciężała w konkursach… Dziś nie pozostał po niej nawet ślad na ziemi 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s