Wyznania czekoladoholiczki: pyszne ciasto na niedzielny podwieczorek…

Przyznaję się. Tak, jestem uzależniona. od czekolady… No, może nie aż tak, żeby codziennie się nią objadać. Ale czasem zdarza się, że po prostu nie mogę przejść obok czekolady obojętnie. Albo raczej nie mogłam. Do dzisiaj. Bo dzisiaj upiekłam ciasto…

DSC_0002 (18)

… i ten fakt zmienił wszystko…

Z racji tego, że dziecko jest alergikiem uczulonym na laktozę, jajka i kilka innych rzeczy, w domu nie piecze się już „normalnych” ciast. Wiadomo, Maluch chce skosztować wszystkiego, zwłaszcza, gdy są to łakocie… Razem z mamą wyszukujemy więc w sieci przepsy na ciasta i ciasteczka bez jajek i mleka, co mnie, wegetariance coraz bardziej zerkającej w kierunku weganizmu, bardzo odpowiada.

Po ostatnim pobycie w szpitalu lekarze stwierdzili, że może by też na jakiś czas odstawić gluten. To na szczęście obecnie nie jest już aż tak trudne, bo niejedzenie glutenu jest modne. No więc wywalamy mąkę żytnią i pszenną, za to zaopatrujemy się w kukurydzianą, gryczaną, ryżową i wszystko inne, co może dać odpowiednią dawkę węglowodanów bez tego nieszczęsnego glutenu. No i okazuje się, że tutaj niezastąpionym produktem jest kasza jaglana. To prawdziwy hit naszej kuchni, który ma chyba same zalety: jest sama w sobie smaczna. Można ją przygotować na słono, ostro i słodko. Zawiera dużo witamin z grupy B, białka, żelaza (którego w diecie i weganina, i przede wszystkim dziecka z taką alergią, jak u mojego syna, może być mało). Do tego pomaga w odkwaszaniu organizmu, co w moim przypadku kawosza też ma znaczenie. No i jest tania!

Na kaszy jaglanej można zrobić pyszne babeczki jabłkowe (odsyłam tu do bloga Sylwii: KLIK). Można zrobić ciasto a’la sernik. Mozna też zrobić fantastyczne ciasto czekoladowe… Przepis na takie wegańskie, bezglutenowe ciasto znalazłam u Zieleniny. Tutaj oryginalny przepis: KLIK. Ja musiałam go zmodyfikować, bo w przypadku Malucha kakao (a więc nawet gorzka czekolada) raczej niewskazane. No i nie miałam mąki jaglanej i płatków jaglanych. Zasób kaszy w spiżarni za to duży. Więc…

przygotowałam sobie:

3 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (ok. 1,5 szkl. suchej, gotowanej w wodzie w proporcji 1:2 z dodatkiem łyżki brązowego cukru)
1 szkl daktyli suszonych
1 szkl karobu
3/4 szkl oleju (u mnie rzepakowy)
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej (proszek do pieczenia zawiera gluten, a bezglutenowego jeszcze nie kupiłam)
1 kg. gruszek

I teraz: kaszę (z cukrem brązowym) ugotowałam tak, żeby wchłonęła całą wodę. Zostawiłam w garze i dodałam karob oraz olej i sodę oczyszczoną. Daktyle zalałam szklanką wody i gotowałam przez piętnaście minut. Potem dodałam do kaszy i wszystko ładnie zmiksowałam blenderem. To, co powstało: niebo w gębie. Nie znam czekolady, która by smakowała tak rewelacyjnie, jak ta masa. A jadłam i te oryginalne szwajcarskie i belgijskie (podobno najlepsze). Po prostu w momencie, kiedy skosztowałam masy, umarłam i przez kilka sekund byłam w raju…
Ale wracając do rzeczy: gotową masę ładujemy do formy. Ja zrobiłam ciasto w małej formie tortowej i sześć babeczek na potrzeby mojego dziecka (babeczki sa idealne na drugie śniadanie lub słodką przekąskę w ciągu dnia). Na spód dajemy około połowę masy, na to obrane i pokrojone w drobne kawałki gruszki. Na owoce znowu masa. Takie cudo wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 45 min. Potem trzeba zostawić do wystygnięcia. Zwłaszcza duże ciasto. Tak, żeby kasza zdążyła stężeć. Babeczki moje dziecko zażyczylo sobie od razu. Zamiast sosu połączyliśmy taką ciepłą jeszcze babeczkę z sorbetem gruszkowym (kupnym tym razem). Niesamowite!
Zapewne świetne bedzie też z bitą śmietaną (wegańską lub nie), sosem waniliowym lub takim, jak w oryginalnym przepisie: czekoladowym. Ale z sorbetem tez jest fajne…

karobA teraz kilka słów o samym karobie, bo to jemu (i daktylom) ciasto zawdzięcza taki czekoladowy kolor i smak. Karob można kupić już chyba w każdym sklepie ze zdrową żywnością. Wyglądem (i smakiem) przypomina kakao. Ale nie jest orzechem i ziarnem, a sproszkowanym strąiem drzewa zwanego ceratonia lub po prostu drzeo karobowe. Inna nazwa tego proszku to mączka chleba świętojańskiego. Nazwa ta pochodzi prawdopodobnie z Bibli, bo Jan Chrzciciel żywił się właśnie karobem (a wiadomo, że pościł i to bardzo rygorystycznie, podobno jadł szarańcze, a jeszcze inna nazwa karobu to… szarańczan!). Z innych ciekawostek: nasiona, z których produkowany jest proszek dodawany właśnie do ciast i innych deserów, ażą zawsze dokładnie 0,2 g. Dlatego właśnie one były daniej ykorzystywane do odmierzania dawek lekarstw!
Karob wykorzystywany jest też w medycynie. A przynajmniej był, od czasów średniowiecza. Ma dobre działanie na stany zapalne żołądka oraz jelit.

Dziś karob jest chetnie wykorzystywany przez osoby z alergiami oraz te, chcące się zdrowo odżywiać. Ma więcej wartości odżywczych niż kakao, jest więc jego świetnym zamiennikiem. No i jest pyszny! Z jego pomocą robi się „czekolady” wegańskie. No i właśnie „czekoladowe” ciasta. Pyszne! U mnie na półce karob jakiś czas stał prawie nieruszany. Do teraz. Bo od dzisiaj uzależniłam się właśnie od karobu. I już żadna czekolada nie będzie kusić. Po prostu się nie umywa… I tyle.
O karobie więcej poczytacie na przykłąd tutaj: KLIK

P.S. Przy okazji ciasto wspiera też poslkich sadowników. Gruszki są polskie i teraz jest najlepszy na nie czas. Ale owoce w tym cieście można zastąpić innymi sezonowymi. Żeby było zdrowo i z korzyścią dla polskiego rolnictwa 😉

 

Advertisements

3 thoughts on “Wyznania czekoladoholiczki: pyszne ciasto na niedzielny podwieczorek…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s