Podróż do krainy Absirdu – czy na pewno?

Dotychczas nie trafiłam na książki Terry’ego Pratchett’a. Jakoś było nie po drodze. Może dlatego, że gość porównywany był do Monty Pythona, a tego nie trawiłam we wczesnej młodości i jakiś uraz pozostał do teraz (może warto coś obejrzeć i sprawdzić?). A może dlatego, że było więcej innych rzeczy do czytania? Tym razem sięgnęłam po książkę, którą mój Mąż przytargał do domu pożyczoną od kogoś…

Wzięłam ją do ręki troszkę z ciekawości. Co prawda do czytania trochę rzeczy jest, ale… spróbowałam i wciągnęło mnie bardzo! Bo ten absurdalny świat, który jest w powieści przedstawiony po prostu jest rewelacyjny! To poczucie humoru autora. Historia nieprawdopodobna, jakby nie mogła sie zrodzić w umyśle ludzkim. I co najważniejsze, to charakterystyczne drugie dno! (Piszę, że charakterystyczne, bo  już czytam kolejną książkę i jest tak samo!).

No dobra, ale o co tak naprawdę chodzi?

To pytanie zadawałam sobie mniej więcej przez pół książki. Znaczy historia w sumie nie była trudna do zrozumienia. Ktoś chce kogoś unicestwić ( po co?, dlaczego? tego nie wiemy prawie do końca). Ktoś inny chce temu zapobiec więc podszywa się pod tę unicestwianą postać. Do tego dochodzi jeszcze Wróżka Zębuszka, zwykła dziewczyna, która zwykłą nie jest. I uniwerek z magami, którzy kombinują jak na parwdziwych uniwerkach… A no i jeszcze ekipa żebraków jedzących buty z błotem. Hmmm… To już wiecie, nie?

No dobra, a teraz tak serio. Chodzi o to, że jest grupa pewnych postaci, które chcą zabić św. Mikołaja. A wszystko po to, żeby unicestwć świat. Życie w jakiejkowleik formie. Bo jak nie będzie Mikołaja (czy tam Wiedźmikołaja, ale wiadomo o co chodzi: grubasek z brodą wołający HO!HO!HO!), nie wzejdzie słońce. Jak to zrobić, skoro Wiedźmikołaj jest postacią magiczną? A no prosto: sprawić, że ludzie przestaną w niego wierzyć… I pewno by to się udało, gdyby do akcji nie wkroczył… Śmierć. Postanowił poudawać Wiedźmikołaja, namówić swoją wnuczkę do pomocy i… uratować świat! To tak po krótce. Historia zamotana i magiczna. Pełna przeskoków z jednego wątka na drugi. Ale mimo to czyta się całkiem przyjemnie.

A mniej więcej w połowie człowiek zaczyna się zastanawiać, czy naprawdę tylko o historyjkę fantastyczną tutaj chodzi. Bo ten wymyślony, absurdalny i magiczny świat do złudzenia przypomina… rzeczywistość. Może trzeba by troszkę pozmieniać pewne nazwy, trochę podrasować wygląd niektórych stworzeń i… no wyjdzie nam powieść niemal realistyczna… Bo Terry Pratchett po prostu rewelacyjnie posłużył się tutaj alegorią. I tym samym dał do myślenia. Teza, którą postawił jest jednak jak najbardziej prawdziwa: przestaniemy wierzyć, zniszczymy świat. Może nie w sensie materialnym (a może i tak?), ale chyba każdy z nas czuje podskórnie, że jeśli zabraknie nam wiary w Mikołaja, dobro na świecie (wcielone w cokolwiek) i inne takie to… No smuto będzie. I nijak… Taka to więc historyjka z morałem. Zabawna przy okazji bardzo;)

A przeczytałam w ramach wyzwania (zerknijcie w rozwijane menu w zakładce Kultura, gdzie już niedługo kolejne linki do wyzwań czytelniczych) książkowe podróże.

P.S. Przy okazji zapraszam do mikołajkowej wymianki u Edyty – tak, zeby podtrzymać sobie wiarę, ejśli nei w mIkołaja, to w przyjemny, świąteczny nastrój;)

Reklamy

2 thoughts on “Podróż do krainy Absirdu – czy na pewno?

  1. Kocham Pratchetta! Całego! Od czasów LO! To on zweryfikował mój pogląd na wiarę… nic nie jest do końca dobre i złe… Polecam „Dobry Omen” 🙂

    1. Nooo… podejrzewam, że to nie będzie ostatnia książka, którą przeczytam. 😉 Znaczy tego autora;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s