Naprawdę gonisz WŁAŚCIWEGO króliczka?

O czym myślicie, kiedy ktoś pyta Was o Wasze marzenia? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Tak naparwdę, tak porządnie? Ja ostatnio troszkę nad tym myślałam. I wyszło mi, że… no niekoniecznie gonię tego róliczka, co trzeba…
Więc dziś post o marzeniach będzie…

bańki 

B prawda jest taka, że z marzeniami sprawa jest trudna. Wszystkiemu winna jest… nasza podświadomość. Albo wpojone we wczesnym dzieciństwie przekonania, czy jakkolwiek inaczej chcecie to nazwać. Prawda jest taka, że nasze marzenia nie zawsze są prawdziwie nasze…

Hmmm… no dobra, to teraz pewnie większość z Was zapyta, a czyje? A no możliwe, że naszych rodziców czy innych opiekunów. Bo to oni od najmłodszych lat wiedzieli, co jest dla nas najlepsze. Wiedzieli, ze trzeba skonczyć studia, moze wybudować dom, znaleźć dobrą pracę (przy czym często była to jasno określona praca: prawnik, lekarz, no nawet nauczyciel). A nam po prostu było łatwiej w to wszystko wierzyć, realizować taki model, jaki znamy z obserwowania naszych rodziców. I po prostu się nie zastanawiać.

Tylko, że w wiekszości przypadków taki model się nie sprawdza. W pewnym momencie zaczyna nam coś doswierać. Coś jest nie tak. Trudno jest jednak okreslić, co to jest. No chyba, ze zaczynamy pracoać ze swiadomoscią samego siebie. Docieramy do tego, co mamy w podświadomosci i zaczynamy rozumieć, co przyniesie nam szczęście…

W moim przypadku definicja szczęścia do tej pory brzmiala mniej więcej tak: dom z ogrodem, praca na etacie, wakacje gdzieś w zagranicznym kurorcie. I cały czas próbowałam te cele osiągać. Bezskutecznie zupełnie. I nagle zaczęłam myśleć, dlaczego. A potem zaczęłam myśleć nad tym, czy taki dom jest mi potrzebny: ile to jest sprzątania, ile roboty z choćby koszeniem trawy. Tylko po to, by nie mieć czasu na mieszkanie. Bo przecież na to trzeba zarobić. W korporacji, bo tam dobrze płacą. Ale na samą myśl, o osmiu godzinach za biurkiem dostaję gęsiej skórki. Na dodatek mam świadomość, że dużą część tego, co zarobię, wydam na opiekunkę do dziecka. Bez sensu. Kompletnie bez sensu… Zaczęłam zastanawiać się, czy spełnienie takich marzeń da mi szczęście. I wiecie co? Nie!

Tylko, że dotarcie do takich wniosków zajęło mi dużo czasu… I pewno w ogole bym się nad tym nei zastanawiała, gdby nie życie, które troszkę zweryfikowało moje poglądy. gdyby nie urodzenie dziecka i nie jego problemy z alergią. Gdyby nie fakt, że po prostu muszę być teraz w domu. I gdyby nie to, że zaczęłam swoją przygodę z jogą i medytacją. I dzięki temu mam większy kontakt ze sobą…

racając jednak do sedna: każdemu polecam zmierzenie się z własnymi marzeniami. I sprawdzenie, czy naprawdę dążycie do tego celu, który przyniesie Wam szczęście. A czym to szczęście jest? Hmmm… to trudne pytanie… tego jeszcze do końca nie wiem, choc powoli zaczynam rozumieć. Tak troszkę po omacku. Ale o tym już w innym poście…

Reklamy

2 thoughts on “Naprawdę gonisz WŁAŚCIWEGO króliczka?

    1. To prawda, ale bardziej chodzi o to, żeby wiedzieć, czy te marzenia sa naprawdę warte realizacji… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s