O szczęściu, o życiu… czyli „Rozmowy z Dalajlamą…”

Ostatnio wszystko, co łączy się z medytacją, poszukiwaniem jakiejś alternatywnej do powszechnej konsumpcji albo nadkonsumpcji drogi do szczęścia i filozofii życiowej bardzo mnie interesuje. Nawet nie o to chodzi, by, po raz kolejny, drastycznie zmieniać swój światopogląd (choć zmiany oczywiście zachodzą) czy religię. Ale o to, by wiedzieć więcej, by być bardziej świadomym. Poza tym zawsze stałam na stanowisku, że lepiej wiedzieć więcej, bo tylko znajomość pewnych faktów w jakikolwiek sposób upoażnia nas do wygłaszania o nich sadów (tylko czy potrzeba oceniać cokolwiek?). Nie ma nic gorszego niż osoba psiocząca na dajmy na to Żydów czy wyznawóc islamu, wyzywająca ich od „brudasów”, „zarazy” itd, która nie pofatygowałą się, by czegoś się dowiedzieć…. I właśnie z tych powodów sięgnęłam po książkę „Rozmowy z Dalajlamą o życiu, szczęścu i przemijaniu”, której autorem jest Mehrotra Rajiv.

 

To, niestety było moje pierwsze zetknięcie się z książką, która poruszała temat buddyzmu. I choć sama ta religia (a moze filozofia – tu smai wyzwancu nie do końca są zgodni) nie jest mi tak całkiem obca, to jednak książke czytało się trudno. Jest to bowiem zapis rozmów toczonych przez Dalajlamę, człowieka niezwykle mądrego i z pewnością godnego szacunku, ze swym uczniem, który o buddyzmie wie dużo. A tematem książki w dużej części jest właśnie buddyzm i spojrzenie tej konkretnej szkoły, której Dalajlama przewodzi, na sprawy takie jak: szczęście, przemijanie, medytacja i jej cel, sposób życia, etyka itd. I prawda jest taka, że czytając książke zupełnie ebz przygotowania po prostu poległam. Połowy nie zrozumiałam. Nie rozumiałam pojeć używanych w taki sposób, jakby były kompletnie oczywiste. Nie rozumiałam pewnych realiów indyjsko-tybetańskich. Po prostu tego mi brakowało.

Dopiero przy jednym z ostatnich rozdziałów, rozdziale o medytacji i technikach medytacyjnych zrozumiałam neico więcej. Tutaj czytało się już całkiem fajnie. Ale to dlatego, ze o samej medytacji, dzięki praktyce jogi, troszkę wiem. Liznęłam to zagadnienie i nie miałam poczucia, ze ktoś mówi w kompletnie dla mnie obcym języku. Podobnie rzecz ma się z dwoma ostatnimi rozdziałami, w których poruszana jest kwestia polityki i sytuacji Tybetu. To czytało się naprawdę przyjemnie. Raz, że temat mnie interesował, a dwa, że rozumiałam, o czym mowa.

Ogólnie jednak książka troszkę mnie rozczarowałą. Spodziewałam się raczej jakiegoś wstępu do buddyzmu. Czegoś, co wyjaśniłoby mnie, osobie dopiero wgryzającej się w temat, pewne rzeczy. Albo przynajmniej je naswietliło. Okazało się zaś, że to pozycja dla bardziej zaawansowanych, a ja jakiegoś prostego wstępu do buddyzmu szukać muszę dalej… (może ktoś coś polecić?).

W kazdym razie przeczytałąm, oddałam teściowej (bo to od niej pożyczone). I nie żałuję. Ale czy chcesz to przeczytać? Zdecyduj sam.

Przeczytane w ramach wyzwań: Pod Hasłem (wyraz szczęście pojawia się w tytule) i Grunt to okładka (motyw pojawiających się trzech osób, albo raczej zarysów ich sylwetek w dolnej części okładki). O owych wyzwaniach czytelniczych więcej w zakładce Kultura- Wyzwania czytelnicze (KLIK)

 

Advertisements

One thought on “O szczęściu, o życiu… czyli „Rozmowy z Dalajlamą…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s