Coś słodkiego dla relaksu…

Ostatnio dużo się działo. Zbyt dużo. Niby cały czas w domu, niby spacery, bo przecież szoda tej jesiennej aury. Ale brak mi było takiej odrobiny przyjemności. Czasu tylko dla mnie. Wieczoru w fotelu z książką i czymś słodkim do chrupania pod ręką… I nawet nei chodzi o to, że nie było z kim zostawić dziecka na parę chwil… Ale o to, że było więcej wazniejszych rzeczy. Bo jeszcze to i tamto… Aż w końcu musiałam, po prostu musiałam trochę odetchnąć. A przecież nic w tym tak nie pomaga, jak dobra herbata (lub kawa), dobra książka i coś słodkiego. Zwłaszcza, gdy to słodkie jest domowe, jest dobre, jest zdrowe…

DSC_0010 (7) 

Nie wiem czemu do tej pory książkę Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk jakoś omijałam. Niejednokrotnie kusiła mnie i wabiła w księgarniach. Trzymałam ją w rękach, oglądałam. A potem odkładałam na półkę i wychodziłam z czymś zupełnie innym. Dopiero kiedy mama przynosła od razu trzy tomy serii o Gutowie pozyczone od koleżanek z pracy sięgnęłam po pierwszą. I nie mogłam się oderwać.

Książka nie jest, jak mi się wczesniej wydawało, jakimś kolejnym babskim czytadle o miłości, o spotkaniu przeznaczenia itd. Znacie to, prawda? NIby są w niej te wątki. Ale książka jest inna. To jest saga pewnej rodziny. Jej historia zagmatwana, pewna nieoczekiwanych zupełnie ,czasem wręcz magicznych, częściej wymuszonych historią zwrotów akcji. Zatapiając się coraz bardziej w lekturze poznajemy losy rodu Zajezierskich i ich krewnych. Historię, która dzieje się pod koniec XIX wieku na terenach znajdujących się pod zaborem rosyjskim. Jednak tym, co sprawi, że owej historii rodzinnej się przyglądamy są wydarzenia współczesne: wykopaliska prowadzone w Gutowie, gdzie znajduje się słynna n acałą okolicę Cukernia pod Amorem. To tutaj pracuje Celina Hryć z synem. Celina doznaje udaru, w wyniku czego jest sparaliżowana. Przy życiu trzyma ją właściwie jedna myśl: o odnalezieniu zaginionego w czasie wojny pierścienia z trzema gwiazdami, który był pamiątką rodzinną. Pierścień niespodziewanie odnaleziony zostaje przy wykopanej pod Rynkiem tajemniczej mumii. I ten fakt sprawia, że Celina zaczyna walczyć z rezygnacją, walczyć o kazdy dzień, o możliwość komunikowania się ze światem. Tajemnicę pierścienia postanwia zaś rozwikłać jej wnuczka, Iga, która do Gutowa wraca na studenckie wakacje…

Na początku książkę czytało mi się troszkę dziwnie. Te ciągłe przeskoki z końca XX wieku do XIX wieku… Historie, które opowiadane sa przez autorkę od początku dwutorowo i początkowo nijak się mają do siebie. Ale potem i jedna i druga coraz bardziej wciągały, a punktów stycznych jest coraz więcej. W końcu już niemal razem z Igą czekałam na dalszy ciąg historii. Choć jako czytelniczka byłam w tej uprzywilejowanej sytuacji, ze od autorki dowiadywałam się szczegółów z życia przodków Igi.

Książka „Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy” nie stanowi jakiejś zamkniętej całości. Aby poznać jakiekolwiek zakonczenie, trzeba sięgąć po kolejny tom (który oczywiście już czytam). Jedyne, co kazało autorce zakonczyć historię właśnie tutaj to fakt, że kończy się tu właściwie historia rodu Zajezierskich, a zaczyna historia rodu Cieślaków (stąd też tytuł drugiego tomu: Cieslakowie). Dlatego też chyba dobrze się stało, że mam szansę przeczytać wszystko na raz.

A do czytania tej książki polecam pogryzanie jakiś dobrych ciasteczek. U mnie przede wszystkim pieczone sa one z powodu dziecka alergika, któremu nie wolno jeść gotowych wyrobów cukierniczych. Dlatego też pieczemy w domu, szukając coraz to nowych przepisów na słodkości. Tym razem przepis prosty banalnie, szybki, na wegańskie i bezglutenowe kruche ciasteczka. Przepis może być jednak wykorzystany także do pieczenia jakiegokolwiek ciasta na kruchym spodzie…

Składniki:

115g mąki bezgluteowej (tutaj gotowa mieszanka mąki bezglutenowej do upienia choćby w Rossmanie)
55g mąki ryżowej
140g masła roślinnego (tego z Biedronki 75%)
55g ksylitolu (zamiast tardycyjnego cukru)

Masło z ksylitolem wymieszać na puch. Przesiać do tej mieszanki obie mąki i zagnieść wszystko, by powstalo miękkie ciasto. Uformować z tego ciasta kulę i włożyć do lodówki owinięte folią spożywczą na godzinę. Po upływie tego czasu rozwałkować i wykrawać ciasteczka o kształtach, jakie się tylko zamarzą.

Ciastka piecze się w temperaturze 160 stopniokoło 25 minut. Po ich wyciągnięciu z piekarnika można odczekać aż wystygną i posypać cukrem pudrem, oblać lukrem i udekorować bakaliami lub gotową posypką.

Z racji, że staramy się ograniczać cukier, który ostatnio u mnie mocno na celowniku, wszelkie posypki i lukry raczej omijamy. Kolorowe posypki i orzechy dodatkowo uczulają Szkraba, więc tym bardziej nie mają wstępu do kuchni. Przynajmniej te posypki, bo orzechy czasem sobie skubnę. Jednak kolorowe posypki, kulki, motylki, gwiazdi i co tam jeszcze to cukier + chemia. Czyli stanowcze NIE!

Mam nadzieję, że ciasteczka będą Wam smakować. A i do książki zachęcam. Swietna lektura na długie jesienno-zimowe wieczory. Zwłaszcza te listopadowe. Ja czytałam w ramach wyzwan czytelniczych: Książkowe podróże – podróż do Gutowa, ale też i w książce przewija się motyw podróży do Ameryki; Polacy nie gęsi i Grunt to okładka – jako, że na okładce powielają się wszelkie smakołyki w witrynie okiennej;) Pod hasłem😉

Reklamy

6 thoughts on “Coś słodkiego dla relaksu…

  1. Czytałam dwa pierwsze tomy, a teraz muszę przeczytać je jeszcze raz, bo niestety zbyt słabo je pamiętam, żeby przeczytać trzeci. 😦

  2. Dla mnie Cukiernia stanowi wzór tego, jak powinno się pisać o kobietach. Autorka tak wysoko postawiła poprzeczkę, że jej samej trudno ja przeskoczyć.”Podróż do miasta świateł”, luźno z Cukiernia powiazana, już tak dobra nie jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s