Coś nowego…

Kolejny dzień blogowego wyzwania Uli. I kolejne pytanie, z pozoru proste, na które jednak chciałoby się odpowiedzieć niebanalnie. Ula pyta bowiem, czego nowego nauczyłyśmy się w ostatnim miesiącu. Oj… troszkę tego było. Więc po kolei…

malujace dziecko 

Na początek odpowiedzi najbardziej oczywiste. Jako, że w tym miesiącu brałam udział w kilku warsztatach, nauczyłam się wielu fajnych technik, które z pewnością wykorzystam do tworzenia papierowych (i nie tylko) rzeczy. Jest tu więc i tworzenie LO na białej bazie i tworzenie LO z wykorzystaniem dużych ilości mediów. nauczyłam się tworzyć filcowe kwiatki i tego, że nawet ze starych spodni można uszyć coś fajnego (patrz: poducha). Nauczyłam się też robienia ciekawych wianków, takich, jak ten poniżej:

DSC_0006

 

 

Wianek powstał na warsztaatch z Ayeedą przy użyciu mediów 13arts:

 

DSC_0009 

DSC_0012

Nauczyłam się też tworzyć strony Project Life i z pewnością będzie to kolejna forma, która często będzie u mnie gościć.

Dowiedziałam się też kilku fajnych rzeczy i ciekawostek historycznych. Nie tylko o wczesnośredniowiecznych strojach, co teraz u mnie na tapecie, ale też o kulturze wikinskiej. O ich wierzeniach,, o ich życiu. A dzięki czytanej własnie książce doweidziałam się też kilku ciekawostek o dynastii Piastów i wszystkich królach oraz pretendentach do polskiego tronu, którzy łaśnie z rodu Piastów się wywodzili.

Ale nie tylko takich konkretnych i praktycznych rzeczy się uczyłam. Przede wszystkim nauczyłam się (i wciąż się uczę) wdzięczności za to, co mam. Dzięki pewnym wydarzeniom dostrzegłam to, co naparwdę jest ważne. I zrozumiałam, że tylko temu, co ważne, warto się w pełni poświęcić. Że trzeba zawsze słuchać siebie i wybierać to, co dla nas najlepsze. I choć życie stawia nam na drodze ludzi, którzy mogą nam w wielu sprawach pomóc, musimy przede wszystkim otworzyć sie na własne potrzeby. Nie naśladować innych, ale pójść swoją drogą. A żeby to osiągnąć, trzeba siebie polubić. I sobie zaufać. I jeszcze dowiedziałam się, że to wcale nie jest takie proste, jakby się z pozoru wydawało.

Wciaż też uczę sie uważności. Bycia tu i teraz. Bez podążania za myślami, które tylko nas niszczą i nie wnoszą nic nowego do naszego życia. Jakoś tak ostatnio stanęłam przed dosyć trudną próbą pokonania takich właśnie niszczących myśli, którymi sama siebie nakręcałam. Próbuję wciąż je puszczać. Obserwować i akceptoać ich pojawianie się, ale jednoczesnie nie skupiać się na nich. To trudne. Ale wierzę, że możliwe. I coraz częściej wygryam tę walkę samej z sobą. I to chyba najważniejsza nauka mijających dni…

O uważności z resztą planuję w niedalekiej przyszłości kolejny wpis… Tylko musi we mnie dojrzeć. jak parę innych tematów.

Tymczasem zapraszam do Uli, gdzie dowiecie się, jakich rzeczy w minionych dniach nauczyli się inni uczestnicy wyzwania. KLIK.

 

Advertisements

11 thoughts on “Coś nowego…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s