Już zapomniałam, jak fajnie jest uczyć się historii…

A przecież w liceum byłam zafascynoana właśnie historią! Jeździłam na konkursy, czytałam mnóstwo książek podsuwanych mi przez fantastyczna historyczkę. I chyba tylko przypadek zadecydował o tym, że na studia poszłam na polonistykę i potem na kulturoznawstwo, a nie na historię właśnie. Nie żałuję decyzji, bo akurat temat antropologii kulturowej jest niemniej ciekawy a historia i teoria kultury to coś, co uwielbiam… Odkrywanie tego, w jaki sposób ludzie żyli  x lat temu jest dla mnie dużo bardziej ciekawe niż poznawanie politycznej historii świata… Ale i ta przecież, zwłaszcza, gdy chodzi o wieki średnie, jest bardzo ciekawa. Przypomniałam to sobie niedawno, gdy sięgnęłam po książkę „Przekleństwo tronu Piastów” A. Zielińskiego…

 

Wygrzebałam tę książkę spomiedzy innych zapomnianych, gdzieś z biblioteczki moich rodziców. I pewno leżałaby tam nadal, gdyby nie wyzwanie czytelnicze „Pod hasłem”, gdzie tym razem należy przeczytać dwie książki. Jedną, w któej tytule jest coś kojarzone ze szczęściem i drugą, której tytuł mówi o nieszczęścu. Z tym pierwszym nie miałam problemu. Ale to drugie… Ruszyłam więc na przeglad domowego księgozbioru i znalazłam. Bo przekleństwo chyba jednoznacznie na nieszczęście wskazuje, prawda?

Jak tytuł wskazuje, książka opisuje dzieje dynastii Piastów. Autor koncentruje się tutaj na osobach królów lub niekoronowanych władców Polski, ale takich, którzy po koronę zamierzali sięgnąć, ktorzy o koronację się starali. Wychodzi od tezy, że nad tronem Piastów ciązyła klątwa. Klątwa, o której piszą niektóre średniowieczne źródła. Miał ją rzucić na ród Piastów biskup Gaudenty, brat św. Wojciecha. O tym jednak, czy rzeczywiście taka klątwa kiedykolwiek została rzucona i czy, jak chce twierdzić jeden z najbardziej znanych polskich kronikarzy, była ona rzucona już na Bolesława Chrobrego przez biskupa Gaudentego, nie wiadomo dokładnie. Zieliński przytacza nawet dowody, jakoby klątwa rzucona była na innego polskiego władcę, a włożona w usta Gaudentego i nieco przeniesiona w czasie została ze wzgledów politycznych… No cóż… w czasach, gdy kronikarz spisujący dzieje państwa był zdany na łaskę i niełaskę władcy, takie rzeczy miały prawo się zdarzać. Chyba nikt nie byłby az tak głupi, by na kartach kroniki oczerniać swojego chlebodawcę…

W każdym razie przyznać trzeba, że nad Piastami koronowanymi na królów lub po koronę sięgającymi, wisiało jakieś fatum. Jeśli udawało im się otrzymać insygnia królewskie, szybko i to w okolicznościach niezbyt przyjemnych tarcili albo tron, albo nawet życie. W gruncie rzeczy nie było to nic niezwykłego, biorąc pod uwagę fakt, że czasy średniowiecza to okres bezwzglednych walk o władzę i okres zupełnej bezkompromisowości. A dodatkowo wszelkie polityczne okoliczności, jak choćby rozbicie dzielnicowe, sprawiały, że walk o tron, dodajmy walk bratobójczych, trudno było uniknąć… Autor książki na wszystkie te okoliczności zwraca uwagę. Wskazuje też na fakty, o których w szkole raczej się nie uczy. Być może teraz już historia akademicka o nich wspomina. Dla mnie jednak wiele rzeczy było nowych, mimo licznych przeczytanych lektur na temat państwa Piastów, mimo konkursów historycznych, w których jakiś czas temu brałam udział.

Choć książka niewątpliwie ma charakter naukowy, to jednak czyta się ją przyjemnie. Być może to zasługa tematu koncepcji, która wychodzi od pewnej historycznej ciekawostki i w oparciu o nią przybliża nam dawne polskie dzieje. Również styl książki jest stosunkowo łatwy. Nie jest zbyt naukowy, ale też nie jest infantylny. To wszystko sprawiło, że trudno mi było odkładać książkę na bok i niemal każdą chwilę poświęcałam na to, by sięgnąć po publikację. I choć pierwsze rozdziały, traktujace o czasach Bolesława Chrobrego i tych pierwszych władców Polski były dla mnie ciekawsze niż końcówka o książętach dzielnicowych (okresu rozbicia dzielnicowego nigdy specjalnie nie lubiłam), to i tak cieszę się, że przeczytałam tę książkę. I że przypomniałam sobie, jak fajnie jest uczyć się historii…

A książkę czytalam w ramach wyzwań: Pod hasłem (w temacie nieszczęścia) oraz Polacy nie gęsi.

 

Advertisements

3 thoughts on “Już zapomniałam, jak fajnie jest uczyć się historii…

  1. Nigdy nie lubiłam historii. Nauczyłam się jej już w dorosłym życiu – dzięki piosenkom Jacka Kaczmarskiego i serialowi „Dom”.
    A na polonistykę także trafiłam przypadkiem… całe życie fascynowała mnie biologia, z biologii zdawałam maturę… dopiero Mama uświadomiła mi, że godzin biologii w szkole jest bardzo mało, a polskiego dużo, więc mam większą szansę na pracę… a że zawsze lubiłam książki i pisanie przychodziło mi lekko… 😉

    1. Oj… fascynat biologii na polonistyce? Tego nei słyszałam. Za to miałam kolegę, który poszedł na poloistyke bo… nie lubił czytać. Nie rozumiem do dziś jego toku myślenia, ale… no cóż… 😉

      1. No to nie wiem, jak dał sobie radę 😛 Na sam egzamin z literatury współczesnej miałam do przeczytania 140 pozycji 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s