Mała czarna, czyli problem z kawą

Ręka do góry, kto swoje pierwsze kroki po przebudzeniu kieruje do kuchni, aby zrobić sobie kawę. Nieważne, czy z ekspresu, czy sypaną. A może rozpuszczalną. No, kto? A jesli nie od razu rano na autopilocie to w przerwie w pracy? Albo zaraz po, dla relaksu? Wiele jest osób, które bez kawy nie wyobrazają sobie życia. Ja też. Piję, bo czemu nie. Tylko, że… No właśnie. Ostatnio pojawił się problem…

DSCN6043 

Przez niektorych napój ten jest nazywany dziełem szatana. Inni, chcą widzieć w kawie napój bogów. Dyskusja miedzy zwolennikami, a przeciwnikami tej używki chyba nigdy się nie skończy. Grupa jednych i drugich przerzucać się może argumentami przemawiającymi za i przeciw piciu kawy niemal non stop. I sa to argumenty bardzo merytoryczne, poprate naukowymi badaniami. Bo chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy kawa jest zła, czy dobra. Każdy musi sam zdecydować. Zaobserwować, jak kawa działa właśnie na niego…

Pamiętam smak pierwsze wypitej przeze mnie kawy. To było na początku wakacji w 1999 roku. Pojechałam wtedy na zlot skautów do Sanoka. Pracowałam przy radiu w sztabie kryzysowym, co sprowadzało się do siedzenia przy radiu przez 12 godzin non stop. I choć sam wyjazd wspominam całkiem dobrze, to robota była, delikatnie mówiąc, ogłupiająca. Z nudów sączyło się wodę, herbatę. Mój ówczesny drużynowy, szef owego sztabu, ciągle gdzieś biegał. Robił sobie więc mocną kawę i zostawiał u nas na biurku. Wpadał co jakiś czas, łykał troszkę i leciał dalej. Któregoś dnia, kiedy z nudów i zmeczenia zasypiałam już przy tym nieszczęsnym radio, postanowiłam łyknąć od niego. Że serce z nadmiaru kofeiny wtedy mi nie staneło to cud. Ale tak nauczyłam się pić kawę.

Od tego czasu piłam jej dużo. najczęściej na kursach i zlotach skautowych. Na imprezach urodzinowych do ciasta. Podczas nocek zarywanych na naukę. Raz kawa była lepsza, raz gorsza. Najlepsza była ta pita w hiszpańskich kafejkach. Obowiązkowo przy barze (tańsza pół euro!), obowiązkowo podczas czytania gazety lub zjadania miejscowych odpowiedników drożdżówki. I podczas pogawędki z barmanem. I choć ten smak kojarzy mi się z fantastycznymi chwilami, to ciągle twierdzę, ze hiszpańska kawa jest po prostu najlepsza. Lepsza od włoskiej, od tureckiej… Czemu zawdzięcza ten specyficzny smak? Nie wiem…

Potem był w moim życiu okres, kiedy nie piłam kawy wcale. Zaraz przed ciążą i w czasie ciąży. Wróciłam do kawy, gdy od dłuższego czasu z powodu pojawienia się Małego Człowieka zarywałam nocki. Dziś znowu nie potrafię wyobrazić sobie dnia bez czarnego napoju. Tyle, ze ostatnio zauważyłam, że piję tej kawy dużo. Za dużo. Właściwie staje sie ona moim podstawowym napojem w ciągu dnia, z rzadka tylko zamienianym na szklankę wody. No i wciąż jestem senna, zmęczona, podenerwowana.

Nie chcę obarczać winą za ten stan tylko i wyłącznie kawy. Ale jestem pewna (tak podpowiada mi intuicja, która rzadko zaodzi), że jedną z przyczyn jest właśnie czarny napój. Sprawdzałam nawet, jakie skutki przynosi picie kawy. Oto, co znalazłam:

– pobudzenie, przyspieszenie tętna, polepszenie pamieci krótkotrwałej i wzmożenie koncentracji;
– zapobieganie marskości wątroby; zmniejszanie ryzyka cukrzycy, nowotworów pęcherza, jelita i choroby Parkinsona;
– może ograniczyć próchnicę;
– przyspiesza metabolizm.

Ale też:
– wypłukuje z organizmu wapń i magnez;
– uzależnia;
– w długiej perspektywie zmniejsza pamięć;
– wzmaga uczucie niepokoju i lęku;
– może zwiększać ryzyko wystąpienia zawału.

Wnioski? Może być tylko jeden: pić, ale z umiarem. Ponieważ piję kawę przedew szystkim po to, by się obudzić, postanowiłam więc zamienić ją na: yerbę; codzienny spacer na świeżym powietrzu; wypita rano na pusty żołądek ciepłą wodę z cytryną.

A kawę chcę pić BO LUBIĘ, a nie BO MUSZĘ. Nie chcę więc odmawiać sobie chili przyjemności, jaką jest dla mnie sączenie kawy w kawiarnii, przy jednoczesnym obserwowaniu tego, co dzieje się obok. Albo wypicia od czasu do czasu na rozgrzewkę kawy z cynamonem i kardamonem (w przypadku osób typu kapha, ajurweda nawet to zaleca). Ale nie chcę być niewolnikiem kawy…

Tyle, że w moim przypadku ostre cięcie może nie zadziałać. Albo zadziała na krótko. Można tu więc zastosować metodę kaizen, czyli małych kroków. Ograniczyć spożycie kawy poprezz picie codziennie coraz mniejszych ilości: zalewać nie pełen kubek, a 3/4, potem połowę. Zmienić duży kubas na mniejszy i znów to samo. Aż ograniczy się to do jednej filiżanki dziennie. A potem wcale… Ile czasu to zajmie? Tyle, ile trzeba! Nie ma deadlinów, nie ma ciśnienia. Za to ma byc lepiej. Po prostu. W ramach wprowadzania pozytywnych zmian w życiu…

Reklamy

12 thoughts on “Mała czarna, czyli problem z kawą

  1. Nie wyobrażam sobie życia bez kawy. Mój organizm sam sobie reguluje jej potrzebę – na przykład w okresach choroby zdecydowanie mnie od niej odrzuca… gdy zaczynam mieć na nią ochotę – znaczy idzie ku lepszemu.
    Skoro jednak kawa ma być pita przede wszystkim dla przyjemności, dlaczego chcesz się jej pozbawić całkowicie? U mnie byłoby to powodem ogromnej frustracji… a to chyba nie o to chodzi 🙂

    1. dodam a raczej doniosę z obrzydzeniem , ponieważ donoszenie jest obrzydliwe , że Andzia pije hektolitry kafffy za caluchną ludzkość .Ja tylko rano i jestem do niej przypisana

    2. Nie chcę się pozbawiać całkowicie. Ale mocno ograniczyć, bo czuję, ze mi nie służy w tak dużych ilościach…

  2. Ja tam też lubię kawę, ale piję tylko 100% arabikę, zwykłą mieloną. Gotuję wodę, potem wsypuję ok. 2 łyżeczki kawy, dalej gotuję, dodaję kardamon, imbir i cynamon, gotuje się dalej, na końcu dodaję ksylitol (zamiast cukru, a lubię kawę lekko słodką) no i jeszcze chwilka gotowania i gotowe! To jest wg medycyny chińskiej, ale ja się dokładnie nie stosuję, jeśli chodzi o kolejność dodawania przypraw, po za tym dodaję po ugotowaniu odrobinę mleka, a też powinnam i z mlekiem gotować. Mimo to kawa działa super, nie ma po niej uczucia roztrzęsienia, jakie kiedyś miałam po zwykłym parzeniu kawy.
    Co do rozpuszczalnych kaw, to absolutnie nie piję, no bo to jednak już chemia jest.

  3. Pewnie się zdziwisz, ale ja w ogóle nie pije kawy:). Kiedyś byłam po prostu uzależniona, piłam z 5 filiżanek dziennie po to żeby przetrwać w biurze i nie paść na twarz, ale podobnie jak Ty po dużej ilości kawy zamiast czuć energię byłam bez sil i jednocześnie poirytowana. Kawę zastąpiłam herbatą, która bardziej mi smakuje i moim zdaniem daje lepszego kopa:). Też staram się z nią nie przesadzać. Rano piję dwie, a popołudniu jak jestem naprawdę zmęczona, to pozwalam sobie na trzecią. Trzeba tez pamiętać, że kawa i herbata wysuszają nasz organizm zamiast nawadniać, także dobrze jest wypić jeszcze z minimum litr wody dziennie:).

    1. Nie zdziwię się. też nie piłam przez jakiś czas. Teraz zaczęłam i… znowu chcę przestać. Przynajmniej w takich ilościach…

  4. pierwsze kroki rano kieruje do kuchni, jak na autopilocie włącza ekspres do kawy… no jakbym siebie widziała :)) i szczerze, nie wyobrażam sobie rozpoczęcia dnia bez kawy z mojego saeco. niby małe espresso, ale potrafi człowieka nastroić na cały dzień… a przynajmniej do kolejnej kawy 😉 a tak całkiem serio, to myślę że jeżeli nie przesadza się z ilością (1-2 kawy dziennie) i pije możliwie naturalną kawę (ziarna) to można odczuć raczej ten pozytywny wpływ na zdrowie 🙂

    1. No tak… ale jak się pije znacznie więcej… to… przestaje działać;) Jedno espresso dziennie jest dla mie do przejścia. 4 duuuuże kawy to juz dla mnie za dużo. Poza tym chyba każdy ma tę granicę tolerowania odpowiedniej iosci kawy (to samo z innymi rzeczami z resztą) gdzie indziej…

  5. Pijam Inkę. Nie piję kawy, bo… nie lubię jej smaku 🙂 Przydała by się czasem ‚na pobudkę’, ale – no nie potrafię! Za to zapach kawy jest bardzo przyjemny 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s