Jak zmienić swoje życie… na dobre!

Ostatnio coraz częściej pojawiają się u mnie myśli, że coś jest nie tak. Nie tak, jak powinno. Że coś mi nie pasuje i… co więcej to nie jest czyjakolwiek wina. Że to ja, na własne życzenie robię rzeczy, których robić nie chcę. I że tak naprawdę jedynym sposobem na zmianę tej sytuacji jest… zmiana swojego sposobu myślenia. Tylko wtedy jest szansa, że życie będzie inne, bardziej szczęśliwe. Że ja bedę szczęśliwa… Dlatego szukam wciąż sposobów, jak wprowadzić takie zmiany. Dużo daje mi tu medytacja. Ale dużo do myślenia dała mi też książka Beaty Pawlikowskiej…

DSCN6045

Choć własciwie powinnam napisać, że książki. Wcześniej przeczytałam „Kody podśwadomości”. Kupiłam pod wpływem impulsu. Wlazłam do księgarni niby zobaczyć, co ciekawego jest na półkach. I kupiłam. Potem przeczytałam jednym tchem. I choć nieco infantylny język troszkę mi przeszkadzał, poczułam, że to książka o mnie. I że wszystko, o czym autorka pisze, jest takie prawdziwe. A potem kupiłam „Kurs szczęścia”. I tak jakoś przeleżała ta książka na półce. Pojawiła się joga, pojawily sie inne rzeczy, ważniejsze. W pewnym momencie uświadomiłam sobie jednak, że to, czego uczy mnie joga w sposób dość trudny do zrzumienia dla człowieka Zachodu, tłumacyzła etż Pawlikowska. Tylko tak trochę jaśniej. Doszło do tego jeszcze spotkanie z tą autorką i… już wiedziałam, że „Kurs szczęścia” przeczytać po prostu muszę.

Nie jest to jednak zwykłą książka. Czytadło, które otwiera się, czyta i odkłada na półkę. To książka coachingowa, w pełnym znaczeniu. Książka prostymi słowami opisująca to, co dzieje się w naszej podświadomości i dokładnie mówiąca, co zrobić, by zmienić swój sposób myślenia i zachowania. I by być szczęśliwym. O tyle wiarygodna, że autorka bazuje tu na własnych doświadczeniach. A te dla niektórych mogą być nawet szokujące: uzależnienia, zaburzenia psycho-żywieniowe, kompletny brak kontaktu ze sobą skutkujący destrukcyjnymi związkami… I aż trudno uwierzyć, że ta szczęśliwa, uśmiechnięta kobieta, którą widać na okładce, jest tą samą osobą…

Ale… Książkę przeczytałam. I nie odłozyłam na półkę. Wzięłam za to do ręki zeszyt i długopis. I otworzyłam raz jeszcze. Tym razem sumiennie wykonujac kolejne ćwiczenia. Niektóre modyfkuję troszkę, by w moim przypadku były łatwiejsze do wykonania. Zamiast codziennego porannego spaceru jest ogólnie spacer. Takie kilka/kilkanaście minut tylko dla siebie. Za to obowiązkowo na świeżym powietrzu. A rano praktyka asan jogi. I przy tej okazji dyskusje z podświadomością. To ćwiczenie ma trwać rok. I tyle trwać będzie.

Są też inne: wypisanie rzeczy, które zawsze poprawiają humor i które zawsze ten humor niszczą. Tu postaowiłam nie pisać od razu tego, co mi się w głowie przypomni, ale dać sobie czas na zastanowienie. Kilka dni, może miesiąc. Wpisywać, po zaobserwowaniu wszystko to, co się dzieje. Postanowiłam też zapanować w ońcu nad swoim czasem. I tu znów zaczynam od obserwacji: wpisuję w kalendarz wszystko to, co robię. Z godzinami. Cały dzień. Dodatkowo piszę też, co jem i jak się po tym czuję. Oraz jakie uczucia wywołuje we mnie to, co robię. Taka autopsychoanaliza. I już widzę, że to uczy uważności. Wnioski wyciągnę za jakiś czas. Pewno za tydzień będą pierwsze. A to poskutkuje wprowadzaniem kolejnych zmian… O czym pewno dowiecie się z tego bloga.

A sama książka? Polecam serdecznie wszystkim, którzy czują, ze coś jest nie tak. Którzy chcieliby coś zmienić w życiu, ktorych życie uwiera. Ale proponują zacząć od początku cyklu. Żeby lepiej zrozumieć. I choć wielu język ksiażki moze wydać się zbyt infantylny, a czytając ją mogą czuć się troszkę jak dzieci, warto się przemóc i doczytać do końca. Z pełnym zaangażowaniem, jeśli rzeczywiście ma ta książka pomóc. A po jakimś czasie i cel pisania takim jezykiem można zrozumieć…

Książkę czytałam dla siebie. Ale ponieważ mieści się w wytycznych, zgłąszam ją na wyzwania: Polacy nie gęsi oraz Pod hasłem (znowu to szczęście w tytule;)

Advertisements

6 thoughts on “Jak zmienić swoje życie… na dobre!

  1. Zdecydowanie – wszystko zaczyna się w naszej własnej głowie. I tylko od nas samych zależy, czy będziemy szczęśliwi 🙂
    Muszę kupić – dla siebie i dla swoich dziewczyn 🙂

    1. OJ tak… książka naprawdę fajna… Ja już szykuję się na kolejną część… Bo sa jeszcze dwie z serii;)

  2. Do dzieł Pani Pawlikowskiej miałam zawsze stosunek ambiwalentny. Podziwiałam jej osiągnięcia i niesamowicie bogate doświadcznie, lecz drażnił czasem zbyt wyegzaltowany, a czasem zbyt mentorski ton. Przyznaję, wiele jej książek nie czytałam, bo mi po prostu „podpadła”. A już tragiczna seria „Blondynka na językach” sprawiła, że niechęć wzięła górę (sumując to w dodatku z moim lingwistycznym zboczeniem zawodowym). Jednak Twój wpis sprawił, że chyba sięgnę po jej książkę ponownie, bo brzmi bardzo intrygująo. To coś, czego w tej chwili potrzebuję. Czy myślisz, że należałoby przeczytać wszystkie trzy części, czy wystarczy „Kurs Szczęścia”?

    1. Hmmm… ja nie czytałam pierwszej. Zaczęłam od Ksiągi kodów podświadomości. I to w sumie dobrze, bo w Kursie szczęścia troszkę jest odwołań. Pierwszy chyba nie był potrzebny. Przynajmniej nie czuję braku;) No styl może byc trochę denerwujący. Ale przy treści tej książki akurat schodzi na drugi plan;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s