Gdy za oknem szaro i tę szarość widać, zbyt mocno…

Ten wpis miał być zupełnie inny. W planach było jakieś nawiązanie do Barbórki – święta gorników, wciąż na Górnym Sląsku kultywowanego. Miał być folklor, patriotyzm lokalny, troszkę refleksji o tożsamości w kontekście wychowania dziecka… Ale będzie co innego. Bo wyszłam na dwór, na jedną z szarych ulic górnośląskiego miasta. I coś we mnie pękło. A moze dojrzało? Temat, który kiełkował od dawna. A teraz jest dobry czas, by ujrzał światło dzienne…

 

Nie, nie chodzi wcale o to, by zachęcić Was do przystąpienia do akcji Szlachetna Paczka, choć niewątpliwie jest ona piękna. I warta zainteresowania, jeśli chcecie naprawdę pomóc. Chodzi o to, by pomóc takim ludziom, którzy są naprawdę biedni. Którzy nie mają co włożyć do garnka albo w co się ubrać, a jednocześnie nie łapią się na pomoc społeczną i wszystkie te zasiłki MOPS-owsko MOPR-owskie. Albo łapią się, ale w ograniczonym stopniu. Najważniejsze jest jednak to, że pomaga się konkretnej osobie, kkonkretnej rodzinie. Sprawdzonej wcześniej przez wolontariusza, który tę rodzinę odwiedza w domu i spisuje potem bardzo szczegółowy raport na ten temat. POmaga się nie dając pieniądze, a kupując określone rzeczy. Takie, które danej rodzinie są potrzebne. Paczki nie trzeba przygotować samemu, ale można z rodziną, z kolegami z pracy, przyjaciółmi… Wtedy koszt takiej paczki rozłoży się na wiele osób… Więcej o szlachetnej paczce znajdziecie tutaj: KLIK

Pomóc można jednak także i w inny sposób. Można wpłącić pieniądze organizacji, do której ma się zaufanie. Przekazać coś na aukcję charytatywną, tak jak wiele scraperek robi to dla Stasia – upośledzonego syna naszej scrapowej koleżanki. (O Stasiu więcej tutaj: KLIK, a przedmioty ze Stasinych aukcji można kupić na allegro, o tutaj: KLIK). Można tez po prostu rozejrzeć się wokół. Na pewno znajdzie się ktoś, kto potrzebuje pomocy. Choćby i dobrego słowa, uśmiechu, pomocy w niesieniu ciężkich toreb…

Może to szaruga za oknem, może pojawiające się wciąż i wciąż na facebooku informacje o tym, kto i na co zbiera pieniądze sprawiły, że w takim nastroju refleksyjnym jestem. A może po prostu tę polska biedę widać teraz wyraźniej? W czasie kiedy pół Polski biega jak oszalała po sklepach, kupując jeszcze to i tamto na pewno potrzebne na święta, ogladając reklamy, których w telewizji teraz jakby więcej i sprawdzając, czym jeszcze uszczęśliwić bliskich. A pod hipermarketem człowiek, który z chęcią odwiezie wózek, by zarobić tę wciśnięta tam złotówkę. Na ulicy od kubła do kubła chodzi człowiek, który szuka czegoś, co mogłoby mu się przydać. jemu lub jego rodzinie. I obrazek najgorszy: dziadek złomiarz (chyba dziadek) prowadzący jedną ręką wózek. W drugiej trzymał rączkę dziecka, na oko w wieku mojego syna… I dobrze, że akurat prowadziłam auto, bo bym się rozkleiła. Tak musiałam skoncentrować się na tym, co dzieje się na drodze…

Bo takie obrazki w Święta bolą jakby bardziej. Nie dość, że zimno i nieprzyjemnie na dworze, szaro i smutno. To jeszcze ta cała świąteczna gonitwa, konsumpcjonizm wywindowany do granic możliwości… I to uczucie, że jakieś dziecko spędzi święta w szpitalu. Inne w prezencie dostanie, jak dobrze pójdzie pomarańczę czy jabłko. Może jakąś czekoladę. I jeszcze ta cholerna bezsilność, ze sama nic nie mogę zrobić. I niby wiem, że kupienie prezentu nawet wszystkim dzieciakom w mieście nic nie da. Bo tu trzeba rozwiązań systemowych, trzeba tej pozytywistycznej „pracy u podstaw”, edukacji, szukania możliwości. I dobrych chęci tych, którzy odetchnęli szczęśliwi, ze przez kolejne cztery lata nie wyjdą ze swoich gabinetów w coraz to lepiej wyposażonych gabinetach Urzędu Miasta…

Wiem, powinnam odpuścić. Powinnam zrozumieć, że nie mam na pewne rzeczy wpływu. Że mogę zrobić to, co mogę: choćby zajęcia dla dzieciaków podczas finału WOŚP (o co zostałam poproszona, choć nie wiem jeszcze na pewno, czy dojdzie to do skutku). Ale mogę chociaż nie odwracac wzroku z niesmakiem, gdy obok przechodzi bezdomny. I nie oceniać kogoś tylko dlatego, że prosi o kromkę chleba. I dać tę kromkę, gdy ktoś znowu zapuka do drzwi, bo od połówki chleba chyba nei zbiednieję. Albo pomóc starszej pani zrobić zakupy…

Był taki film. „Podaj dalej” bodajże. O tym, że gdyby każdy zrobił dobry uczynek wobec kilku osób i te osoby ten łańcuszek pociągnęłyby dalej to swiat byłby po prostu szczęśliwszy…

A w ramach pezygotowań świątecznych taka lista rzeczy do zrobienia, wygrzebana gdzieś na Facebooku, na tym profilu: KLIK

A jutro będzie już bardziej optymistycznie…. Chyba…

Advertisements

3 thoughts on “Gdy za oknem szaro i tę szarość widać, zbyt mocno…

  1. Smutne jest w tym chyba najbardziej to, że ci, którzy mają najwięcej – dają najmniej… albo wcale. A najwięcej pomagają ci, którzy w swoim życiu doświadczyli biedy…

    1. Dokładnie. ja to niestety widze nawet na własnym podwórku… 😦 Kto ma dużo, ten uważa, że 1% jego podatku przekazany raz do roku załatwia sprawę. ma czyste sumienie i tyle. A czasem anwet nie zada sobie trudu, żeby sprawdzić, na co tak naparwdę idzie ten jeden procent. Bo mnie szlag trafia, jak te pieniądze w dużej części idą… na promocje zbiórki 1% w przyszłym roku. A tak to jest w dużych ogólnopolskich organizacjach, jeśli nie podasz celu szczegółowego. Dlatego co roku przekazujemy na Stasia. Wiemy na kogo, wiemy na co (turnusy rehabilitacyjne, wózek specjalny itd)…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s