Wigilijny wieczór…

… jest inny niż pozostałe w roku. Nie dlatego, że w powietrzu unosi się jakaś magia. Choć chyba każdy ją czuje. Bo w końcu czas Bożego narodzenia to ten moment w roku, kiedy dzień jest najkrótszy, a granica między światem żywych i umarłych troszke się zaciera… Tak było przed chrześcijaństwem. I tak jest teraz. Dlatego właśnie Boże Narodzenie jest tak magiczne. Mimo, że to Wielkanoc Kościół (przynajmniej katolicki) chce uznawać za najważniejsze święto…

Ale też ta magia polega na tych wszystkich rytuałach, takich naszych, takich jedynych w swoim rodzaju. u jednych to dekorowanie choinki, zawsze tak samo, zawsze od góry (lub od dołu), zawsze poprezz wieszanie ozdób w odpowiedniej kolejności. U innych rytuałem ejst odpowiednie przygotoanie potraw. Albo nakrywanie do stołu. Albo cały przebieg kolacji wigilijnej. A u mnie? Jaka jest moja ulubiona tradycja wigilijna? Hmmm…

DSCN6080

 

Ten zwyczaj zagościł u nas stosunkowo niedawno. Kiedyś tacie przypomniało się, jak to po zakończeniu wieczerzy w wigilię każdy z gosci otrzymyał ejszcze talerz słodyczy. To właśnie ten moment zapamiętał, jako mały chłopiec. I do tej tradycji chciał wrócić. Od kilku lat więc każdy z obecnych po objedzeniu się karpiem i barszczem, po odpakowaniu prezentów i zjedzeniu makówek, otrzymuje jeszcze talerz pełen maszketów. Sa tam i owoce, i ciastka, cukierki, czekoladki… Dostosowane do potrzeb poszczegolnych osób: babcia z cukrzycą znajdzie tutaj ciastka niesłodzone sacharozą. Młody będzie miał budyn ryżowy i bezglutenowe herbatniki. A do tego kiwi i jabłko). Wszystko na dużym (większych w sklepie nie było) papierowym talerzu, opakowanym w celofan i przewiązanym wstążką. I choć po skończonej wieczerze wszystkim już brzuchy pękają, ten miły akcent sprawia, że po prostu robi się przyjemniej. Potem ktoś intonuje kolędę, potem następną i jeszcze jedną… I tak jeszcze przez jakiś czas siedzimy sobie w gronie rodziny. I jakoś nikomu nie chce się wychodzić. I właśnie w tym momencie poczuć można prawdziwego ducha świąt…

O mojej ulubionej tradycji świątecznej poczytaliście, dzięki wyzwaniu Uli. Więcej na ten temat tutaj: KLIK

 

Advertisements

19 thoughts on “Wigilijny wieczór…

  1. A ja najbardziej uwielbiam ranek w pierwszy dzień Świąt. Lubię wstać wcześnie, gdy wszyscy jeszcze śpią. Nacieszam się prezentami, w powietrzu unosi się zapach choinki, a ja mam takich kilka chwil, kiedy kompletnie nic nie muszę…

    1. Oj.. ja tak mam w wieczór, kiedy po Wigilii już wszyscy sobie pójdą, albo położą się spać. Uwielbiam wtedy posiedzeić przy zapalonej choince, poczytać w spokoju książkę, którą łasnie dostałam lub nacieszyć się innymi prezentami. I tym spokojem i ciszą…

  2. Ciekawa tradycja, bardzo czasochłonna 😉 Ja lubię takie unikalne zwyczaje, które są tylko nasze i my się z nich najbardziej cieszymy:)

    1. Tak bardzo czasochłonna nie jest… W koncu i tak się piecze i gotuje przed Świętami. A zapakowanie talerzy to prawdziwa przyjemność…

  3. Ośmielam się na małe sprostowanie – Kościół nie tylko chce, ale już dawno uznał Wielkanoc za Święto najważniejsze. Wszak Narodziny są cudem, ale pokonanie śmierci i zmartwychwstanie – to dopiero COŚ!! I to dla WSZYSTKICH :))
    Pozdrawiam bardzo serdecznie :))

    1. 😉 Ja wiem… Słowo chce było tu użyte własnie dla podkreślenia tego, że uznaje. Taka po prostu inna konstrukcja. Trochę bardziej wydziwiata;) Z drugiej strony, bo ja z tych, co dużo pytań zadają, to można by dyskutować, czy jajko było pierwsze, czy kura. Bo hmmm… no jakby Bóg nie narodził się człowiekiem, nie miałby szans też umrzeć. I być może pokonanie śmierci, w takiej formie, jak zrobił to Jezus jest cudem ponad inne cuda. Ale dla mnie osobiście większą tajemnicą jest chyba fakt, ze Bóg oto staje się człowiekiem. I to takim najdrobniejszym: z zimnymi stopami, z bolącym gardłem, z pustym brzuchem… Tajemnica Boskiego pomniejszenia jest dla mnie większą tajemnicą niż tajemnica Boskiego triumfu. Bo ten jest znany od zawsze, i w kazdje kulturze… Niezaleznie od wyznawanej religii. Bóg, który jako człowiek bez jakiejkowliek potężnej mocy, siły (albo choć z niej niekorzystający, bo przecież mógłby skinieniem ręki całe Betlejem zrównac z ziemią itd) jest dla mnie hmmm… aktem Boskiej odwagi. Poszedł do swoich, przyjął postać najmniejszego z maluczkich. I wiedział dokładnie, co się z nim stanie, jaki ból będzie odczuwał… Nie tylko podczas Drogi Krzyżowej. Ale w ciągu całego życia… To dla mnie cud…
      I pamiętajmy, ze to ten sam Bóg, który przeciez nie tak dawno był Bóstwem budzącym grozę. Mściwym, zatapiającym cały świat, obracajacym w pył miasta bezbożnych Jahwe…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s