W poszukiwaniu swojej drogi…

Świateczny czas i odcięcie się od internetu sprzyja czytaniu. Przynajmniej u mnie. A że w wymiance u Fenko obdarowana zostałam kilkoma książkami Izabeli Sowy, nie potrafiłam sobie odmówić spedzenia świąt własnie z tą autorką. Jedną z moich ulubionych. Nawet nie dlatego, że fabuła wciągająca, że innowacyjne pomysły albo walory literackie jakieś wybitne. Ale dlatego, że w swoich powieściach autorka trafia w sedno. Po prostu…
A że przy okazji książki wpisują sie w grudniowe hasło wyzwania „Pod hasłem”, pomęczę as trochę opisem tego, co czytałam…

DSC_0005 (2) 

Prawda jest taka, że książka „Smak świeżych malin” należy do nielicznych, które przeczytałam dwa razy. Rzadko wracam do pozycji już przeczytanej, bo przeciez tyle jest innych ciekawych czytadeł. I wciąż powstają nowe. Tutaj zadziałała magia wspomnianego wyżej wyzwania. I… wcale nie żałuję. Zupełnie zapomniałam o tym, że zależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy, wiele rzeczy interpretujemy inaczej. Także książki.

Kiedy tę powieść czytałam po raz pierwszy miałam jakieś naście lat. I miliony planów. Miałam soje wyobrażenia o przyszłości. O tym, że pójdę na studia i co na tych studiach będę robić. O Juwenaliach, nowych znajomościach, wypadach na piwo z kolegami z grrupy. O bogatym życiu studencko-towarzyskim… Hmmm… no cóż. Życie troszkę te plany zweryfikowało… Prada jest jednak taka, że moje wyobrażenia powstawały własnie na podstawie książek takich, jak ta.

Kiedy czytałam „Smak świeżych malin” teraz, zwróciłam uwagę na zupełnie inne rzeczy. Na to, jak wielki wpływ ma na nas to, co dzeje się w rodzinnym domu: zachowania rodziców, ich stosunek do nas. Poza tym, bogatsza o doświadczenia dorosłego życia wiem już, że nie nalezy zbyt wiele oczekiwać, zbyt wiele planować. Bo to może stać się przyczyną rozczarowań. I znacznie lepiej jest otworzyć się na to, co przynosi los. Bo tylko tak można nie przegapić swojego szczęścia. Kiedy zbyt mocno dązymy do realizacji naszych wyobrażeń i planów, możemy po prostu przegapić to, co dzieje się Tu i Teraz. Odsunąć to, co zostało nam dane, bo przeciez nie mieści się w naszych ściśle okreslonych ramach. A za kilka lat żałować. Wtedy, kiedy zdamy sobie sprawe, że trzeba było żyć pełną persią i korzystać… Zamiast ślepo podążać za mżonkami, które w rezultacie okazały się czymś zupełnie nie dla nas…

Wracajac jednak do powieści. Przez wielu jest uznawana za książkę młodzieżową. I pewnie taka jest, choć ja polecam ją każdemu. Opowiada historię kończącej właśnie studia Maliny, która może pochwalić się nieudanym związkiem, zakończonym zerwanymi zaręczynami, ojcem, który wiele lat temu wyjechał za granicę i tylko od czasu do czasu nagle pojawia się w zyciu swoich dzieci, za kazdym razem wprowadzając z resztą strasznie dużo zamieszania. Malina ma też matkę, która szuka szczęścia u boku coraz t nowych partnerów i babkę, wróżącą z kart (a wróżby sparwdzają się w stu procentach!). Malina ma jednak także przyjaciółki. I to często własnie one ratują ją z kłopotów, w jakie mogłaby się wpakować… Do tego wszystkiego bohaterka nie ma pojęcia, co zrobić ze swoim życiem po skończeniu studiów… Chodzi do psychiatry, umawia sie na piwo z przyjaciółmi i… powoli sobie radzi…

Historia prosta, ale za to zmysł obserwacji autorki wręcz wybitny. Z detalami opisuje tutaj studenckie życie. Do tego z humorem pokazuje szereg sytuacji, które, jakby się nad tym głębiej zastanowić, wcale śmieszne nie są. Ale własnie dzięki temu lektura jest przyjemna. W sam raz na to, by odpocząć po świątecznym zamieszaniu. A przy okazji zmusza jednak do refleksji nad tym, co dalej…

Takie typowe pytanie na zakończenie roku i początek nowego. Coś sie kończy, coś się zaczyna. I choćby nie wiem, co się działo, jakoś musimy sobie dać radę. A książka pozwala uwierzyć, że będzie dobrze. I zawsze znajdzie się rozwiązanie: czasem dzięki przyjaciołom lub rodzinie, czasem dzięki uśmiechowi losu…

Przeczytałam w ramach wyzwania pod hasłem (maliny) i książkowe podróże (akcja dzieje się w Krakowie) i Polacy nie gęsi.

Reklamy

2 thoughts on “W poszukiwaniu swojej drogi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s