Czy na pewno spełniasz marzenia?

Kiedyś wyobrażałam sobie, że gdy dorosnę będę staać codziennie rano o szóstej, ubierać elegancki kostium, pakować laptopa do torby i, wzorem bohaterów amerykańskich seriali, z goracym kubkiem kawy w dłoni wychodzić do pracy w jednym z tych oszklonych wieżowców w centrum Katowic. Ewentualnie w jakimś biurowcu w Gliwicach, Zabrzu, czy innym mieście. Będę mieć własne biurko, komputer i przez kilka godzin dziennie będę robić bardzo ważne rzeczy… Dobra praca w korporacji to był szczyt marzeń… Tylko, że… nie do końca moich…

blondynka 

Po prostu myślałąm, że tak trzeba. Że praca w korporacji to po prostu coś, co trzeba. Że nie ma innego wyjśćia… A potem przyszła refleksja: ja nie znoszę, kiedy ktoś mówi mi, co muszę. I kiedy ktoś traktuje mnie bezosobowo, jak jakiś trybik w maszynie. I gdy wymaga się ode mnie wiecej i więcej. I ciągłego poświęcania marzeń i czasu…

Na szczęście nie wylądowałam w korporacji. Moje zycie potoczyło się ianczej, niż mogłam przypuszczać. Ale dzieki temu odkryłam, że po prostu nei zniosłabym nad sobą szefa, dla którego nie liczy się człowiek. I że to nie ogromna kasa, którą można zarobić jest w życiu najważniejsza. Ani to, co za tę kasę można sobie kupić. I choć ważne jest elementarne poczucie bezpieczeństwa, o które z pustym portfelem i brakiem dachu nad głową trudno, nie trzeba zażynać się, by mieć mnóstwo rzeczy, z których i tak nie mamy czasu kiedy sorzystać. Bo praca, praca, praca…

Zrozumiałam, że zamiast wczasów w ekskluzywnym hotelu, gdzie po trzech dniach umieram z nudów nad basenem (bo ileż można popijać drinki z palemką), wole zwiedzać swiat z plecakiem. nawet, ejśli zamiast na Kubę jade na Mazury. Za to mogę cieszyć się przyrodą, poznawać ludzi i ich kulturę, zwyczaje, tradycje. Bez odpustowyc pamiątek, bez tematycznych wieczorków, które z folklorem mają niewiele wspólnego… Zrozumiałam też, że lubię bawić się z dzieckiem. I gotować. Nawet sprzątać lubię, co samą mnie dziwi. Taką kurą domową lubie być. I lubię blogować. I lubię dorabiać sobie pisaniem tekstów. realizacją drobnych zleceń i sprzedażą rzeczy, które wyszly spod mojej ręki. (polecam mój sklepik: KLIK). I że to wszystko daje mi szczęście. Nie tworzę już różnych planów na przyszłość.  Za to uczę się oddychania pełną piersią. Uważnego czucia, patrzenia, słuchania… I choć, gdyby zaszła taka konieczność, pewnie w korporacji bym pracowała (gdyby nie było innego wyjścia) wierzę, że nie bedę musiała. Że życie napisze mi inny scenariusz…

DSC_0001Do takich przemyśleń skłoniła mnie książka. Bo choć czułam to wszystko wcześniej, czytajac historię Jagody, utwierdziłam się w swoich przekonaniach, że praca w korporacji nie jest dla wszystkich. I że włana kawalerka na kredyt, spędzanie weekendów w galeriach handlowych i najmodniejszych pubach oraz znajomi, z którymi rozmowa bardziej przypomina licytację, kto fajniej spędza wakacje i jaki model telefonu jest aktualnie najmodniejszy, nie zawsze daje szczęście i poczucie satysfakcji. Jagoda, główna bohaterka książki Izabeli Sowy „Herbatniki z Jagodami” to właśnie typowy przykład osoby młodej, która pracuje w korporacji, bo tak trzeba. Bo boi się zmian, skoro wszystko dobrze działa. I choć nie ma w jej życiu miejsca na spontaniczną radość, na prawdziwe uczucia i na szczerość, takze wobec siebie, tra w tym wszystkim. Do czasu aż nagle zostaje wysłana na bezpłatny urlop. I wyjeżdża na wakacje w rodzinne strony, nieopodal Krakowa, gdzie poznaje zupełnie inne życie. Takie, które jej wydaje się bardziej prawdziwe. Tu poznaje Bolka, lekarza pogotowia, którego my znamy już z poprzedniej książki z serii. I… zaczyna pracować na pogotowiu. Zupełnie przypadkiem. Jest też wątek miłosny i kilka wątków znanych już z poprzednich książek Izabeli Sowy. Ot, choćby motyw wróżącej babci…

I znowu wszystko podane z humorem. Chć tutaj także mamy do czynienia z trafnymi obserwacjami autorki. Izabela Sowa znów dotyka sedna. Pokazuje, że czasem szczęście wygląda zupełnie inaczej, niż nam się wydaje. A przy tym barwnie opisuje polską prowincję. I relacje damsko-męskie.

„Herbatniki z Jagodami” to książka dla młodszych i starszych. Warta przeczytania. I przemyślenia… Bo, choć z pozoru to lektura lekka i przyjemna, ma też drugie dno…

Przeczytałam w ramach wyzwań: książkowe podróże (Kraków i podkrakowska prowincja), Pod hasłem (no i herbatniki i jagody… aż mi ślinka cieknie, byle do lata), Polacy nie gęsi.

 

Advertisements

4 thoughts on “Czy na pewno spełniasz marzenia?

  1. Widzę, że przebrnęłaś przez całą trylogię. Ja na szczęście miałam tylko jeden tom, jakoś do mnie twórczość autorki nie przemówiła, choć nie mówię, że nie ma w tych książkach nic pozytywnego, bo jest.
    Elu piszesz fajne recenzje, bynajmniej te dwie które przeczytałam (wiśnie i jagody do mojego wyzwania). Sporo jest o Tobie, Twoim życiu i fajnie to łączysz z książką. Tylko jest coś co akurat mnie bardzo rzuca się w oczy, jestem wyczulona (może nawet o tym u mnie czytałaś) – literówki. Gdyby jedna czy dwie to zdarza się, nawet mnie kiedy szybko się pisze, ale sporo ich.
    Jeśli chcesz to napisz do mnie na maila ejotek1980@gmail.com
    pozdrawiam

    1. Przez cała trylogę i nawet więcej, bo czwarta ksiązka się z nią łączy jednym bohaterem… A literówki wiem, czasem nie zdążę przejrzeć gotowej notki… Ale postaram się poprawić;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s