Serii owocowej ciąg dalszy, czyli kolejna książka TEJ MICHALAK

Hmmm… o książkach Katarzyny Michalak już psałam. O ich fenomenie. O tym, że choć nie prezentują literatury wysokich lotów, mają wielu fanów. Albo fanek raczej, bo to typowo kobieca literatura. I choć książki Katarzyny Michalak czasem mnie denerwują, sięgam po nie, bo… Hmmm… chyba dlatego, że po prostu chcę przeczytać całą serię. Tym razem sięgnęłam po „Powrót do Poziomki”. Właśnie po to, by zakończyć czytanie serii owocowej (przynajmniej dotychczas wydanych książek)… I co? No… mieszane uczucia mam…

DSC_0012 (5)

Nie zachwyciła mnie ta książka. Baaa… przez pierwszych kilkadziesiąt stron wręcz mnie nudziła. Zdziwiłam się trochę, bo choć książkom Katarzyny Michalak dużo można zarzucić, to jednak nigdy nie to, że są nudne. Przynajmniej dla mnie. Zazwyczaj czytałam, byle szybciej dowiedzieć się, co stanie się z bohaterami. A tym razem… No nudno, nudno po prostu.

Akcja przyspiesza troszkę gdzieś w okolicach połowy książki. Sytuacja zaczyna się gmatwać, zaczyna coś się dziać. Choć znowu niekoniecznie logicznie. Poza tym autorka nie wchodzi głębiej w konstrukcję postaci (tak wiem, to zarzut, który wobec niej pojawia się u mnie często) i jakby ślizga się jedynie po wątkach, zamiast je rozbudować. Niby jest logiczny ciąg, niby każda scena ma jakieś uzasadnienie. Ale wszystko jest takim jakby misz-maszem. Może to dlatego, że sama główna bohaterka jest nieprzewidywalna, ciągle pakuje się w kłopoty i jest, moim zdaniem, po prostu niestabilna emocjonalnie. Nie budzi mojej sympatii. Baaa… w pierwszej książce serii „Roku w Poziomce” byłam w stanie ją, o ile nie polubić, to przynajmniej tolerować. Teraz po prostu mnie denerwuje.

Poza tym mam wrażenie, że na dwustu kilkudziesięciu stronach autorka chciała opowiedzieć zbyt wiele. Mamy motyw trójkąta miłosnego i zdrady małżeńskiej, kradzieży konia, tropienia kłusowników, transseksualizmu i sytuacji osób transseksuanych we współczesnym świecie i jeszcze motyw losu nowonarodzonych dziewczynek w Indiach. I choć to wszystko jest ważne i warte wspomnienia, nie jestem pewna, czy musi znaleźć się na kartach jednej książki. Zwłaszcza, że każdy z tych tematów mógłby stanowić kanwę osobnej powieści… I wtedy można by było się na nich skupić, poszukać głębiej. Zadać pytania i próbować na nie odpowiedzieć. Tymczasem tutaj tematy są tylko zaznaczone. Oczywiście sprawia to, że po skończeniu książki nie można spokojnie zasnąć. Że jest, o czym myśleć… Ale… za dużo tego i za mało jednocześnie. Rozumiecie, o co mi chodzi?

Podsumowując, to chyba najsłabsza książka autorki z tych, które dotychczas przeczytałam. Dużo lepsze są te nowsze z serii owocowej, w tym moja ulubiona: „Wiśniowy dworek”. Dużo fajniejszą i na pewno bardziej wartą przeczytania serią jest „Sklepik z niespodzianką”. I seria kwiatowa (której ostatni tom czeka na półce i pewno wkrótce go przeczytam). Kusi mnie seria z czarnym kotem, podobno dużo cięższy kaliber, ale może tutaj będzie większa analiza problemu? No i seria z tulipanem… Może kiedyś…

A czy przeczytać? Zdecydujcie sami…

Ja czytałam  ramach wyzwan: Polacy nie gęsi, Książkowe podróże (podwarszawskie Urle, ale i podróż do Indii), Pod hasłem (poziomka).

P.S.

To ostatni wpis w tym roku. Jadę teraz w góry. Teoretycznie witać Nowy Rok. W praktyce pooddychać górskim powietrzem i pozachwycać się krajobrazem. I podczas, gdy wszyscy wokół robią podsumowania i plany, ja po prostu chcę się zatrzymać…

Reklamy

2 thoughts on “Serii owocowej ciąg dalszy, czyli kolejna książka TEJ MICHALAK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s