Najbardziej oczekiwana premiera filmowa roku. Poprzedniego…

Tak… chyba nikt nie będzie się bardzo sprzeczał, że trzecia część „Hobbita” to film, na który czekało się cały poprzedni rok. Mniej więcej od wrześna planowaliśmy już, że pójdziemy na niego w przerwie między świetami a Sylwestrem. Udało się. Obejrzeliśmy Hobbita tuż po premierze. W kinie. Bo ten film w kinie trzeba obejrzeć po prostu. Na komputerze czy ekranie telewizora z pewnością nie będzie taki fajny…


Od razu się przyznam. Nie czytałam książki. Po tym, jak pierwsza część trylogii filmowej weszła do kin nawet chciałam. Ale… no jakoś tak wyszło, że nie było czasu, że były inne lektury. Nawet troszkę żałowałam. Zazwyczaj lubię najpierw przeczytać książkę, potem obejrzeć film. Ale tym razem się cieszę. Bo kiedy czytam wypowiedzi fanów prozy Tolkiena, że Peter Jackson za bardzo pozmieniał fabułę, że dodanie kobiecych postaci to już przesada.  I te wątki miłosne… No cóż, gdybym przeczytała, pewnie też oceniałabym film na podstawie książki. A tak, oglądałam go z czystym umysłem. Bez oczekiwań i wyobrażeń. I z zaciekawieniem, co stanie się za chwilę…

Kiedy już wchodzisz do kina, przeżywasz szok. Od pierwszych kadrów. Bo nie ma tu jakiegoś wstępu, jakiegoś łagodnego wprowadzenia do fabuły, przypomnienia, choćby przez sekundę, tego, co działo się w poprzednich częściach. Jest bitwa. Bitwa ze smokiem. Od razu, z miejsca. Zaraz po planszy z tytułem. Dlatego, jeśli jeszcze nie byliście, a chcecie się wybrać, i nie pamiętacie dokładnie tego, co stało się przed Bitwą Pięciu Armii, lepiej sobie przypomnieć. Streszczenie przeczytać choćby. No… albo obejrzeć poprzednie części (zwłaszcza, że rozszerzona wersja Pustkowia Smauga jest już dostępna na DVD).

Potem fabuła leci już szybko: krasnoludy w Ereborze szukają królewskiego klejnotu, elfy upominają się o skarby przechowywane we wnętrzu góry, do góry zmierzają też ludzie, którym Thorin obiecał złoto w zamian za pomoc. Prowadzi ich Bard, bo król przez własną chciwość zginął. A Bard pokonał smoka. Oczywiście krasnoludy na podział swojego majątku się nie godzą, więc trwają przygotowania do bitwy. W międzyczasie do bitwy szykują się także siły zła. Zastępy orków nadciągają pod górę. I to właśnie z nimi w rezultacie zmierzyć się przyjdzie zwaśnionym armiom…

Duża część filmu to sama bitwa – trudna, w której zwycięstwo już prawie przechyla się na stronę orków, bo Thorin trawiony smoczą chorobą nie chce się włączyć do walki. Do czasu… W końcu wychodzi z góry, walczy i… postanawia zgładzić orkowego przywódcę. Od tego momentu reżyser nie pokazuje już całej bitwy ale pojedynki: Thorina, Taurieli, Legolasa, nawet Bilbo… I… no właściwie to już koniec. Potem jeszcze kilka scen z powrotu Bilba do Shire. I ostatnia scena 111 urodzin Bilbo Bagginsa. Ale tę znają już ci, którzy kiedyś oglądali Władcę Pierścieni… Bo przecież na Hobbicie historia się nie kończy…

Co zachwyca w filmie to efekty. Oglądałam w 3D, więc były jeszcze ciekawsze. I piękna muzyka. Choć nie było mojej ulubionej piosenki śpiewanej przez krasnoludy i tak mi się podobała. Podobała mi się też gra aktorów. I zbliżenia na ich twarze, dzięki czemu można było wyczytać emocje. Podobno dla aktora takie zbliżenia są najtrudniejsze. A… no i charakteryzacja. Zwłaszcza stopy Bilbo. Nie wiem czemu, ale dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że są takie duże. I owłosione… Co do samej akcji, mnie troszkę nudziła bitwa. Choć to przecież ona była tematem głównym tej części hobbickiej trylogii. No cóż. We „Władcy” też trzecia część podobała mi się najmniej. Z powodu scen walk właśnie… Ale i tak polecam serdecznie wszystkim. Ciekawa historia, fajnie pokazana. Czegóż chcieć więcej? Kto jeszcze nie był w kinie, niech więc biegnie… 😉

Advertisements

10 thoughts on “Najbardziej oczekiwana premiera filmowa roku. Poprzedniego…

  1. Mnie najmniej podobała się część środkowa. Książkę czytałam kilka razy – w końcu to lektura. I o ile sceny z Tauriel są tutaj ni przypiął ni wypiął, to całe dodana reszta – miodzio! Książka to bajeczka dla dzieci. Nieporównywalna z Władcą w ogóle. Jackson z tej bajeczki zrobił pełen napięcia thriller (szczególnie w części pierwszej…). Elfy w książce biegają po łące w kolorowych kubraczkach i nucą piosenki… jak Dzwoneczek z Piotrusia Pana 😦 Hobbity przypominają grzeczne krasnoludki z bajek… Jackson zrobił arcydzieło!

    1. hehe, no teraz to mnie zaintrygowałaś i muszę książke przeczytać. Mnie jakoś jako lektura ominęło. I w sumie żałuję… Ale jak mama teraz bedzie sobie odświeżać przed lekcjami to jej podkradnę;) Może dziecku poczytam na dobranoc? ;)) Bo ja naparwdę się spodziewałam czegoś mocniejszego niż elfy z fujarkami;) (jakkolwiek to brzmi, hahaha;)

  2. Książka z założenia miała być dla dzieci, w przeciwieństwie do „Władcy pierścieni” – stąd widać taką różnicę pomiędzy nimi, nie mówiąc o ekranizacji „Hobbita” – z założenia filmu dla dorosłych. Moje odczucia – koncentruję się na pozytywach i nie dam sobie zepsuć ogólnego dobrego wrażenia 🙂 Pozdrawiam.

    1. No mnie się film podobał…. A ksiażkę jednak mogę czytac Młodemu, tak? Tylko mamo, jak on się tego palca u lewej stopy, o którym wspomniała Ania, uczepi i zada milion pytań, które zaczynają się od „dlaczego” to zwariuję;)

  3. To teraz ja 🙂 Elu, książki nie czytałam własnie dlatego żeby sobie nie popsuć filmu 🙂 i w sumie, będąc w kinie z teściową, szwagrem i przedmężem (wszyscy czytali książkę) to na mnie film zrobił największe wrażenie. Nie wiedziałam kto zginie, nie wiedziałam jak potoczy się walka, czy Dębowa Tarcza nie pozabija wszystkich z powodu arcyklejnotu 🙂 itd 🙂 Strasznie spodobał mi się humor ukazany w scenach walk! Oraz Humor związany z Albertem (?) tak miał ten śmieszny brzydkozębny zdracja na imię? 🙂 Jedno mi nie pasowało w jednej z końcowych scen, otóż Legolasowi skończyły się strzały… a wszyscy wiedzą że jemu nigdy się nie kończą! 🙂 Jak już gadamy o fajnych rzeczach to dobrze że na siłe nie próbowali Bilba wsadzić w sceny walk. Co prawda rzucał kamieniami ale sam też dostał, było to bardzo realistyczne (w sensie prawdopodobne). W końcu to „tylko” Hobbit 🙂

    Teraz muszę tylko przeczytać książkę 🙂 a Małym się nie przejmuj, jak zapyta czemu? to powiedz że też nie wiesz 🙂

    1. Młodego odpowiedź „nie wiem” nie satysfacjonuje… 😉 A co do filmu i ksiązki. No właśnie też się cieszę, że nie czytałam książki. Ale teraz przeczytam. Żeby sobie zdanie wyrobić… Zwłaszcza, ze akualnie czytam taką, którą… no już chcę skonczyć. Wciąga, ale… nie lubię… Recenzja pojawi się pewo w okolicach dwudziestego, więc na razie nie zdradzę, o co chodzi. Ale wesoło nie będzie. Choć sama książka zachwyca… W każdym razie „Hobbit” będzie idealną przeciwagą…

  4. Niestety, z kina nie wychodziłam tak zadowolona, jak po poprzednich dwóch częściach. Pierwszy raz (biorąc pod uwagę dwa poprzednie „Hobbity” i trylogię „Władcy pierścieni”) były momenty kiedy naprawdę się nudziłam. Poza tym czytałam książkę i właśnie w trzeciej części dostrzegłam najwięcej rozbieżności, lekko desperackich prób zakończenia wszystkich wątków (także tych dodanych) w spójny sposób. Tym niemniej nie żałuję, że te filmy powstały i że miałam okazję wszystkie obejrzeć w kinie – to produkcje tego typu, na który zawsze chętnie wydaje się pieniądze. 🙂

    1. No mnie bitwa troszkę też nudziła. Ale… nie aż tak, żeby narzekać. Choć mogło być troszkę krócej. Ale i tak jestem zadowolona, ze byłam na filmie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s