Najbardziej zachwyciła mnie okładka… „Przystań Julii” Katarzyny Michalak

Od początku wiedziałam, że tę książkę przeczytam. I chociaż ostatnio moja miłość do twórczości Katarzyny Michalak nieco osłabła, nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia po tę pozycję. Zachwyciła mnie okładka. Najlepsza (moim subiektywnym zdaniem) z całej serii. I chyba jedna z najlepszych ze wszystkich książek Katarzyny Michalak…

DSC_0005 (2) 

„Przystań Julii” to już ostatnia powieść z serii kwiatowej. Tu rozwiązują się wszystkie dotychczasowe wątki. Julia, już po rozwodzie ze swoim mężem celebrytą ucieka w Bieszczady. Tutaj w małej chatce odnajduje siebie. Częsty to motyw u Katarzyny Michalak. Taka utopia troszkę. Twierdzenie, że szczęście znaleźć można w środku lasu, z dala od centrum dużego miasta… Julii rzeczywiście się tutaj udaje znaleźć szczęście. Na czym ono polega? Tego nie zdradzę. Napiszę jedynie, że… troszkę mnie pani Kasia zaskoczyła tym razem…

Ale w książce jest też inny motyw: po pogrzebie Jakuba na Gosię i Kamilę oraz Łukasza spadają kolejne obowiązki. Łukasz musi przejąć firmę, a do tego dowiaduje się rzeczy zupełnie zaskakujących i… przerażających. Być może śmierć Jakuba wcale nie była wypadkiem? Być może wciąż ci, których kocha są zagrożeni? A Łukasz musi tę sprawę rozwiązać. O co chodzi? Jak to zrobi? Tego dowiecie się z książki. Grunt, że wszystko skończy się dobrze…

Ten drugi motyw, motyw kryminalistyczny, niewątpliwie wciąga. I zwraca uwagę na poważny problem. Problem, który być może dotyka każdego z nas. Katarzyna Michalak w niewielkim stopniu demaskuje kulisy działania przemysłu farmaceutycznego. Albo raczej – sygnalizuje problem. Bo nie wgryza się w niego zbytnio. I choć może tutaj jest dużo przekolorowane, coś w tym jest. Autorka znów zmusza do zastanowienia się nad tematem. Ale go nie kontynuuje. Jak zwykle… Za dużo dla mnie było tu też wątków kryminalnych. Bo to książka jednak przede wszystkim o miłości, o relacjach, o poszukiwaniu swojego szczęścia. I na tym pani Michalak powinna się skupić, bo to jej w gruncie rzeczy wychodzi. Wplątywanie wątków wielkiego biznesu, jakiegoś szpiegowania, grożenia… to wszystko sprawia, że znowu tworzy się trochę misz-masz.

Nie mogę jednak zaprzeczyć, że książka mi się podobała. Seria kwiatowa, jest według mnie udana. I choć mimo wszystko bardziej lubię „Sklepik z niespodzianką” to i tę uwielbiam. A „Przystań Julii” jest najlepszą książką z serii. W końcu bohaterki nie są bierne, nie są hmmm… ofiarami losu. Biorą się w garść, stają się silne. I choć za Kamilą nie przepadam, to Julię w tej książce uwielbiam… Po prostu. Może dlatego, że to taka bratnia dusza (choć o kilkanaście lat, jak przypuszczam, starsza ode mnie)? W każdym razie polecam. Jako babskie czytadło. Na weekend. Na rozluźnienie. Oczywiście tym, którzy taką literaturę lubią. Choćby od czasu do czasu…

A czytałam w ramach wyzwań: Pod hasłem (wydana w 2014 roku), Polacy nie gęsi, Wyzwanie Książkowe 2015 (książka przeczytana w weekend), 200 książek dookoła świata (znów Polska), Okładkowe Love.

Reklamy

6 thoughts on “Najbardziej zachwyciła mnie okładka… „Przystań Julii” Katarzyny Michalak

  1. Książkę czytałam, jak i całą serię. I choć wolę mocniejsze akcenty, ta książka bardzo mi się podobała. Elu, podziwiam za systematyczność wpisów na blogu. Chętnie tu zaglądam, ale najwięcej „wynosi” stąd moja córka 😉 Pomysły rewelacyjne, a i styl pisania – lekki, swobodny, acz bardzo konkretny.

  2. Hmmm… Ja bardzo bym chciała się wyluzować i zatopić w jakimś wspaniale wciągającym czytadle. I nie używam wyrazu „czytadło” w zabarwieniu negatywnym czy pogardliwym. Czytadła są potrzebne, choćby i po to, by uciec z naszej rzeczywistości choć na chwilę, gdy akurat nas owa rzeczywistość przygniata lub podgryza. Po to chyba w ogóle ktoś wymyślić książki, prawda? 🙂 I, jak wszystkie książki, mogą być czytadła mądre, rzetelnie i dobrze napisane, ciekawe, czyli ogólnie mówiąc – zacne:-) I mogą być czytadła jakości, że słów po prostu brak. No więc, ja bardzo chciałabym się zaczytadłować, bardzo! Ale nie daję rady i już. Nie wytrzymuję nerwowo zazwyczaj… Choć z czytadeł uwielbiam bardzo, ale to naprawdę bardzo, Rosamunde Pilcher. Gdy tak sobie teraz myślę, to chyba jedyna „czytadłowa” autorka, którą lubię po całości:-) Przy innych autorkach, a i autorach także, czytadłowych, gdzieś przy trzeciej książce najpóźniej nerwy puszczają mi w szwach.
    A pani Michalak to jeszcze nie czytałam ani słowa. A skoro jednak tak zachwalasz:-) spróbuję. Obiecuję:-) Może to będzie moja druga Pilcher?

    1. Ależ ja nie przeczę, ze „czytadło” może być wartościoe. I że czasem trzeba się w takiej niezobowiązującej lekturze zatopić… Ale… no cóż. książki Katarzyny Michalak mnie wciągają. Czytam jednym tchem. Ale nie jest to literatra wysokich lotów. Do Sienkiewicza, Prusa czy choćby Gombrowicza jej baaardzo daleko…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s