„Klezmer” – historia pisana muzyką. I wojną.

Kiedy byłam w liceum pojechałam do Izraela. Na wycieczko-pielgrzymkę. Tak, ta nazwa chyba najlepiej do wyjazdu pasuje. Mniejsza z resztą o sam wyjazd. Po powrocie wzięłam udział w konkursie o „współczesnym Izraelu”. Z racji tego, że tam byłam. Tyle, że zakres tematyczny konkursu obejmował lata od Abrahama do dziś. Dokładnie tak… Ale mnie się podobało. Nie wiem, ile godzin spędziłam w czytelnniach i nad książkami w domu. Uczyłam się i zdobywałam coraz większą wiedzę na temat Izraela i historii Żydów. Trudnej i skomplikowanej historii… nic więc dziwnego, że potem wśród znajomych rozeszło się, jak bardzo interesuje mnie wszystko, co z Izraelem, Żydami i kulturą żydowską związane. Dlatego, gdy planowaliśmy wspólne wyjazdy, obowiązkowo szukaliśmy synagog albo cmentarzy żydowskich. I dostawałam książki o tej tematyce. jedna z nich na półce przeleżała kilka lat. Aż do teraz…

DSCN6092 

Książka jest cenna. Bo dostałam ją od Przyjaciela. Na dodatek z dedykacją od autora. Nie wiem, czy dlatego przeleżała na półce nietknięta tyle czasu. Czy może dlatego, że w pewnym momencie tematyki żydowskiej miałam przesyt? Grunt, że sięgnęłam po nią dopiero teraz. W ramach wyzwania 12 książek na 2015 rok. Sięgnęłam po nią, bo okazało się, że u mnie na półce aż tak dużo nieprzeczytanych książek nie ma, żeby wybierać i przebierać. I pewno nadal leżałaby sobie na stosiku, gdyby nie inne wyzwania…

Otworzyłam tę książkę i… najpierw się przestraszyłam. Bo niby wiedziałam, że tematyka żydowska, że o wykonawcy muzyki klezmerskiej. Ale kurcze… akcja dzieje się w czasie wojny. Leopold Kozłowski (wcześniej Kleinman) urodził się właściwie tuż po zakończeniu I wojny światowej. A to przecież oznaczało, że musiał przeżyc i tę drugą. Tę straszniejszą. Szczególnie dla Żydów. Autor we wstępie z resztą od razu to zaznacza. Używa nawet sformułowania, że Leopold podczas wojny narodził „przeżył własną śmierć”. I już chciałam odłożyć. Boże, przecież miałam o wojnie nie czytać. Zbyt duża trauma dla mnie, już za dużo o tej wojnie słyszałam i za dużo widziałam. Już nie chcę! Już nie mogę!

Nie wiem, czy sprawił to talent pisarski autora, czy może fascynująca historia samego bohatera książki, ale jednak przeczytałam. Łudziłam się jeszcze, że czasom wojny poświęcony będzie jeden, góra dwa rozdziały. No cóż, prawda jest taka, że większa część książki to właśnie opis tego, co z Kozłowskim-Kleinmanem działo się podczas wojny. To historia śmierci jego bliskich, historia jego uwięzienia w obozie koncentracyjnym i ucieczki z niego. To wspomnienia, które bohater przekazywał swojemu przyjacielowi, Jackowi Cyganowi, dotyczące muzyki i roli, jaką odegrała w życiu młodego Żyda. I o tym, że muz życie kilka razy uratowała mu życie…

W książce opisane są sceny drastyczne. Sceny tortur, jakim Kozłowski był poddawany, opisy tego, jak wyglądało getto. Ale jest to napisane tak, że mimo wszystko czyta się przyjemnie. Bćc może sprawia to fakt, że wstępem do każdego rodziału jest anegdotka z czasów współczesnych. Często zabawna. A może to kwestia tego, że Jacek Cygan jest mistrzem słowa. I wie, jak pisać, żeby nie przestraszyć? A przecież opis tego, co działo się w czasie wojny, musiał się znaleźć w książce. Bo to właśnie sprawiło, że Leopold Kozłowski stał się znanym na całym świecie wykonawcą muzyki klezmerskiej. Jak sam twierdzi dlatego, że został ostatnim, który tę muzykę zna i który może ją przekazać kolejnym pokoleniom…

Książka warta przeczytania. Naprawdę. Bo postać Leopolda Kozłowska nie jest znana powszechnie. To artysta światowej klasy, jednak znany tylko w kręgach ludzi interesujących się specyficznym rodzajem muzyki hmmm… folkowej, etno? Nie wiem, czy te kategorie tu pasują… Ale Leopold Kozłowski to także człowiek, który pokonał własne słabości. Człowiek o tak ogromnej woli życia. Człowiek-historia. A i sam język, jakim jego biografia jest napisana, jest świetny. Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam.

A czytałam w ramach wyzwań: Grunt to okładka (jest dłoń trzymająca mikrofon), Polacy nie gęsi, Wyzwanie książkowe 2015 (książka, której akcja toczy się w trakcie wojny), 12 książek na 2015 rok, Stare dobre czasy (choć tutaj dobre chyba nie są jednak…bo wojenne), 200 książek dookoła świata (znów Polska, ale następna będzie gdzie indziej. obiecuję).

A dla tych, którzy chcieliby poczuć klimat książki, taki utwór:

P.S. Zby, nie wiem, czy kiedykolwiek to przeczytasz, ale jeśli tak, raz jeszcze dziekuję za książkę;)

Advertisements

5 thoughts on “„Klezmer” – historia pisana muzyką. I wojną.

    1. Mnie też nie interesowała. Dopóki nie przeczytałam. Ale fakt, że to jest ksiażka specyficzna dla ludzi, którzy lubią takie tematy… 😉

  1. Leopold Kozłowski jak widzę. Sama muszę tę książkę w końcu przeczytać, znał się on z moim pradziadkiem. Razem wychowywali się w Przemyślanach 🙂

    1. Ojej… to tym bardziej trzeba ksiazke przeczytać. naparwdę arto, bo napisana jest świetnie. No i los samego bohatera jest baaardzo ciekawy, choc przejmujący…
      I dziękuję za komentarz. Bardzo lubię, kiedy zaglada tutaj ktoś, kogo opisywane przeze mnie hstorie dotykają bezpośrednio w jakiś sposób… Choć to przecież często o książkach i filmach tylko piszę… Ale dzięki temu mam świadomość, że taka książka na przykłąd, jak „Klezmer” jest baardzo prawdziwa;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s