Polska Bridget Jones ma na imię Milena!

Ta wiem, już dawno polską wersją Bridget Jones okrzyknięto Judytę, bohaterkę książki „Nigdy w życiu” Katarzyny Grocholi. A jednak jakoś mi to nie pasuje. Judyta była rozwódką, miała dorastające dziecko. A Bridget? Panną, wiecznie się odchudzającą i zakompleksioną, która ciągle popełnia jakieś gafy. A potem trafia na tego jedynego… Nie… od początku Judta w tej roli mi nie pasowała. Ale, że „Nigdy w życiu” na polskim rynku pojawiła się jakoś tak zaraz po Bridget Jones… Najłatwiej było porównać. A może to był taki chwyt reklamowy, strategia marketingowa? Grunt, że udana, bo książka Grocholi rzeczywiście osiągnęła sukces. I pewnie bym o tym zapomniała, gdyby nie przeczytana właśnie książka Magdaleny Witkiewicz „Milaczek”…

DSC_0142 (3)

To ta książka sprawiła, że znowu pomyślałam o Bridget Jones i o wszystkich głupotach, ktore robiła. I o sobie sprzed kilku lat. Tak samo desperacko zagubionej w codzieności… Ale zacznijmy od początku…

O czym jest „Milaczek”?

Już na pierwszej stronie poznajemy młodą, dwudziestosześcioletnią dziewczynę i jej problem: kompleks na tle tego, jak wygląda. I zaraz potem drugi problem, który jej zdaniem, łączy się ściśle z tym pierwszym: jest sama. Milena, bo tak ma na imię bohaterka, desperacko szuka więc partnera na portalach randowych, co niespecjalnie jej wychodzi. Depseracko próbuje też zrzucić wagę, rzucając się przy tym na wszelkie możliwe diety cud, z których najskuteczniejsze jest jedzenie z proszku. To specjalne, odchudzające. (Moim zdaniem bzdura totalna, ale o tym będzie jutro). Milena ma też ciotkę, która w końcu nie wytrzymuje i próbuje swatać siostrzenicę. Co z tego wyniknie? Nie trudno przewidzieć, że katastrofa. Ale… przy okazji mnóstwo ciekawych perypetii…

Fantastycznie stwrzeni bohaterowie

Tak, ciotka to niewątpliwie atut tej książki. Z resztą w ogóle bohaterowie są tutaj fantastyczni. Troszkę przerysowani, troszkę jakby karykatury (stąd idealnie do książki pasują ilustracje Sawki, przynajmniej w moim wydaniu, bo wiem, że były też inne). Oprócz Mileny, która, jak już wiemy, jest zakompleksioną i desperacko poszukującą narzeczonego, młodą dziewczyną i która wpada w skrajne nastroje: od euforii po czarną rozpacz, mamy też ciotkę Zofię, Bachora, dentystę i jego siostrę Violettę. To najwyraźniejsze postaci. Choć nie jedyne, bo jest przecież jeszcze szereg osób, które pojawiają się przy okazji, ale równie ważne są dla całej historii. W każdym razie autorka, nie wiem, czy było to zamierzone, czy nie, stworzyła tu galerię typów osobowości. I to galerię zabawną, mocno pokoloryzowaną, ale dzięki temu dającą do myślenia.

Jest Milena, którą już znamy. Jest Zofia, całkowite jej przeciwieństwo. Kobieta pewna siebie i swojej seksualności, dążąca do celu i po prostu osiągająca to, co chce. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych, a ona sama potrafi cieszyć się życiem. Wie, że to życie zależy od niej. Oczywiście jej sytuacja materialna i osobista na to pozwala, ale to, gdzie znajduje się teraz jest już wyłącznie wynikiem przez nią podejmowanych decyzji.

Jest Bachor, chodząca do podstawówki dziewczynka, która jest sąsiadką Mileny. Wychowuje się bez matki, bo ta po prostu gdzieś wyjechała po urodzeniu dziecka, zostawiając je samo z ojcem. Bachor, któremu na imię Zuza, to dziewczynka ubierająca się w moro, słuchająca muzyki typu grunge i wściubiająca nos we wszystko: w to, co dzieje się na osiedlu, w nowe związki taty (bo w końcu to ona będzie musiała żyć z daną czy inną kobietą pod jednym dachem). Zuza to jednak też bardzo zaradna osóbka: potrafi sobie radzić w każdej sytuacji. I dopiąć swego, choćby kosztem włamania się na skrzynkę mailową swojego taty. Za słodką buzią kryje się prawdziwy diabełek. Ale taki, którego nie sposób nie lubić.

I wreszcie rodzeństwo: Dentysta, który wydaje się być facetem z marzeń i snów. Pod warunkiem, że nie byłby tak skrupulatny w liczeniu każdego grosza i pod tak ogromnym wpływem mamusi. Bo okazuje się, że mimo całego uroku osobistego to po prostu pantoflarz. I sknera. Jego problemem jest też Violetta. Młodsza siostra, która brata traktuje, jak niekończące się źródło pieniędzy (wszak dentysta z własnym gabinetem zarabia nieźle). Sama zaś życie spędza na nieustającej balandze. A każdą pretendentkę do zajęcia jej miejsca najważniejszej kobiety w życiu i portfelu brata traktuje jak wroga, Śmiertelnego. I nie zawaha się użyć drastycznych środków, by rywalkę wyeliminować…

Lekka lektura

W gruncie rzeczy „Milaczek” nie jest lekturą skomplikowaną. Ot, taka zabawna historia. Czyta się szybciutko, co jakiś czas uśmiechając się pod nosem. Prawda jest taka, że tę książkę odkłada się dopiero po skończeniu. Ze zdziwieniem, że tak szybko poszło. Tu nie ma nad czym się zastanawiać. Ot historia miłosna, złamane serce, druga historia miłosna i początek trzeciej. Kilka zabawnych sytuacji… W towarzystwie tej lektury można spędzić przyjemny wieczór. Albo czas w poczekalni do gabinetu dentysty. Albo leniwy niedzielny poranek w łóżku. Na odstresowanie, żeby wypocząć.

A jednak, kiedy przyjrzeć się treści dokładniej, książka staje się powodem do zastanowienia. Nie w trakcie czytania, o nie! Nie należy odbierać sobie tej przyjemności. Ale już po. Mnie w każdym razie zaczęło zastanawiać, do kogo jestem podobna. Do Mileny czy do Zosi (Violettę od razu wykluczam, nigdy nnie byłam przesadnie imprezowa). A do kogo chciałabym być? I prawda jest taka, że to właśnie ta z pozoru lekka książeczka stała się przyczynkiem do napisania dwóch kolejnych notek na bloga. I to notek poważniejszych, niż sama książeczka…

Zanim jednak to nastąpi, polecam do czytania. Kobietom, chociaż panowie obdarzeni poczuciem humoru pewno też nie będą zawiedzeni. Tylko, czy facet sięgnie po książkę z różową okładką? I to na dodatek taką typową „babską literaturę”? Tym, którzy chcą się oderwać od codzienności. Pobawić, uśmechnąć…

Mnie książka przekonała do siebie i do autorki (to debiutancka powieść Magdaleny Witkiewicz), choć wiem, że kolejne książki to także większy kaliber. Z pewnością sięgnę po więcej pozycji tej pisarki. Tę książkę przeczytałam zaś w ramch wyzwań: Klucznik (love story), wyzwanie książkowe 2015 (ma tylko jedno słowo w tytule), książkowe podróże (Polska to wszak UE), Polacy nie gęsi, 200 książek dookoła świata (znów Polska)

M. Witkiewicz: Milaczek, wydawnictwo SOL, Warszawa 2008.

Strona autorki TUTAJ.

Advertisements

6 thoughts on “Polska Bridget Jones ma na imię Milena!

  1. Nie lubi polskich Bridget Jones. Wolę po prostu polskie Judyty, Mileny, Kasie, Basie i inne Mariolki. 😉
    A samą książkę może kiedyś przeczytam. Niedawno czytałam „Opowieść niewiernej” tej autorki i całkiem nieźle mi się ją czytało.

    1. Nie czytałam innych powieści. Postanowiłam zacząć „od początku” i od tego, co akurat było dostępne w bibliotece. I powiem szczerze, że czytając recenzje na blogach mam wrażenie, że autorka mocno ewoluowała. To w sumie dobrze. Na pewno sięgnę po inne książki też…

  2. Dla mnie Judyta w ogóle nie była podobna do Bridget! Ani trochę! Ale za to teraz mam motywację, aby sobie odświeżyć Judytę 😛

    1. No właśnie dla mnie też! Dlatego, keidy przeczytałam te książkę od razu mi się skojarzyło, ze to Milena powina nią być. A potem na stronie wydawnicta zobaczyłam, że rzeczywiście też ją tak nazywają…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s