Saga silnych kobiet…

Kiedyś rzuciło mi się w oczy jakieś psychologiczne stwierdzenie, że jesteśmy ukształtowani przez to, co wydarzyło się naszym przodkom. Troszkę wydało mi się to niedorzeczne, bo jednak jestem zwolenniczką twierdzenia, że to, co nas spotyka jest wynikiem podejmowanych przez nas decyzji. Inna sprawa, że casem nie jesteśmy świadomi tego, co zostało w naszej podświadomości wpisane. A takie przekonania z pokolenia na pokolenie przechodzą, bo rodzice przekazują je dzieciom, te swoim dzieciom itd. I trzeba naprawdę wykonać ogromna pracę, żeby się od tych przekonań odciąć i zacząć żyć naprawdę swoim życiem. Jednak cofanie się podczas terapii psychologicznej do wydarzeń, które miały miejsce trzy, cztery pokolenia wcześniej? Jakoś wolę skoncentrować się nad tym, co Tu i Teraz…

Kiedy jednak przeczytałam tę ksiażkę, zaczęłam się zastanawiać nad tym dłużej…

DSC_0142 (4) 

„Kobiety z Czerwonych Bagien” Grażyny Jeromin-Gałuszki to właśnie taka saga rodzinna. Czas przedstawiony opowieści zamyka się w okresie życia jednej z bohaterek – Rozy, która niedługo skończyć ma sto lat. Traf chce, że lata te zbiegają się z osiedleniem się pewnego rodu w domu położonym niemal na bagnach. W wyniku tego, że ktoś tutaj zginął tragicznie, bagna te nazwane zostały czerwonymi. Najważniejsze jest jednak to, że w rodzinie rodzą się same kobiety. A mężczyźni przybywają, by potem zniknąć. Umierają, giną w wypadku, na wojnie… Wydaje się, że saątu tylko po to, by ród mógł dalej istnieć. Kobiety same radzą sobie doskonale. Przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz. Do czasu…

Historia rodzinna pełna tajemnic

Do domu na Czerwonych Bagnach przybywamy w momencie, gdy trafia tutaj Kornelia – po ciężkim pobiciu, z nogami w gipsie. Przywozi ze sobą córkę. Nie chce zdradzić, co się stało, dlaczego została pobita. Nie chce powiedzieć, kto jest ojcem jej czteroletniego dziecka. Innych tajemnic też nie chce zdradzić. Codziennie jest sadzana na ganku przy seniorce rodu – Rozie, swojej prababce. Tutaj zmuszona jest do rozmowy, w której uczestniczy raczej biernie. I tu snuje opowieść o historii swojej rodziny.

Opowieść poznajemy powoli. Snuje się, odkrywając przed nami coraz to nowsze wydarzenia. Wciąż jednak nie znamy odpowiedzi na pytania, które nurtują nas najbardziej. Poznajemy za to grupę naprawdę oryginalnych kobiet, które po prostu nauczyły radzić sobie same, bez mężczyzn. I co ciekawe przyjęły, jako coś zupełnie normalnego, że w tym domu mężczyzny nigdy nie będzie. Wydaje mi się, że po prostu tak mocno sobie to zakodowały, że ich całe postępowanie prowadziło do takiego, a nie innego rozwoju historii. Do czasu, gdy pojawiła się kobieta, która postanowiła to zmienić. Jednak nawet ona nie odważyła się wprowadzić mężczyzny na Czerwone Bagna. Wolała raczej zniknąć stąd. Raz na, zdawałoby się, zawsze.

Rozwiązane tajemnice

Książka „Kobiety z Czerwonych Bagien” należy do tych, w których nie ma wartkiej akcji, pościgów, zagadek kryminalnych. Wszystko dzieje się spokojnie. A jednak nie sposób się od niej oderwać. Nie wiem, czy to zasługa opisanej historii, która wciąga i tak bardzo zaciekawia niedopowiedzeniami i tajemnicami, że po prostu trzeba skończyć czytanie, jak najszybciej, czy to może sam język, jakim posługuje się autorka. Wiem jedynie, że po tę pozycję warto sięgnąć. To literatura kobieca. Nie babska, tylko kobieca. Według mnie właśnie takie określenie tu pasuje. Pisana przez kobietę, o kobietach i dla kobiet. Czyta się dla przyjemności, jednak nie można się oprzeć wrażeniu, że jest tu także drugie dno, jakiś ukryty morał, głęboka nauka życiowa wynikająca z opowieści…

Polecam każdemu, kto szuka lektury lekkiej i ambitnej zarazem. I dziękuję blogowym koleżankom, które podpowiedziały tę autorkę. Z pewnością sięgnę po jeszcze…

A czytałam w ramach wyzwań: Książkowe podróże (UE- Polska), Polacy nie gęsi, Wyzwanie książkowe ( w tytule jest kolor), 200 książek dookoła świata (Polska), Okładkowe Love.

Grażyna Jeromin – Gałuszka, „Kobiety z Czerwonych Bagien”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.

Reklamy

6 thoughts on “Saga silnych kobiet…

  1. Zapisałam sobie i poszukam w bibliotece, bo Twój opis zachęca.
    Ja jakoś nie wierzę, że wszystko co nas w życiu spotyka to konsekwencja naszych wyborów, podejmowanych decyzji. Tak wiele, ogrom!, zależy od przypadków i zbiegów okoliczności. Zdecydowanie bardzo dużo. Myślę sobie nawet, że to wszystko wokół (inni ludzie, wydarzenia, historia, przypadki) układa nam życie, a od nas jedynie (i AŻ!!!) zależy, jak się w danych okolicznościach zachowamy, co zrobimy. Przyjmując taką teorię, zgadzam się, że wiele zależy od naszych decyzji. Wówczas tak. Ale to tylko tak sobie filozofuję:-)

    1. Hmmm… no własnie o to mi chodzi, ze to my decydujemy, jak się danej sytuacji zachowamy: czy będziemy kontynuować kontakty z osoba, która gdzieś się w naszym życiu pojawiła, czy też nie… Nie przeczę, są sytuacje, w których rzeczy nas przerastają i kompletnie od nas nie zależą, ale nie jestem zwolennikiem teorii, w której za swoje miłosne niepowodzenia obwinia się prababkę, która nie lubiła facetów. Czy coś w tym stylu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s