Nie igraj z ogniem! – Stieg Larsson „Dziewczyna, która igrała z ogniem”

Pamiętacie moje zachwyty nad książką Larssona ” Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet?”. Recenzja tutaj, dla tych, co przegapili: KLIK. Mimo, że książka była momentami brutalna, tak aż do bólu, to jednak wciągnęła. Tak bardzo, że po prostu nie mogłam odmówić sobie przeczytania kolejnej części trylogii „Millenium”. Kiedy więc przypadkiem znalazłam u rodziców książkę ” Dziewczyna, która igrała z ogniem”, po prostu ją porwałam. I połknęłam to prawie siedmiuset stronicowe tomiszcze w ciągu dwóch czy trzech dni. Nie mogłam się oderwać…

DSC_0141 (5) 

Książka trzymała w napieciu. I zaskakiwała. Może nawet nie samą treścią – rozwiazaniem zagadki, ale też ogólnym obrazem Szwecji, jaki na podstawie powieści można zbudować. Ale zacznijmy od początku…

Kilka słów o treści

Czytałam gdzieś, że druga część jedynie w niewielkim stopniu nawiązuje do pierwszej części trylogii ‚Millenium”. Nie wiem, czy można się z tym zgodzić: ci sami główni bohaterowie, nawiązania do wątków z poprzedniej książki, czy wreszcie fakt, że Lsbeth uratowała życie Blomkvistowi determinujący działania Blomkvista. To wystarczająco dużo wspólnego.

Choć oczywiście akcja tej powieści kręci wokół zupełnie innej sprawy. Oto w rok po wydarzeniach pisanych w pierwszej części do wydawnictwa „Millenium” zgłasza się młody dziennikarz, który proponuje prawdziwą bombę: demaskatorski tekst o seksbiznesie w Szwecji. Fakt, że taki tekst sprawi, iż całą szwecja zatrzęsie się w posadach jest bezsprzeczny. I nie jest trudno domyślić się, że są ludzie, którzy bardzo nie chcieliby, żeby tekst został opublikowany. W rezultacie dochodzi do morderstwa. Sprawa, jak na kryminał zwyczajna. Ale… w morderstwo wmieszana jest Lisbeth Salander, znana przecież doskonale Mikaelowi Blomkvistowi, który po prostu nie jest w stanie przyjąć, że tak z zimną krwią zabija dwoje ludzi. I to ludzi, którzy podobnie jak Lisbeth występują przeciwko handlowaniu kobietami, ich gwałceniu i znęcaniu się nad nimi. To się po prostu kupy nie trzyma. Wraz z rozwojem historii okazuje się jednak, że z całą sprawą Lisbeth ma więcej wspólnego niż można przypuszczać.

Tajemnice odkrywane są jednak krok po kroku. Pełno tu domysłów i niedopowiedzeń. A napięcie budowane jest tak, by uderzyć rozwiązaniem w czytelnika. Przyznam się, że Larsson znowu mnie zaskoczył. Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam… Ale więcej nie zdradzę, przeczytajcie sami.

Zburzony obraz Szwecji

Mnie w książce, oprócz wartkiej akcji, podobało sie jednak coś jeszcze. Do tej pory kraje skandynawskie roiły mi się jak prawdziwy raj na ziemi: dobrobyt, piękna przyroda, przyjaźni ludzie. Książka jednak odkrywa tę drugą, mroczną naturę Szwecji, a śmiem przypuszczać, że w całej Skandynawii jest podobnie. Bo oto obok sielskiego życia mamy seksbiznes, narkobiznes, przemoc, gwałty, zabojstwa. Przestępstwa popełniane przez czołowych polityków i wpływowych biznesmenów. Wiem, wiem, był przecież Brevik, którego historia obiegła cały świat. Jest w Skandynawii duża społeczność islamistów. Nie jest to miejsce idealne (a takie w ogóle istnieją?). A jednak dopiero książki Larssona obnażyły tę bardziej bolesną i niewygodną prawdę o Skandynawii. W sposób brutalny.

Poza tym mistrzowskie jest też pokazanie mechanizmów rządzących polityką, służbami bezpieczeństwa, dziennikarstwem. W moim, może nieco idealnym świecie, gdy popełniane jest przestępstwo i dowiaduje się o tym dziennikarz, współpracuje on ściśle z policją. Policja, jako instytucja, działa bez uprzedzeń politycznych czy związanych z orientacją seksualną, płcią itd. A tu okazuje się, że wcale tak nie jest. Dziennikarz śledczy do ostatniej chwili, gdy już nie ma wyjścia, albo gdy na rękę jest mu ujawnienie pewnych faktów, chroni swoje źródła i swoje informacje. Z kolei policja nie wierzy dziennikarzom, traktując ich jak wrogów, a nie kogoś, kto gra do jednej bramki. Choć współpraca taka mogłaby do śledztwa wnieść dużo. Ponadto są jeszcze służby specjalne, które mają chronić państwo i obywateli, ale w imię wyższych interesów poświęcają życie jednostek. Jednostek niewinnych. Co więcej, w imię, w tym przypadku nieco wypaczonego, poczucia dobra interesów narodowych, chronią przestepcę… To dla mnie nie do pojęcia. Dlatego książka wzbdziła we mnie wiele emocji, od strachu po wściekłość. I zostawiła z uczuciem takiego niepokoju, bo przecież coś w tym musi być.

Nie, nie chodzi o manię prześladowczą i rozbudzenie chorej podejrzliwości wobec innych. Nadal uważam, że najlepiej jest ufać ludziom i tak wybierać sobie otoczenie, by po prostu móc zaufać. A jednak… no przeraża fakt, że czasem przypadkiem można zostać wplątanym w historię dla nas cholernie niebezpieczną…

Na długie wieczory

Podsumowując: książka jest idealna dla miłośników sensacji, kryminałów innych, niż te uładzone, angielskie, które rozwiązuje starsza pani lub elegancki detektyw. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” to pozycja mocna, momentami brutalna. Ale za to napisana po mistrzowsku, wciągająca, zaskakująca, niepokojąca. Ma wszystko to, co dobry kryminał mieć powinien. To książka długa. Ale nie należy się tego obawiać. Czyta się szybko. Idealna więc na zimowe wieczory.

Gdybym miała posłużyć się stereotypami, powiedziałabym, że to literatura męska. Ale przecież kobiety też mogą po nią sięgnąć i cieszyć się czytaniem. Na pewno jednak jest to literatura dla osób o mocnych nerwach. „Osoby wrażliwe i kobiety w ciąży” powinny się zastanowić, czy na pewno chcą czytać. I lepiej nie zaczynać z myślą, że jak będzie zbyt brutalnie to odłoży się na półkę. Tej książki nie da się odłożyć. Ją trzeba przeczytać do końca.

Czytałam w ramach wyzwań: Grunt to okładka (widać duży fragment pleców postaci na okładce), w 200 książek dookoła świata (Szwecja), wyzwanie książkowe 2015 (ponad 215 stron), książkowe podróże (Szwecja jest w UE), czytam opasłe tomiska (704 strony)

Reklamy

6 thoughts on “Nie igraj z ogniem! – Stieg Larsson „Dziewczyna, która igrała z ogniem”

  1. Jest takie piękne powiedzenie, że… dokładnie nie pamiętam, ale coś w tym sensie, iż „zawsze nam się wydaje, że odległe łąki są bardziej zielone”. Co z inszego (bo to chyba angielskie powiedzenie) na nasze i na moje, że to nieprawda, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Tak samo pewnie jest ze Szwecją, w ogóle z innymi miejscami na świecie. Wszystko z daleka wygląda ładnie i skrzy się w słońcu. A pod spodem ropienie, wrzody i mnóstwo robactwa. Choć oczywiści i zieleń, i miłość, i szczęście:-)
    Hmmm… Ja właśnie należę to tej grupy, która lubi gdy starszą panią z nieodłączną robótką w dłoniach rozwiązuje zagadki. Albo mały detektyw z wąsikiem. Albo dwa detektywi rozwiązują zagadki morderstw w Midsomer. To lubię najbardziej. Ale też marzy mi się bardzo wciągający kryminał, taki krwisty (nie pełen krwi), mięsisty (nie pełen trupów), sensowny, zawiły, z mocno zakreślonym tłem. A Ty już kolejną częścią „MIllenium” Larssona tak pięknie, i BARDZO Z PRZEJĘCIEM I ZACHWYTEM, zanęcasz, że ja na pewno do niej siądę. A ilość stron mnie zachwyca. Lubię zacne tomiszcza. Tyle, że w naszej bibliotece nie do zdobycia, a ja sobie sama nie upoluję w sklepie. Muszę wieści po znajomych rozpuścić:-)
    Dziękuję za wspaniałe zachęcenie. Wciągnęło mnie.

    1. Oj… ja uwielbiam Midsomer! Pamiętam, jak ogladaliśmy razem z wtedy jeszcze nie-mężem ten serial… Och wróciłoby się do niego… Chyba poszukam na sieci. I uwielbiam delikatne kryminały angielskie. Ale… no te skandynawskie, mroczne i mocne mnie wciągnęły. Polecam serdecznie. A jak chcesz to dwa piersze tomy mogę pocztowo pożyczyć;) Trzeciego nei posiadam niestety…

    1. To chyba kwestia gustu. Mnie się naparwdę podobała, choć… długo sie zastanawiałam, czy w ogóle po nią sięgać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s