Każdy zamek z piasku kiedyś runie… – Stieg Larsson „Zamek z piasku, który runął”, recenzja trzeciej części trylogii „Millenium’

Kiedyś chciałam być dziennikarką. To dziwne, biorąc pod uwagę moją wrodzoną nieśmiałość. Choć przyznam, że kiedy pracowałam przez chwilkę dla pewnej gazety i byłam w pracy, zachowywałam się w rozmowach z obcymi zupełnie inaczej niż prywatnie. Ale też faktem jest, że po pierwsze zajmowałam się tematami okołokulturowymi a po drugie, do każdej rozmowy byłam dobrze przygotowana. No i nie demaskowałam, nie atakowałam. W 98% przypadków byłam naprawdę bardzo zainteresowana tematem rozmowy. No i raczej nikogo nie chciałam zniszczyć, pogrążyć albo obśmiać. Pod tym względem wierzę w elementarną przyzwoitość.

Choć z drugiej strony – wierzę też w siłę prasy. W to, że czasem bez udziału zaangażowanych, uczciwych dziennikarzy, pewne sprawy nie wyszłyby na światło dzienne. Z drugiej strony jednak wiem też, że dzięki nadgorliwości lub nieetycznego zachowania i poszukiwania taniej sensacji, wielu ludziom złamano kariery i życie. I to ludziom niewinnym. W imię robienia kariery dziennikarskiej.  I chyba właśnie z tego powodu nigdy na poważnie nie zajęłam się dziennikarstwem…

Ale książka, która właśnie przeczytałam, dała mi do myślenia. Na temat dziennikarstwa, na temat siły, jaką ma prasa i roli, jaką dziennikarze mogą odegrać…

trylogia-millenium 

 

Wierzę w Prawdę…

I nie ma to absolutnie żadnego znaczenia ani związku z jakąkolwiek religią. Choć może i ma, że wszystkimi na raz… Wierzę, że tylko Prawda może dać nam wolność. Uczciwość wobec siebie i innych to jedna z najważniejszych wartości. Jeśli dodać do tego miłość do innych, nie taką erotyczną czy romantyczną, tylko miłość rozumianą jako szacunek i zrozumienie dla drugiego człowieka, to świat po prostu byłby dobry. I szczęśliwy. Problem polega na tym, że nie jest…

I tak naprawdę książka „Zamek z piasku, który runął” opowiada właśnie o tym. O złu, które psuje od wewnątrz. O złu, które potrafi wyrządzać krzywdę nawet na długo po tym, jak się wydarzyło. O złu, które wynika właśnie z braku uczciwości i miłości.

Zamek z piasku

Kiedy buduje się zamek z piasku, od razu wiadomo, że to budowla nietrwała. Po prostu nie ma siły – prędzej czy później taki zamek musi runąć. Jeśli nie podmyty przez morskie fale to rozdeptany. Albo zniszczony pierwszym lepszym podmuchem wiatru, gdy piasek jest zbyt suchy. Tu odpadnie kawałek, tam odpadnie… A potem nie zostaje już nic…

Tytuł książki Stiega Larssona w tym kontekście wydaje się być znamienny. Bo „Zamek z piasku, który runął” to tak naprawdę opowieść o tym, jak kruche jest budowanie na kłamstwie, na nieszczęściu. Nie ważne, jak dokładnie układa się tutaj poszczególne elementy, jak pilnuje się, by konstrukcja była stabilna. W końcu przychodzi fala. Albo wiatr. Albo czyjaś stopa…

Tutaj to Mikael Blomkvist, który nigdy nie daje za wygraną. Dziennikarz, który po prostu musi dotrzeć do sedna. A jak już dowie się prawdy, dokłada wszelkich starań, by prawda ta ujrzała światło dzienne. Nawet, jeśli oznaczać ma to kryzys państwowości. A może właśnie dlatego? Bo może prasa po to istnieje, by chronić zwykłych obywateli przed nadużyciami? Może o to właśnie chodzi w prawdziwym dziennikarstwie? Jeśli tak – popieram!

Trzecia część trylogii

„Zamek z piasku, który runął” to trzecia część słynnej trylogii „Millenium”. O ile pierwsza część była swego rodzaju preludium, w którym poznaliśmy bohaterów (recenzję na jej temat przeczytacie TUTAJ), o tyle druga i trzecia łączą się ze sobą bardzo silnie. Tak naprawdę „Zamek z piasku…” rozpoczyna się dokładnie w tym momencie, w którym kończy się „Dziewczyna, która igrała z ogniem”. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, bo choć wiedziałam, że powieść ma ciąg dalszy, po przeczytaniu „Dziewczyny…” miałam wrażenie, że wszystko się skończyło… I gdzieś w głowie kołatało mi się pytanie: o czym tu jeszcze można napisać?

Okazało się, że można. I to dużo, bo ponad 700 stron. Które z resztą czyta się bardzo szybko… Znamy już tajemnice Lisbeth, wiemy już, kim był tajemniczy Zala, na którego trop wpadli dziennikarze. Ale… wciąż toczy się postępowanie w sprawie Salander. I ktoś próbuje znów się jej pozbyć, udowadniając, że jest chora psychicznie. I tu właśnie wkracza Blomkvist: demaskuje spisek, który dotyka najważniejszych w państwie. Tu już nie chodzi o przekręty gospodarcze ani o przestępstwa na tle seksualnym. Tu chodzi o to, że państwo łamie prawo wobec własnych obywateli. Dopuszcza się przemocy wobec osób, których teoretycznie powinno chronić.

Całą akcja kręci się właśnie wokół śledztwa. Tym razem dziennikarze, policja i prywatni detektywi zaczynają współpracować. I choć żadna ze stron nie chce do końca zdradzić wszystkich informacji, które posiada, z tej współpracy w końcu wyłania się spójny obraz całości wydarzeń, sytuacji, jaka miała miejsce przed laty i jaka, w zamierzeniu winnych, miałaby się powtórzyć. Tym razem jest jednak inaczej.

Prawdziwą wisienką na torcie jest opis procesu Lisbeth, do którego dochodzi pod koniec książki. To moment, w którym znamy już wszystkie tajemnice, dowody, niewiadome. Wszystko zostało już stwierdzone. Ale tych kilkadziesiąt ostatnich stron, kiedy Annika Giannini po prostu rozkłada w sadzie na łopatki prawdziwych winnych jest tak niesamowity, że dla przyjemności przeczytałam go dwa razy. Tu już nie ma wielkiej sensacji, akcji, pościgów, pogoni, strzelaniny itd. Jest sala sądowa i krok po kroku udowadnianie, w mistrzowski sposób, kto ma rację…

Najlepsza część „Millenium”

To właśnie ostatni fragment sprawił, że ta część trylogii podobała mi się najbardziej. Jeśli chodzi o intrygi i odkrywanie tajemnic z przeszłości to druga część była chyba najciekawsza. Pierwsza jedynie zaostrzała apetyt. Trzecia zaś, choć równie mocno trzymająca w napięciu, była dla mnie przede wszystkim obnażeniem mechanizmów, jakie rządzą państwem, mediami, sądownictwem, służbami bezpieczeństwa.

Trzeba jednak zaznaczyć, że tę część koniecznie należy przeczytać po „Dziewczynie, która igrała z ogniem”. Pierwsza część trylogii można sobie zostawić na później, ominąć, czytać niezależnie, choć oczywiście pewne szczegóły nawiązują i do książki „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”.

Oczywiście tu nie mam wątpliwości: polecam wszystkim, którzy lubią dobrą sensację, kryminały, thrillery i książki trzymające w napięciu.

A czytałam w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Książkowe podróże (Szwecja), Czytam opasłe tomiska (784 strony), 200 książek dookoła świata (Szwecja).

Stieg Larsson, „Zamek z piasku, który runął”, Warszawa 2010. Nakładem wydawnictwa Czarna Owca.

 

Advertisements

5 thoughts on “Każdy zamek z piasku kiedyś runie… – Stieg Larsson „Zamek z piasku, który runął”, recenzja trzeciej części trylogii „Millenium’

    1. Bo egzemplarz z biblioteki. I sadząc po tym, ile tu przybitych pieczatką terminw wrotów dość dużo ludzi już go miało w ręce…
      Mnie też te książki odpychały. Baaaa… ja nawet wiem, co mnie odpychało – bałam się, ze są zbyt mocne i zupełnie nie w moim typie. A jednak kiedy już przeczytałam pierwszych kilka stron – wpadłam po uszy…

      No i dziekuję za zaproszenie na bloga. Wpadam regularnie;)

  1. Ha! Ty to potrafisz budować napięcie w swoich opowieściach o książkach! Przyznam, że gdybym nie miała w domu dwóch części pożyczonych od Ciebie, i akurat nie kończyła pierwszej, to natychmiast oflagowałabym się pod naszą biblioteką, by książki mi pożyczono, niezależnie od tego, jak bardzo są oblegane! Jak nic, dziś w nocy zacznę drugą część.
    Prawda i miłość/szacunek dla innych – podstawa.
    Choć akurat, ale jedynie w życiu niepublicznym!!!!, wierzę, że czasem kłamstwo, a może bardziej – przemilczenie prawdy, bywa konieczne. Na przykład nieco „pobujać” Rodzicielkę o własnym zdrowiu, by nie zamartwiała się:-) Ale w życiu publicznym, polityka, państwo, etc. prawda to podstawa. Ale to tylko mrzonki… niestety. Zdaję sobie z tego sprawę.
    Do trzeciego tomu bardzo zachęciłaś. Napięcie i zaciekawienie zbudowałaś, jak sam Larsson:-)

    1. Hmmm… no nie mogę, jedynie co to się uśmiecham na te słowa. No i oczywiście dziękuję za taką pochwałę stylu;))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s