Rzecz o niezależności kobiecej – „Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk – recenzja

Kiedy skończyłam czytać „Cukiernię pod Amorem” musiałam sięgnąć po kolejne książki Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Tak mi się podobało połączenie historii dziejącej się współcześnie z historią pewnej rodziny. I jeszcze wplecenie w to wszystko pewnej historycznej zagadki, która całej opisanej historii dodała smaczku. I to wszystko podane w sposób tak przystępny i napisane tak fantastycznym językiem, że czytało się jednym tchem. Czegoś podobnego spodziewałam się po „Podróży do miasta świateł”, choć przyznam szczerze, że pod wpływem kilku opinii mówiących o tym, jakoby druga powieść (w dwóch tomach) autorki nie jest tak fajna, byłam przygotowana na rozczarowanie. Nic takiego jednak nie nastąpiło…

podroz-do-miasta-swiatel

Tym razem nie saga rodu, a historia kobiety

„Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich” to pierwszy tom powieści, która nawiązuje treścią do „Cukierni pod Amorem”, ale też opisuje historię zupełnie nową, nieznaną. Pierwszym tomie, który miałam przyjemność czytać zachłannie, niemal połykając kolejne rozdziały, poznajemy Różę. Tę samą, która w „Cukierni” przedstawiona jest jako kobieta wyzwolona. Pod koniec XIX wieku ośmiela się nosić spodnie i jeździć konno siadem męskim. Nie ma męża, za to nie wzbrania się przed romansami. I zarabia na życie malując obrazy. To ona rozkochuje w sobie hrabiego Zajezierskiego tuż przed jego ślubem z Adrianną. I to ona porzuca go nagle…

Pierwszy tom „Podróży do miasta świateł” przedstawia Różę w zupełnie innym świetle. Oto poznajemy dziewczynkę, która prawdopodobnie w wyniku traumy związanej z zesłaniem ojca na Syberię przestaje mówić. Matka zabiera ją do krewnego do Paryża, by tu poddać dziecko leczeniu. Tutaj rozpoczyna się dla obu nowe życie. Najpierw wygodne i pełne rozrywek, a potem życie, które oznacza codzienną alkę o przetrwanie. W takich warunkach Róża wyrasta na kobietę, która nauczona jest troszczyć się o siebie, liczyć na siebie, zarabiać na własne utrzymanie mimo szlacheckiego pochodzenia.

W Paryżu, w wieku kilku lat po raz pierwszy spotyka też hrabiego Rogera, który już wtedy dostrzega jej urodę i jako jedna z niewielu osób sprawia, że dziewczynka czuje się doceniona. To pewnie jeden z powodów, dla których Roger staje się wielką miłością Róży. Miłością prześladującą ją potem niemal przez całe życie. Los kilka razy styka tych dwoje ze sobą i ich rozdziela. Róża jednak w każdej sytuacji, mimo cierpienia, jakie czasem jej towarzyszy, zachowuje swoją godność, dumę i przede wszystkim wolność. Czuje, że tylko w taki sposób będzie mogła stać się dobrą malarką i tworzyć obrazy autentyczne… Ostatni raz w tym tomie Różę spotykamy właśnie w momencie, gdy opuszcza Polskę i hrabiego Zajezierskiego, by wrócić do Paryża i znów spotkać się z miłością swojego życia.

W książce nie zabrakło także historii dziejącej się w czasach współczesnych. Tu autorka mimochodem odpowiada na pytania, jakie pojawiły się po lekturze Cukierni: co stało się z Igą i jej ojcem? Jak potoczyły się ich dalsze losy? Oto bowiem na kartach „Podróży do miasta świateł” znów spotykamy Igę. Jest już mężatką i matką, prowadzi dość duży biznes. I… jest zaniepokojona tym, że kilka razy miała miejsce kradzież obrazów namalowanych przez Rose de Vallenord. A portret autorstwa tej malarki wisi przecież także w zajezierzyckim pałacu. Nie wiadomo jednak czy jest autentyczny, nie wiadomo też, czy owe kradzieże mają ze sobą coś wspólnego…

Aby wyjaśnić tę zagadkę, Iga prosi o pomoc młodą historyk sztuki. I to właśnie ta kobieta, Nina, jest drugą główną bohaterką powieści. To kobieta przebojowa i niezwykle zdolna. A jednak wciąż uzależniona od matki. Choć Ninie udało się wyprowadzić z domu, wciąż nie może odciąć pępowiny. Nawet, gdy udaje jej się spotkać mężczyznę, zdawać by się mogło ze snów, matka krzyżuje plany Niny w dość perfidny, moim zdaniem sposób.

O wolności i niezależności

Małgorzata Gutowska-Adamczyk przedstawiła w książce historie porywającą. Idealnie dodała też realia Paryża z końca XIX wieku, zwłaszcza tego, co działo się w kręgach artystycznych. W sposób szczególnie obrazowy obnaża mechanizmy, które decydowały o tym, kto stanie się artystą docenionym, a czyje obrazy przejdą bez echa. To właśnie w takim świecie Róża musiała walczyć o swoją niezależność. Cena tej niezależności była jednak czasem wysoka.

Czytając tę książkę miałam nieodparte wrażenie, że nie tylko o ukazanie historii słynnej malarki tu chodziło. W przeciwieństwie do „Cukierni”, która była rewelacyjnie napisaną sagą rodu, tutaj książka ma jakby dwa, a może nawet i trzy tematy. Pierwszym jest oczywiście życie Róży z Wolskich. To temu poświęcone jest najwięcej stron w powieści. Drugim tematem jest wolność i niezależność kobiet. W czasach Róży to temat troszkę szokujący, trudny. Ale jak widać w postaci Niny i współcześnie niezależność ta cale nie jest sprawą oczywistą. I ta warstwa książki z pewnością daje do myślenia. Jakby autorka chciała pokazać, że podążanie za marzeniami, za prawdziwą wolnością, zawsze musi oznaczać rezygnację z czegoś innego. I czasem bywa bardzo trudne. Trzecim tematem jest tutaj zagadka związana z kradzionymi obrazami. Tak naprawdę tej kwestii w pierwszym tomie autorka nie poświęciła zbyt dużo miejsca. Liczę jednak, że w drugiej części będzie trochę więcej na ten temat, bo tajemnica ta mnie zafrapowała.

Podsumowując…

Po tę powieść warto sięgnąć. Po prostu. Czyta się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że autorka tutaj poprawiła jeszcze (w stosunku do „Cukierni”) swój i tak niezły styl. Obie historie opowiadane w „Podróży” wciągają, a kończąc pierwszy tom od razu ma się ochotę sięgnąć po kolejny. I jeszcze ten drobiazgowy opis Paryża, stosunków społecznych panujących tam w XIX wieku. Ta książka sprawia, że nawet jeśli do tej pory nie pałało się miłością do Francji, teraz ma się ochotę zwiedzić Paryż. I to właśnie podążając tropem Róży z Wolskich…

A przeczytałam w ramach wyzwań: Grunt to okładka (na okładce stara fotografia przedstawiająca dorożki jadące po paryskiej ulicy), Polacy nie gęsi, Stare dobre czasy, 200 książek dookoła świata (Polska), Klucznik (coś czerwonego – napis Róża z Wolskich jest błyszczący, czerwony, choć na moim zdjęciu sfatygowanej książki z biblioteki może tego nie widać zbyt dobrze), Czytam opasłe tomiska (456 stron).

Reklamy

4 thoughts on “Rzecz o niezależności kobiecej – „Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk – recenzja

  1. Całkowicie się zgadzam z Twoją opinią, że Róża wcale nie jest gorsza od Cukierni. Ja bardzo lubię powieści autorki. Polecam również najnowszą – we wtorek opublikowałam u siebie recenzję – zapraszam. To zupełnie inny styl pisarki, widać kunszt, choć trudno porównać do poprzednich dzieł z uwagi na specyfikę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s