„Oczy zasypane piaskiem” Pawła Smoleńskiego – prawdziwa opowieść o Izraelu i Palestynie

Byłam tam dokładnie piętnaście lat temu. Kilka tygodni później wybuchła druga intifada. Ale kiedy ja chodziłam ulicami Jerozolimy, Betlejem czy Nazaretu, było spokojnie. Właściwie niewiele wskazywało na to, że jestem w kraju ogarniętym wojną. W kraju, w którym wszyscy żyją w ciągłym strachu. Może jedynie trzyosobowy patrol wojskowy mijany gdzieś na ulicach Jerozolimy. I checkpoint, choć jeszcze nie tak zatłoczony, jak dzisiaj, który mijaliśmy w drodze do Betlejem. I jeszcze uzbrojony strażnik przed którąś z bazylik…

Byłam tam zupełnie nieświadoma tego, jak jest naprawdę. Widziałam to, co widzi każdy turysta: Ścianę Płaczu, kilka kościołów, Yad Va Shem. A ładunek emocjonalny tej podróży był tak wielki, że nie zwracałam uwagi na te drobne szczegóły, które decydują o życiu ludzi w Izraelu i Palestynie…

Refleksje przyszły później, a zdanie o całej sytuacji społeczno-polityczno-historycznej na tych terenach wyrabiałam sobie później. I w miarę poznawania nowych faktów kilka razy zmieniałam. Reportaż Pawła Smoleńskiego po raz kolejny otworzył oczy na sprawy, których nie widziałam. Lub po prostu – nie chciałam widzieć…

reportaż

Jerozolima – miasto nadziei na pokój?

Taki tytuł miała moja rozprawa pisana na konkurs o Izraelu. Materiał obejmował całą historię, geografię, zagadnienia społeczne, kulturę i jeszcze kilka tematów. W tej pracy udowadniałam, że pokój na Bliskim Wschodzie jest możliwy. Wierzyłam w to i nadal wierzę, choć to, o czym pisałam tych kilkanaście lat temu dzisiaj wydaje mi się być naiwne. Bo mimo przeczytanych kilkudziesięciu książek na temat Izraela, nie wiedziałam nic. Nawet mimo wizyty w tym kraju wiedziałam niewiele. Refleksje przyszły znacznie później. I długo musiały się dobijać. Bo po prostu nie chciałam wierzyć, że to się dzieje naprawdę.

No bo jak Izrael, Żydzi, którzy nie tak dawno temu doświadczyli tak ogromnej tragedii, jaką było Shoah, mogą postępować brutalnie w stosunku do Palestyńczyków? Przecież to niemożliwe, żeby Izrael stosował tortury wobec dzieci. Chociaż sama w ramach jednego z maratonów pisania listów organizowanego przez Amnesty International napisałam w tej sprawie list. Do ambasady Izraela w Polsce i chyba do premiera czy jakiegoś ministra w Izraelu…

Przez długi czas nie mogłam pojąć, dlaczego wszystkie próby zaprowadzenia pokoju spełzają na niczym, dlaczego interwencje obcych rządów są z góry skazane na niepowodzenie. Najpierw myślałam, że problemem jest religia, ale to nieprawda. Nawet nie chodzi o wielki biznes, który towarzyszy każdej wojnie. A przecież zawsze, gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Owszem, tu spotykają się prawdy głoszone przez radykalnych islamistów i radykalnych żydów. Ale coraz bardziej mam rażenie, że te ortodoksyjne religijne hasła to tylko przykrywka, usprawiedliwienie działań, jakie się tam podejmuje. Owszem, na konflikcie palestyńsko-izraelskim niektórzy zarabiają. Ale tak naprawdę więcej osób na nim traci. Nie tylko ziemię i majątek (to najczęściej Palestyńczycy), ale także godność. I poczucie bezpieczeństwa. Kiedy czytałam książkę Pawła Smoleńskiego w końcu dotarło do mnie, że eskalacją przemocy w Ziemi Świętej rządzi strach…

  W Izraelu wszyscy się boją

Boją się Żydzi. I dlatego otaczają się betonowym murem. Boją się, bo w trakcie drugiej intifady tak wielu zamachowców-samobójców wyszło na ulice izraelskich miast. Tak wielu zostało zabitych. Dlatego każą Palestyńczykom posiadać miliony zezwoleń na wszystko. Dlatego dają sobie prawo do wtargnięcia do palestyńskiego domu w celu przeprowadzenia rewizji. I do zatrzymywania Palestyńczyków bez powodu…

Boją się Palestyńczycy, którzy traktowani są jak obywatele drugiej kategorii. Którym nic nie wolno i w każdej chwili mogą zostać aresztowani. I nawet, jeśli zostaną wypuszczeni, na zawsze naznaczeni będą traumą przesłuchań. Palestyńczycy boją się też biedy. Tego, że za chwilę nie będą mieli jak uprawiać swoich pól i ze braknie im wody. Bo woda w pustynnej Palestynie jest najcenniejsza…

Boją się wreszcie żydowscy osadnicy, którzy zamieszkują osiedla budowane na Terenach Okupowanych. Niby w dostatku, niby w luksusie, ale żyją jak w więzieniu. Otoczeni betonowym murem i drutem kolczastym. Boją się, że z najbliższej wioski Palestyńczycy zaczną ich ostrzeliwać. A jednak, co dla mnie niepojęte, decydują się zamieszkać w takim miejscu… Sami siebie skazują na życie w więzieniu. Nie rozumiem, dlaczego? A przecież to te osiedla stanowią jeden z głównych problemów, jakie trzeba rozwiązań, by porozumienie izraelsko-palestyńskie w ogóle było możliwe…

Prawda, która boli i daje nadzieję

O tym strachu pisze Paweł Smoleński. Pisze też o tym, jak różni ludzie próbują ten strach pokonać: żołnierze przez poniżanie Palestyńczyków. Palestyńczycy poprzez ataki terrorystyczne. Są zasieki, jest broń domowej roboty, jest budowany mur i są absurdalne prawa. I polityka apartheidu, o której w kontekście Izraela i Palestyny mówi się coraz głośniej…

Okładka książki i opisy konkretnych wydarzeń, obozów Palestyńskich, sytuacji na checkpointach, wykorzystania dziewięciolatka jako żywej tarczy – to wszystko boli. Okrutnie wdziera się w myśli i już nie chce z nich wyjść. Bo czytając tę książkę ma się świadomość, że wszystko tu umieszczone jest prawdą. Taką, o której być może wolelibyśmy nie wiedzieć. Ale jeśli już się dowiemy, nie możemy o niej zapomnieć, przejść ponad nią obojętnie…

Ale Paweł Smoleński w swojej książce opisuje też ludzi, którzy dają nadzieję na to, że coś się w końcu w Izraelu i Palestynie zmieni. To właśnie o nich jest ta książka. O Fatimie, która potrafiła zorganizować współpracę palestyńskich i izraelskich kobiet. I pokazała, że takie współdziałanie jest możliwe. I o Michaelu, który jako żydowski prawnik występuje w obronie palestyńskich praw. Jest też starsza pani, która wraz z innymi babciami założyła organizację patrolującą sytuację na checkpointach i w razie jakichkolwiek nadużyć ze strony żołnierzy wobec Palestyńczyków nie waha się zadzwonić do dowództwa armii, bo „kto podskoczy babci?” Dzięki niej i jej podobnym mniej jest poniżania, a więcej szacunku… Jest Palestyńczyk, który postanowił o swoją ziemię walczyć pokojowo, bez używania przemocy. I tę walkę wygrał. I małymi krokami odnosi kolejne niewielkie zwycięstwa… I jest były żołnierz Fatahu, który spędził w izraelskich więzieniach kilka lat. I który właśnie tam zrozumiał, że po jednej i drugiej stronie barykady stoją ludzie. W gruncie rzeczy tacy sami… To właśnie takie osoby, których w Izraelu i Palestynie jest więcej, dają nadzieję, że może za kilkanaście, kilkadziesiąt lat coś się zmieni… Że jest szansa na pokój…

Reportaż, który uwiera i zmusza do myślenia

Książka Pawła Smoleńskiego to przykład dobrego reportażu. Takiego, który nie mówi wprost, co mamy myśleć i nie daje jasnych odpowiedzi. A jednak wywołuje w czytelniku cała gamę uczuć. Od niedowierzania w to, że takie rzeczy mogą dziać się w bądź co bądź cywilizowanym kraju, jakim jest Izrael, poprzez wściekłość, poczucie bezsilności i w końcu nadzieję, że nie wszystko stracone, choć wiele szans już dawno zostało pogrzebanych pod ruinami domów.

Czasami miałam wrażenie, że opowieść jest niespójna. Autor przeskakiwał w czasie i to wprowadzało odrobinę chaosu. Ale i tak z całego reportażu wyłania się obraz prawdziwego Izraela. Nie tego z folderów turystycznych, ale tego, na który nikt nie chce patrzeć… I o którym właśnie dlatego trzeba mówić głośno. Smoleński nie zajmuje tu jasnego stanowiska, nie opowiada się po jednej ze stron konfliktu. Ale staje po stronie sprawiedliwości. Po stronie ludzi uczciwych, którzy chcą prawdziwego pokoju w Izraelu, którzy chcą zaprzestania przemocy w jakiejkolwiek formie…

Ta książka jest ważna. Dobrze, że została napisana. Powinien po nią sięgnąć każdy, kto chce dyskutować o wielkiej polityce i o konflikcie palestyńsko-izraelskim. Ta książka otwiera oczy czytelnika na rzeczy, które wcześniej pozostawały niewidoczne. Sprawia, że oczy już nie są zasypane piaskiem, a konflikt palestyńsko-izraelski objawia się na wielu płaszczyznach. Po lekturze tej książki nic, co dzieje się w Ziemi Świętej nie będzie czarno – białe…

A czytałam w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi, Książkowe wyzwanie 2015 (oparta na prawdziwej historii), 200 książek dookoła świata (Polska).

Paweł Smoleński „Oczy zasypane piaskiem”, Wydawnictwo Czarne, 2014.

* * * * * * *

Dziękuję za to, że czytasz to, co piszę. Będzie mi miło, gdy zostawisz po sobie ślad w komentarzu. A jeśli chcesz być na bieżąco informowany o tym, co na blogu, zapraszam na moją stronę na Facebooku. Zapraszam też do działu Wyprzedaję. Może znajdziesz tu coś dla siebie? Są tam i książki już przeczytane i całkiem nowe zabawki z drewna, które u mnie się kurzą, a być może sprawią radość jakiemuś maluchowi…

Advertisements

5 thoughts on “„Oczy zasypane piaskiem” Pawła Smoleńskiego – prawdziwa opowieść o Izraelu i Palestynie

  1. Już samo Wydawnictwo Czarne jest dla mnie reklamą książki:) Jeszcze nie przeczytałam książki z tego wydawnictwa, która by mi się spodobała/dotknęła.
    Właśnie skończyłam czytać „Jutro przypłynie królowa”. Czytałaś?

    1. Nie czytałam. W ogóle tak przez przypadek sięgnęłam po tę lekturę. A teraz hmmm… już wiem, ze wydawnictwo Czarne można brać w ciemno… 😉 I na pewno na mojej liście ksiązek do przeczytania znajduje się już kilka pozycji tego wydawnictwa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s