Powrót do lat młodości(nie)beztroskiej – kolejny minimaraton z M.Musierowicz

I znowu, bo dość trudnej i oddziałującej na moje emocje lekturze reportażu z Palestyny (o „Oczach zasypanych piaskiem” P. Smoleńskiego poczytacie TUTAJ), musiałam sięgnąć po coś lżejszego. Coś, co sprawi, że będzie mi jakby lżej na duszy i cieplej na sercu… A cóż, jeśli nie książki Małgorzaty Musierowicz, tak działa? Dlatego na poprawę humoru, na otarcie łez, na przywrócenie nadziei i wiary w ludzkość… zafundowałam sobie kolejny minimaraton z kolejnymi tomami „Jeżycjady”.

musierowicz 

Trzy książki i powrót do przeszłości

Tym razem sięgnęłam po trzy książki, które znów sprawiły, że wróciłam do przeszłości. Bo to chyba ostatnie książki M. Musierowicz, po które sięgnęłam w latach, gdy byłam jeszcze podlotkiem. I gdy marzyłam o takich uniesieniach miłosnych, jakie przeżywały panny Borejko, Aniela Kowalik i inne bohaterki „Jeżycjady”. Potem przerzuciłam się na książki inne: połykałam przygody Tomka i Pana Samochodzika. A do „Jeżycjady” wróciłam dopiero w tym roku. O mojej pierwszej podróży sentymentalnej przeczytacie TUTAJ. A dziś kolejny jej etap. Od „Opium w rosole” po „Noelkę”…

Opium w rosole

musierowiczTej książki nie pamiętałam zbyt dobrze. Chyba jakoś nie poruszyła mnie tych kilkanaście lat temu. A teraz i owszem. Była zabawna (ach te wybuchy śmiechu między jednym zdaniem a drugim!). A zakończenie sprawiło, że miałam łzy w oczach. To chyba dlatego, że teraz jestem matką. I na wszystko patrzę z tej perspektywy. Oj, po urodzeniu dziecka optyka się zmienia, choćby nie wiem co!

„Opium w rosole” zaczyna się zaskakująco. Oto poznajemy mała dziewczynkę, przedstawiającą się imieniem Genowefa. Ta dziewczynka wprasza się na obiad do obcych ludzi. Tylko jednak do domów, w których być może się nie przelewa, za to panuje atmosfera miłości, dobroci i radości z bycia ze sobą. Po prostu. To ta dziewczynka namiesza w życiu głównych bohaterów. Bo nie ona jedna jest tu najważniejsza, a właśnie Kreska, która pojawia się w Poznaniu nagle, zamieszkuje u swojego dziadka – znanego nam już profesora Dmuchawca, zakochuje się, przeżywa zawód miłosny… i tak dalej… Jak potoczy się historia miłosna Kreski? I kim jest tajemnicza dziewczynka? Tego dowiecie się z lektury. Przyjemnej, szybkiej i podnoszącej na duchu…

A czytałam w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi, Klucznik (coś czerwonego – tutaj czerwony berecik dziewczynki i czerwony obrus na stole), 200 książek dookoła świata (Polska).

Brulion Bebe B.

Tę książkę pamiętam. Zaśmiewałam się przy niej kiedyś tak samo, jak teraz. Ach te cięte riposty w brulionie, które przyszywany wuj-artysta wpisywał w odpowiedzi na uwagi nadętego belfra. Ach… pamiętam, że po lekturze zapragnęłam takiego brulionu na zapiski! Ale po kolei…

Brulion Bebe B. To opowieść o dziewczynie, która nagle, wraz z bratem, zostaje pod opieką nielubianej krewnej. I musi sobie radzić, bo krewna, znana nam już Aniela z „Kłamczuchy” na opiekunkę się nie nadaje. I znowu jest wątek miłosny (ach ten Dambo!) i odkrywanie siebie – swojego charakteru, swoich możliwości, przezwyciężanie własnych kompleksów – to chyba charakterystyczne dla książek Małgorzaty Musierowicz. Jest też drugi watek – Anieli, która do tej pory krytyczna wobec wszystkich mężczyzn, dochodzi do wniosku, że czas się ustatkować. Na horyzoncie pojawia się dwóch kandydatów: uroczy i wręcz idealny (choć, jak się okazuje, nie do końca) dentysta i lekkoduch i artysta malarz. Który okaże się bardziej godny uczuć Anieli?

Historia jest napisana tak zabawnie, że znów nie mogłam pohamować śmiechu. A przy tym opowiada o sprawach poważnych… Dlatego warto ja przeczytać. Bo choć akcja dzieje się w końcówce lat osiemdziesiątych XX wieku to tematy jakby nadal aktualne. Sceneria zmieniła się może odrobinkę…

A czytałam w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi, Klucznik (coś czerwonego – serduszko oraz przecinek lub kropka w tytule), 200 książek dookoła świata (Polska).

Noelka

Na tej książce zakończyłam niegdyś przygodę z prozą Małgorzaty Musierowicz. Wtedy ta opowieść wydawała mi się nudnawa, nieciekawa. A teraz – nie mogłam się od niej odkleić. Wtedy fakt, że akcja toczy się w ciągu jednego wieczoru – Wigilii – mnie odstraszał. Dzisiaj ten chwyt autorki podobał mi się bardzo. I sposób, w jaki przedstawiła ona, choć jakby mimochodem i przy okazji, dalsze losy bohaterów znanych już z wcześniejszych książek. Bo oto Elka – dorastająca i bardzo rozpieszczona dziewczyna, z powodu zbiegu okoliczności odwiedza różne domy w charakterze Aniołka pomagającego Świętemu Mikołajowi. I tu spotyka Anielę z Bernardem i ich dziećmi, rodzinę Żaków, rodzinę Borejków, Kreskę i profesora Dmuchawca. Nawet Gienię – Aurelię… A przy okazji uczy się dużo o ludziach. I o dobroci. I o tym, jak można być radosnym, mimo, że ma się niewiele. I o tym, co najważniejsze w życiu…

Taka momentami wzruszająca, momentami zabawna historia z morałem. Piękna historia i napisana, jak dla mnie, mistrzowsko. Jak dotąd moja ulubiona książka z całej „Jeżycjady”… Ale przecież czekają na mnie jeszcze kolejne. Już te nieznane, a więc tym bardziej cieszę się na czytanie. Choć na razie znów przerwa. Żeby nie poczuć przesytu. Czekają też na mnie książki inne – lekkie i trudniejsze. Te bardziej „dorosłe”… Niedługo więc możecie spodziewać się kolejnej recenzji.

A „Noelkę” czytałam w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi, Klucznik (coś czerwonego – ot choćby strój Mikołaja), Wyzwanie książkowe 2015 (bohaterka ma takie samo imię, jak ja),  200 książek dookoła świata.

* * * * * * * * *

Dziękuję, że tu jesteś. Za każdy komentarz też dziękuję. I zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku. Wtedy będziesz na bieżąco z tym, co u mnie. Zajrzyj też do działu „Wyprzedaję”. Może znajdziesz tu coś dla siebie lub dla swoich dzieci?

Pozdrawiam

Ela – Sonrisa

Advertisements

6 thoughts on “Powrót do lat młodości(nie)beztroskiej – kolejny minimaraton z M.Musierowicz

    1. Fakt, panowie są jacyś tacy… nietomni… Ale czy ja wiem, czy wszystkie panie to kuchty?? Niektóre owszem, ale się w tym realizują. Inne musza, a jeszcze inne, na przykłąd Aniela – to takie w sumie nawet feministki…

  1. zrobiłam sobie (po raz kolejny) maraton MM w poprzednie wakacje. Kłamczuchy nigdy nie lubiłam, denerwowała mnie, moją ulubioną była część o Idzie, te nowsze są momentami denerwujące, ale w sumie czyta się przyjemnie. poza tym dzieją się w moim rodzinnym mieście, więc mam sentyment 🙂

    1. No ja łasnie zapragnęłam takiego maratonu. Na półce mam kolejne cztery ksiązki. I pewno w przyszłym miesiącu przeczytam… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s