O Egipcie subiektywnie – „Mój Egipt” Jarosława Kreta

Jarosław Kret zawsze kojarzył mi się z panem-pogodynką. I kiedy dostałam jego książkę (a właściwie dwie, ta o Indiach czeka na przeczytanie), odłożyłam je na półkę. Pomyślałam sobie, że co taki koleś może wiedzieć o Egipcie. Ależ byłam w błędzie! Przecież Jarosław Kret studiował egiptologię. A potem jeszcze kulturoznawstwo, orientalistykę… I spędził rok na stypendium w  Egipcie. I na dodatek jeszcze ma tam przyjaciół, często bywa. To pozwoliło mu poznać ten kraj od podszewki. A swoją wiedza postanowił się podzielić, pisząc książkę…

DSC_0015 (5)

 

 

Bardziej wspomnienia niż przewodnik

W jednej z opinii umieszczonych na okładce można przeczytać, że książka jest idealną lekturą dla wszystkich, którzy wybierają się na wakacje do Egiptu. Dość odważne stwierdzenie i po lekturze raczej bym takiego nie zaryzykowała. Bo kiedy jedzie się na wakacje do Egiptu, szuka się raczej przewodnika, w którym znaleźć można praktyczne informacje: co zobaczyć, co zjeść, gdzie się zatrzymać i za ile. A w książce „Mój Egipt” nie ma takich konkretów. Owszem, są wskazówki, gdzie warto się pojawić. Jest wiele ciekawostek na temat tego, jak po Egipcie się poruszać, jak się zachować w pewnych specyficznych sytuacjach, na przykład podczas robienia zakupów, jakich potraw warto spróbować. Ale to nie jest, i chyba nigdy nie miał być, przewodnik.

Według mnie książka „Mój Egipt” to takie subiektywne spojrzenie autora na ten skąd inąd fascynujący kraj. To pokazanie takiego oblicza Egiptu, którego z okien autobusu czy znad hotelowego basenu się nie zobaczy. To Egipt prawdziwy, a jednak podany lekko. Choć przecież Jarosław Kret w swojej książce dość mocno krytykuje. Nie tylko egipską biurokrację, która zdaję się istnieć tylko po to, by być i by pokazywać, kto tu rządzi. Ale także rozwój turystyki w jej najbardziej komercjalnej formie. Jarosław Kret pisze o tym, jak w przeciągu ostatnich dwudziestu lat zmienił się Egipt, jak zmieniły się najpiękniejsze jego zakątki, na przykład okolice Półwyspu Synaj i nieznana niegdyś wioska z piękną malowniczą plażą, dziś rozpoznawalna pod nazwą Shark el-Sheik z zatłoczonymi hotelami, głośną muzyką i wybetonowanymi pomostami sięgającymi w głąb morza.

Książka Jarosława kreta składa się z kilku rozdziałów. Czytając ma się wrażenie, że każdy z nich jest osobnym wspomnieniem. Jeden wiąże się z wizytami w starych świątyniach koptyjskich. Inny rozdział to bardzo romantyczny i nostalgiczny opis wycieczki na szczyt Synaju po to, by obejrzeć wschód słońca. Jeszcze kolejny rozdział traktuje o zemście faraona, choć tak naprawdę jest troszkę chyba piętnowaniem współczesnego turysty, który podczas dwutygodniowego urlopu na egipskiej plaży folguje wszelkim uciechom ciała, takim jak całodzienne leżenie w słońcu, popijanie darmowych drinków i objadanie się miejscowymi smakołykami. Jest też niezwykle plastyczny opis targu wielbłądów i dość humorystyczny opis funkcji bawwaba.

Książka zawiera też kilka przepisów na proste i charakterystyczne potrawy arabskie. To z pewnością fragment, przy którym warto się zatrzymać i spróbować swoich sił w gotowaniu. Ciekawy jest też rozdział dotyczący języka arabskiego, w którym autor pokazuje, jak wiele słów polskich ma pochodzenie arabskie właśnie. A przy okazji rozdział ten stanowi też pewne kompendium wiedzy nie tyle o Egipcie, co o całej arabskiej kulturze. I choć niewątpliwie wiele by trzeba jeszcze dopisać, by kompendium to było pełne, na pewno to, o czym pisze Jarosław Kret warto przeczytać…

czytać, nie czytać? – oto jest pytanie..C

A jednak książka mnie nie powaliła. Może dlatego, że znam Egipt i że oczekiwałam czegoś innego? A może dlatego, że nie do końca do gustu przypadł mi styl pisania Jarosława Kreta – ciągłe aluzje, które momentami stawały się męczące, odchodzenie od tematu, gawędziarstwo. I to nie jest tak, że książka jest zła. Przeczytałam z zainteresowaniem, z zainteresowaniem oglądałam zdjęcia, których jest tu dużo… Ale… czegoś mi brakowało…

Mimo to polecam każdemu, kto do Egiptu się wybiera i chciałby dowiedzieć się czegoś o kraju, do którego jedzie. Nie o zabytkach, a o kulturze, mentalności żyjących tam ludzi. I każdemu, kto chciałby choć po trosze zrozumieć arabską kulturę, sposób życia, nawet rytuały. O tym też Kret pisze, bardzo ciekawie z resztą, choć to właśnie jeden z tych fragmentów, w których odchodzi nieco od meritum… Podsumowując: z książki można wyciągnąć naprawdę porcję solidnej wiedzy. O ile oczywiście się zechce…

 

Moja ocena: 4/6

Informacje o książce:

Autor: Jarosław Kret
Tytuł: „Mój Egipt”
Wydawnictwo: Świat książki
Rok wydania: 2011 (Warszawa)
Numer ISBN: 978-83-7799-067-4
Ilość stron: 324

 

* * * * * * *

 

A czytałam w ramach wyzwań: Książkowe podróże (Egipt to kraj pustynny, wody brak), Grunt to okładka (wielbłądy), Polacy nie gęsi, 12 książek na 2015 rok, Klucznik (książka z półki, książka w książce – autor nawiązuje do książki: A. A Alaa „Kair, historia pewnej kamienicy”).

Oczywiście cały czas zachęcam do śledzenia mnie na Fejsbuku 😉 Zapraszam też do działu Wyprzedaję, gdyby ktoś szukał jakiś zabawek, albo co… Dzień Dziecka blisko w końcu…

Reklamy

One thought on “O Egipcie subiektywnie – „Mój Egipt” Jarosława Kreta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s