Pochwała prostoty – „Pod słońcem prowincji” Katarzyny Enerlich

Ludzie dzielą się na takich, którzy cenią sobie mieszkanie w mieście z jego atrakcjami, szybkim tempem, dostępem do wszelkich dóbr znajdujących się w supermarketach i na takich, którzy od zgiełku miasta uciekają na prowincję, by tu szukać spokoju, by wrócić do swoich korzeni, zamiast skomplikowanych orientalnych potraw gotować dania kuchni swojskiej, proste, choć zachwycające swoim smakiem. Te dania robi się z tego, co rośnie w przydomowym ogródku. Albo z tego, co kupione na bazarku od zaprzyjaźnionego rolnika, który nie nawozi sztucznie, nie ulepsza genetycznie, a jedynie dopieszcza swoim zaangażowaniem, uwagą, ciężką pracą. Kto próbował takiej marchewki, pomidora czy choćby ziemniaka bez ulepszaczy, ten wie, że warzywa te mają smak niezapomniany. Kto nie próbował, a sięgnie po książkę Katarzyny Enerlich „Pod słońcem prowincji”, ten na pewno spróbować zechce…

 

prowincja

Kiedy sięgałam po te pozycję nie byłam pewna, czego się spodziewać. Choć o autorce słyszałam, nie miałam okazji czytać jej powieści. Jedynie nazwisko autorki wydawało się jakieś znajome. Przekonała mnie okładka, prosta, ale zaskakująco piękna. Kusił ten żółty kwiat na granatowym tle i w końcu musiałam się poddać: otworzyłam i przepadałam. Od pierwszej strony.

Książka jest dziwna, ni to powieść, ni poradnik. Ot, zapiski z prostego życia, jak głosi podtytuł. To opowieści z prowincji, zasłyszane przez autorkę, odkryte wraz z odkrywaniem miejsc zapomnianych już przez innych, a położonych gdzieś na Mazurach, z dala od tych wszystkich miejscowości turystycznych, gdzieś w głębi lasu, w niewielkich wioskach. Ale jest tu też zapis tego, co czuje i przezywa sama autorka. Z opowieści wyłania się jej obraz bardzo intymny. Poznajemy jej stosunek do świata, razem z nią powoli uczymy się uważności, doceniamy rzeczy najprostsze, cieszymy się z intensywnych, choć przecież niewyszukanych smaków. Zwłaszcza, że opowieść co i rusz przerywana jest przepisem na coś pysznego.

Przepisy te na potrawy wegetariańskie to jedna z wielu zalet książki. Często przepisy te są znalezione gdzieś w starych zeszytach. Albo powstały w wyobraźni autorki, która później je wypróbowała, udoskonalała, aż w końcu zdecydowała się nimi podzielić z czytelnikami. Są też przepisy na domowe kosmetyki, skuteczne, naturalne i tanie.

Czytając tę książkę miałam wrażenie, że czytam o sobie. Albo raczej o kimś, kim chciałabym być: mieć własny ogród, gotować proste, smaczne i zdrowe potrawy dla siebie i najbliższych. Biegać i praktykować jogę i uważność. Czerpać przyjemność z życia, które toczy się Tu i Teraz. Przyznam szczerze, że już zapomniałam o tych moich marzeniach, zapętliłam się gdzieś. A tu nagle trafiła w moje ręce ta książka. I stałą się prawdziwą inspiracją do wprowadzenia zmian, przypomniała o tym, co przecież najważniejsze… Podobno właściwe książki trafiają do nas we właściwym czasie. Ta zasada sprawdziła się tym razem. Dla mnie książka „Pod słońcem prowincji” będzie jedną z pozycji, do której często będę wracać. Stanie w podręcznej biblioteczce obok tych książek, które inspirują też Katarzynę Enerlich, jak dowiedziałam się, czytając ostatnie strony ‘Pod słońcem prowincji’. A więc mamy ze sobą dużo wspólnego…

Ale przecież „Pod słońcem prowincji” warto przeczytać nie tylko dla poznania filozofii życia autorki. Przecież nie każdy musi się z nią zgadzać, nie każdemu taki styl życia na wsi, na prowincji odpowiada. Warto sięgnąć po tę pozycję jednak dla samych opowieści, które pojawiają się na kolejnych kartach i które przybliżają czytelnikowi kulturę, magie Mazur.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Wiem już, że będzie to fantastyczny prezent dla kilku ludzi, którzy są dla mnie ważni. Dla innych prezentem będzie to, jaką naukę z tej książki wyniosłam: ugotowane według przepisów w książce potrawy, uważność praktykowana w codziennych chwilach. Przeczytanie tej książki stało się też prezentem, który, nieco przypadkowo, choć przecież takie przypadki nie istnieją, bo zdarza się zawsze to, co miało się wydarzyć, sprawiłam sama sobie…

Polecam. Tym, którzy w prowincji już się zakochali. I tym, którzy nad fenomenem prowincji wciąż się zastanawiają…

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG i portalowi Sztukater.

A zgłaszam do wyzwania OkładkoweLove, bo okładka naprawdę cudowna.

P.S. Zachęcam też do śledzenia bloga autorki. Bardzo inspirujący…

Reklamy

4 thoughts on “Pochwała prostoty – „Pod słońcem prowincji” Katarzyny Enerlich

  1. A my preferujemy odpoczynek na ogródku. Już dawno zrezygnowaliśmy z uprawiania czegokolwiek, bo na to zwyczajnie szkoda – czasu, pracy i włożonych pieniędzy. A smak… no cóż – po latach upraw i porównań mogę Cię zapewnić, że nie ma żadnej różnicy między tym kupowanym w markecie. Za to jest czas na hobby 🙂

    1. Hmmm… nie wiem, ja może mam paranoję na temat zdrowego żywienia, ale liczę na to, że to, co wyrośnie u mnie w ogródku, dopieszczone przez mnie bedzie pewne. I tak kupuję na bazarku, ale wciąż nie mam 100% pewności, ze czymś niepryskane itd. Za to w hipermarketach unikam warzyw i owoców (serów też i miesa, od kiedy mój kolega racujący w realu pooopowiadał kilka historii o skrobanej z serów pleśni itd).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s