„Oplątani Mazurami” Katarzyny Enerlich, czyli opowieści z mazurskiej prowincji…

Mazury zawsze kojarzyły mi się z żeglowaniem. Karina Wielkich Jezior, wakacje spędzane na pokładzie niewielkiej, acz dość wygodnej łódki. Pływanie od portu, do portu, czasem przybijanie „na dziko”, choć takich miejsc coraz mniej na Mazurach… Nigdy wcześniej nie myślałam o tym zakątku Polski, jako o miejscu, z tak trudną historią. Wyrosłam na Śąsku, gdzie historia też pogmatwana, choć może nie tak bardzo. Przesiedleń nie było tak dużo, choć po wojnie wielu zdecydowało się na wyjazd do Niemiec. I choć Ślązacy wciąż mają problemy ze swoją tożsamością, żyją tu, na swojej ziemi…

Wielu jest tu przyjezdnych, to prawda. Wielu przybyło tu za chlebem, do pracy w kopalni. Czasem w związku z nakazem pracy, czasem z własnej inicjatywy. I pewnie dużo znaleźć by można tu historii podobnych do tych mazurskich. A jednak są jakby mniej tragiczne. Jakby wojna ze Śląskiem obeszła się nieco łagodniej (choć przecież i pogromy Żydów, i wywózki do obozów koncentracyjnych, i ten największy Auschwitz-Birkenau to tutaj – a w moim mieście podobóz tego, który wbił się w pamięć Polaków i całego świata tak mocno). A jednak opowieści o mazurach, które snuje w swojej książce Katarzyna Enerlich poruszają…

DSC_0173 

Zauroczona książką „Pod słońcem prowincji” postanowiłam sięgnąć po inne pozycje Katarzyny Enerlich. Na pierwszy ogień poszedł zbiór opowiadań „Oplątani Mazurami”. To efekt zbierania przez autorkę miejscowych historii. Opowieści te wyrastają z mazurskiej ziemi, są związane z nią nierozerwalnie. To historie, które dobitnie pokazują tragiczną historię Mazur, wcześniej Prus Wschodnich, później tak zwanych ziem odzyskanych. Historię pierwszych mieszkańców, którzy musieli opuścić swoje domy, bo choć byli Mazurami, byli też Niemcami. Musieli wyjechać, bo ktoś gdzieś zadecydował, że powinni żyć w Niemczech. A tu przybyli Polacy z kresów, którym domy zabrali Rosjanie. Tu zaczęli nowe życie, wypełnieni tęsknotą do rodzinnych stron i strachem, że poprzedni właściciele kiedyś upomną się o swoje domy…

Na Mazurach wciąż żywe są także opowieści o magicznych istotach i duchach zamieszkujących tutejsze lasy. W opowiadaniach Katarzyny Enerlich wciąż trafiamy na echa miejscowych legend, które mimo zawieruch wojennych, mimo przesiedleń, wysiedleni, ucieczek i powrotów wciąż na tej ziemi są obecne. W kilku opowiadaniach kryje się prawdziwy duch Mazur. Nie ten, którego poznałam żeglując po Wielkich Jeziorach, ale ten ukryty pod dachami starych, często krzyczących już niemal o remont, drewnianych domów, zaklęty w głazach, o których mówi się, że są magiczne…

W opowiadaniach zebranych w zbiór „Oplatani Mazurami” Katarzyna Enerlich pokazuje Mazury nieznane, trudne, wciąż borykające się ze swoją historią, wciąż szukające swojej tożsamości. Czytając poznajemy historię poszczególnych ludzi, poznajemy ich imiona, ich tragiczne często losy; niespełnione miłości, straty najbliższych, tęsknoty i wzruszenia, gdy wracają w rodzinne strony po to tylko, by przekonać się, że niewiele zostało z ich rodzinnego domu. Albo by odnaleźć pozostawione gdzieś pod progiem zabawki, bo kilkadziesiąt lat temu mówiło się, że jeśli coś się w danym miejscu zostawi, będzie można tu wrócić…

Zmusił mnie ten tom opowiadań Katarzyny Enerlich do tego, by przyjrzeć się Mazurom z zupełnie innej strony. Ale też do tego, by inaczej spojrzeć na region Górnego Śląska. Bo przecież i tutaj kryje się mnóstwo podobnych historii. Równie pewnie tragicznych i poruszających. Historii dziś powoli zapominanych, które warto jednak odkryć i zachować. Choćby tylko dla siebie…

Opowiadania zamknięte w tomie „Oplątani Mazurami” to lektura wciągająca i poruszająca. Lektura, która odkrywa przed czytelnikiem mazury nieznane, pokazuje historie zapomniane, zachowuje dla potomnych opowieści ludowe, tradycje Mazur z ich zapachem, smakiem… To lektura warta uwagi…

A przeczytałam w ramach wyzwań: Klucznik (wszak mazurskie jezioro zawsze kojarzy mi się z wakacjami, więc klucznik wakacyjna okładka jest na miejscu), Grunt to okładka (bo przecież wodę z jeziora tu widać), OkładkoweLove.

Advertisements

2 thoughts on “„Oplątani Mazurami” Katarzyny Enerlich, czyli opowieści z mazurskiej prowincji…

    1. Swoja chyba zawsze najlepsza… ja swojej jeszcze nie mam, ale mam kilka pomysłów, gdzie taka moja prowincja mogłaby być…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s