Być jak Pollyanna, czyli buntuję się przeciw polskiemu malkontenctwu i szukaniu dziury w całym

Długo biłam się z myślami, czy w ogóle pisać ten tekst. Ale już nie mam cierpliwości. Musze gdzieś wylać swoje emocje, bo mnie zaraz… no wiecie, co mnie zaraz 😉 Ostatnio miałam (nie)przyjemność przebywać w otoczeniu osób, których główną aktywnością jest… narzekanie. Bo za ciepło, bo za zimno, bo deszcz, bo słońce, bo… Każdy powód jest dobry. Ja wiem, mówi się, że to takie typowo polskie. Ale mnie to denerwuje. Sama ograniczam kontakty z takimi ludźmi. Niestety w moim najbliższym (bo rodzinnym) otoczeniu też są. Tutaj nie da się uniknąć spotkań… Ostatnio już nie wytrzymałam. Musiałam wyjść, jak najszybciej. Przytłoczył mnie ogrom pretensji do świata…

awaria 

Narzekanie – cecha narodowa Polaków

Zaczęło się od niewinnej rozmowy o pogodzie. Polacy tak mają, jak nie ma wspólnych tematów rozmawia się o pogodzie. O tym, że był upał, a potem ulewne deszcze… Upał był zły; nie dało się pójść do sklepu, nie dało się gotować, człowiek był ospały, nie dało się spać, bo w mieszkaniu za ciepło, za duszno, a okien przecież nie otworzę, bo przeciąg. Upał minął i przyszło kilka dni deszczowych i… to źle, bo… nie da się pójść do sklepu, za zimno, nie można otworzyć okna, a wszędzie taka wilgoć, że na pewno za chwilę będzie woda w piwnicy, grzyb na ścianie i pewnie jeszcze przynajmniej sześć innych plag porównywalnych z tymi, co kilka tysięcy lat temu w Egipcie.

Próbuję argumentować, że i słońce potrzebne i deszcz. Że te deszczowe dni po upałach to zbawienie dla roślin (dla ludzi też w sumie), że przecież w końcu można pooddychać spokojnie i się wyspać. Na te moje argumenty kolejnych milion, dlaczego jest źle. Powoli nie wytrzymuję, na końcu języka mam propozycję wyjazdu na stałe gdzieś, gdzie klimat lepszy, ale wiem, że to też nie rozwiązanie, bo każde miejsce też będzie złe…

Wróciłam do domu  z pewnym niesmakiem, ale też z pewną refleksją, że ludzie, którzy tak ciągle narzekają, muszą być strasznie biedni. Naprawdę. Bo nie potrafią się cieszyć. Tak sobie wbili do głowy, że wszystko jest złe, że nie potrafią dostrzegać drobnych cudów. Na przykład tego, że jak zaczęły padać deszcze to kwiaty lekko oklapłe na nowo rozkwitły. Albo tego, że pewnie nie wszystkie rolnicze plony będą zmarnowane z powodu suszy… I tego, że będzie można w końcu pójść na grzyby nazbierać przynajmniej tyle, by starczyło na wigilijna zupę i uszka…

Nie potrafię być taka bierna. Mam świadomość, że to ode mnie zależy moje życie. Wiem, brzmi, jak oklepany frazes, ale tak jest naprawdę. Nie mam wpływu na pogodę, ale mam na mój stosunek do niej. Nie mogę zatrzymać deszczu, ale mogę się z niego cieszyć. A jeśli naprawdę doskwiera mi wilgoć, mogę zaopatrzyć się w specjalne osuszacze do domu, dzięki którym i grzybów na ścianach nie będzie i klimat w pomieszczeniu będzie zdrowszy. O tych osuszaczach dowiedziałam się przez przypadek, gdy weszłam na tę stronę: http://www.osuszacze.watersmile.pl/zastosowanie/dom/. Zapisałam sobie ten adres, bo kto wie, może kiedyś się przyda. Kiedy będę miała dom (ten bukowy koniecznie!), właśnie takie akcesoria mogą okazać się niezbędne, żeby nie musieć narzekać… O wentylatorach na upalne dni, klimatyzatorach czy co tam też pamiętam…

Być jak Pollyanna

Pamiętacie Pollyannę? To bohaterka książki, którą czytałam w dzieciństwie. Nie było jej łatwo w życiu, choć przecież była jeszcze dzieckiem. Ale miała zadziwiającą umiejętność odnajdywania we wszystkim dobrych, pozytywnych stron. To dawało jej radość życia, a ta z kolei sprawiała, że dziewczynka potrafiła być szczęśliwa i choć to życie jej nie rozpieszczało, ona je kochała. I korzystała z niego najlepiej jak potrafiła.

Wolę być jak Pollyanna, dostrzegać drobne radości, z optymizmem i tą niezwykła wrażliwością i czułością patrzeć na świat. Świat jest jaki jest i nic go nie zmieni, jest najlepszy z możliwych, ale to od nas zależy, czy potrafimy to dostrzec i czy potrafimy  z tego skorzystać!

Advertisements

2 thoughts on “Być jak Pollyanna, czyli buntuję się przeciw polskiemu malkontenctwu i szukaniu dziury w całym

  1. Generalnie masz rację, ale czasami się po prostu nie da… bo niby mam wentylator i fajnie jest sobie poleżeć całe dnie pod nim i wyszywać…. i cieszę się, że dużo przez te upały wyszyłam… ale nawet największa przyjemność może stać się koszmarem, gdy po prostu jesteś do niej zmuszona…. gdy jestem pozbawiona możliwości wyboru, bo przez moją chorobę nóg nie mogę się ruszyć nigdzie ani w ten upał (bo sa tak spuchnięte, że nie mogę chodzić – naprawdę!), anie przez śnieg… bo nie jestem w stanie założyć na nogi żadnych butów, tylko szerokie letnie… czasem po prostu każdego to przerasta 😦

    1. Wiesz, ja nie mówię o ludziach, którzy mają prawdziwy powód, żeby narzekać. Z resztą u Ciebie jest tak: na upały narzekasz z powodu choroby, ale jak się troszkę oziębi to już się z tego cieszysz (widzę na fejsbuku). A mi chodzi o ludzi, którym nigdy nie dogodzisz – gorąco źle, bo się nie da oddychać, chłodniej źle, bo zaś truskawki nei rosną, komary latają i nie wiadomo co jeszcze… Takie osoby, które zawsze znajdują powód do narzekań. mnie to wkurza i się od takich ludzi odcinam, zwłaszcza, gdy jeszcze koneicznie muszą ponarzekać, gdy ktos ich słucha. ja nie chcę słuchać wiecznego narzekania, bo mnie cieszy i słońce, i deszcz, i nawet ten cholerny komar;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s