52 zmiany #1: Medytuj!

Kupiłam sobie na urodziny książeczkę Leo Babuaty „52 zmiany”. Idealny prezent na trzydziestkę, prawda? Zwłaszcza, gdy chce się zmienić swoje życie na lepsze… Kupiłam książeczkę, położyłam na biurku  z mocnym postanowieniem korzystania, poprzez stosowanie wskazówek autora. Co tydzień jedna zmiana… Drobna, więc nie powinno być problemu. Ale… książka jak leżała, tak leży…

Ostatnio przeczytałam, że pierwszy września (tak właśnie, nie pierwszy stycznia, a pierwszy dzień września!) to idealny moment na wprowadzanie zmian. I wtedy spojrzałam na lezącą koło mnie książeczkę. I pomyślałam: Może teraz? Żeby bardziej się zmotywować, postanowiłam dzielić się moimi sukcesami (i porażkami!) z wprowadzania zmian na blogu…

52 zmiany

 

Pierwszą zmianą, o której pisze Babauta jest codzienna medytacja. Chodzi o to, by w ciągu każdego dnia znaleźć choć kilka minut na wyciszenie myśli, koncentrację na oddechu. Jak osoba praktykująca (choć ostatnio mało systematycznie) jogę, miałam z medytacją do czynienia już wcześniej. Dla mnie dwie minuty (polecane przez Babautę na początek) to za mało. Lubię się wyciszyć na dłużej. Muszę też zająć odpowiednią pozycję. Choć wielcy jogini podkreślają, że medytacja na krześle jest ok, to ja wolę jednak siedzieć na podłodze. Nie o postawę jednak chodzi. Ma być komfortowa na tyle, by wytrzymać długie siedzenie bez ruchu. I plecy muszą być proste, by wdychane i wydychane powietrze mogło się z łatwością przemieszczać. To właśnie z wdechem przyjmujemy życiodajną, odżywiającą energię. Prawidłowy wydech pomaga zaś oczyścić się z toksyn. Koncentracja na oddechu pomaga uspokoić umysł…

Siadam więc i zamykam oczy (nie trzeba, ale mnie jest łatwiej), koncentruje cała swoją uwagę na oddechu. Wdech-wydech, wdech-wydech. Oddycham głęboko, skupiam się tylko na tym. W mojej głowie wciąż kłębią się myśli, nachalne, walczą o moją uwagę. Ale ja pozwalam im płynąc swobodnie. Nie koncentruję się na ich uspokojeniu, bo to i tak nic nie daje. Wdech-wydech, wdech-wydech. Czasem uwaga ucieka do tego, co jeszcze muszę zrobić albo do tego, co się wydarzyło dziś czy wczoraj. Zauważam to i puszczam te myśli swobodnie, znów koncentruję się na oddechu: wdech – wydech, wdech-wydech. Na początku (albo po przerwie) jest trudno. Ciężko jest przyzwyczaić się do bycia tu i teraz. Tak naprawdę, w pełni. Nie zawsze się udaje, ale powiedzenie, że praktyka czyni mistrza w tym przypadku sprawdza się idealnie… Kiedy poczuję, że myśli gdzieś odeszły, że mój umysł jest spokojny powtarzam mantrę (moja ulubiona to So –Ham, jestem jednością), albo decyduję się na medytację meta (to buddyjska medytacja, dzięki której można wywołać w sobie poczucie prawdziwego szczęścia i… akceptacji i miłości).

Wytrzymuję tyle, ile pozwala mi ciało i przede wszystkim umysł. Na początku niedługo. Może nie te dwie minuty zalecane przez Babautę, ale dziesięć, piętnaście. Wiem, że wraz z regularną praktyką ten czas będzie się wydłużał.

Gdy zamierzam medytować dbam o to, by nic nie zakłócało mi spokoju. Zamykam się w osobnym pomieszczeniu, proszę, by mi nie przeszkadzano. Jeśli wiem, że mam ograniczony czas, nastawiam budzik, by nie musieć martwić się, że nie zdążę. Najlepiej jednak wybrać taki moment, gdy mamy nieograniczony czas i możemy trwać w medytacji tyle, na ile damy radę…

Wiem, medytowanie jest trudne. Bardzo trudne. Doświadczyłam tego wiele razy. Ale wiem też, że im więcej medytuję, tym jestem spokojniejsza. Tym bardziej potrafię dostrzegać piękno świata, jego prawdziwą naturę. Jestem uważniejsza, trwam w teraźniejszości…

Od pierwszego września postanawiam medytować regularnie. Codziennie. Choćby tych piętnaście minut, ale można i dwie na początek. Zachęcam – spróbuj ze mną, a  jeśli chcesz, podziel się wrażeniami, tu w komentarzu albo na facebooku… A 08.09 kolejna notka o zmianach… zaparszam!

P.S. Ciekawe i wartościowe artykuły o medytacji można znaleźć na stronie mojej nieocenionej nauczycielki, dzięki której poznałam piękno medytowania, Patrycji Gawlińskiej KLIK. Dużo na ten temat pisze też Maciej Wielobób KLIK.

Advertisements

2 thoughts on “52 zmiany #1: Medytuj!

  1. Jestem zbyt nerwowa na tego typu ćwiczenia… poza tym mam wrażenie, że zabierają mi one cenny czas, który mogę poświęcić na rzeczy bardziej praktyczne – na przykład na podziwianie tego, co wokół mnie 😉

    1. nauczyciele medytacji mówią, ze jeśli masz czas – medytuj pół godziny, jesli nie – godzinę;)

      A tak serio, też byłam nerwowa, ale powoli się uczyłam wysiedzieć 5, 10, 15 minut. Czasem udaje się, tak naparwdę bez zwracania uwagi na swoje myśli i godzinę… A po medytacji, jestem spokojna, pełna energii… No i dzięki medytacji zmysły się wyostrzają, potrafimy widzieć, słyszeć, czuc itd. bardziej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s