Listy, czy warto je robić? – o książce „Sztuka planowania” Dominique Loreau

Zachęcona lekturą „Sztuki prostoty”, która po prostu podbiła moje serce, postanowiłam przeczytać kolejną książkę tej autorki. Mój wybór padł na „Sztukę planowania”. Liczyłam, że dzięki temu uda mi się bardziej zapanować nad swoim czasem. Tytuł okazał się jednak mylący, bo o samym planowaniu tak naprawdę było tu niewiele. Właściwie cała książka poświęcona była robieniu list…

listy 

Autorka przekonuje, że warto robić listy różnego typu. Zachęca do założenia specjalnego notatnika, w którym będziemy tworzyć kolejne listy: marzeń, planów, ulubionych miejsc, wydarzeń, które już miały miejsce… Loreau udowadnia też, że tak naprawdę listy towarzyszą nam niemal codziennie. Oczywiście jedni korzystają z nich bardziej, robiąc właśnie takie zbiory swoich marzeń, celów do zrealizowania, zadań do zrobienia… Inni ograniczają się do list ważnych numerów telefonów, adresów czy choćby list zakupowych. W sumie, trudno nie przyznać w tym względzie racji autorce…

Czy warto tworzyć listy?

Cała książka „Sztuka planowania” to tak naprawdę ciągłe namawianie do tworzenia list różnego rodzaju. Autorka podaje mnóstwo przykładów na to, jakie listy można tworzyć. Nie do końca mnie to przekonuje, bo jednak zapisywanie w tabelce kiedy, z kim i w jakiej restauracji jadłam obiad wydaje mi się troszkę bez sensu. Niemniej muszę się zgodzić z autorką, że listy warto tworzyć.

Po pierwsze dlatego, że pozwalają odciążyć pamięć. Tworzę listy ważnych adresów (w adresowniku), tworzę listy zakupów…

Ponadto tworzenie list pomaga w osiągnieciu celów, realizacji marzeń. To, co napisane, a więc dobitnie uświadomione, ma większą moc. Zapisujemy te marzenia, które naprawdę chcemy spełnić, a gdy już znajdą się na naszej liście, przekształcają się w plany. Bardzo realne. Te cele do realizacji można później rozpisać na mniejsze kroki, ale to już zupełnie inna historia.

Tworzenie list może mieć też swego rodzaju funkcję terapeutyczną. Czasami pomaga „dokopać się” do pewnych spraw, których na co dzień sobie nie uświadamiamy. Pomaga nam przyjrzeć się samym sobie lub swojemu otoczeniu z bliska. Dotarło to do mnie, gdy zaczęłam tworzyć w zakupionym od Madamy specjalnym zeszycie do tworzenia list jedną z nich pod tytułem: co cenię w swoim tacie… Wecie, że ta lista naprawdę dała mi do myślenia?

Inspirujące i praktyczne listy

Wspomniany zeszyt do tworzenia list kupiłam pod wpływem impulsu. Troszkę to paradoksalne, bo dzięki listom, które w nim zapisuję udaje mi się uniknąć innych impulsywnych zakupów. To bardzo praktyczne. Widzę jakiś gadżet, ubranie, cokolwiek. I nie kupuję. Zerkam na listę moich drobnych zachcianek i rzeczy potrzebnych. I… jeśli danej rzeczy tam nie ma, jeszcze raz zadaję sobie pytanie, czy naprawdę ją chcę. A jeśli tak – zapisuję na listę, żeby przespać się z myślą o zakupie. Po kilku dniach przeglądam listę jeszcze raz. Skreślam, odhaczam… jeśli dana rzecz przejdzie selekcję – kupuję.

Ponadto na listę zachcianek trafiają także rzeczy podejrzane w Internecie. Czasem t drobiazgi: ot choćby kubek z Kubusiem Puchatkiem. Wiem, że niedługo będę musiała kupić sobie nowy, duży kubek na herbatę. Stary za chwilę będzie tak obtłuczony, że po prostu będę musiała go wyrzucić. W sieci wpadł mi w oko jeden, na jakimś zdjęciu. Zapisałam to, by nie zapomnieć, ale też by nie musieć zawracać sobie głowy pamiętaniem o tym gadżecie…

Dotyczy to też rzeczy większych. Na przykład moich pomysłów na urządzenie przyszłego domu, czy mieszkania. Lubię przeglądać katalogi sklepów meblowych, czasem takie odwiedzam. Przeglądam strony takie jak http://www.kuchniewarszawa.com.pl/ w poszukiwaniu inspiracji do tego, jak wyposażyć swoją kuchnię. Szukam w sieci zdjęć ciekawych aranżacji łazienek, salonów, pokoju dziecka. I zapisuję na listę te rozwiązania, które mi się podobają. Będzie jak znalazł w przyszłości. Za tych kilka lat…

Wracając zaś do notatnika. Znalazło się tu około 50 list do uzupełnienia oaz kilka wolnych stron na stworzenie własnych list (u mnie to wspomniane zachcianki, pomysły na notki blogowe, prace scrapowe). Wśród tych gotowych list są takie, które pomogą skonkretyzować marzenia, czyli na przykład lista marzeń, lista celów do realizacji w jakimś konkretnym okresie. Ale są też listy wymagające zastanowienia się nad samym sobą, nad swoimi prawdziwymi uczuciami, listy wymagające nieco kreatywności: co bym zrobiła, gdybym wygrała 1.000.000 złotych albo lista potraw, które chciałabym spróbować…

Podsumowując…

Nigdy nie byłam fanką list. Walały mi się na jakiś karteczkach wszędzie: na biurku, w szufladach, w torebce, w kieszeniach. Teraz mam je wszystkie razem. I tworzę z przyjemnością! Wiem, po co (to dzięki książce Loreau), wiem, jak… I muszę przyznać, że czuję, że dzięki tym listom panuje wokół mnie i w mojej głowie (!), większy porządek. To początek mojej przygody z listami, ale już wiem, że to po prostu ma sens. Dlatego gdy zapełnię ten gotowy notatnik, założę pewnie kolejny, grubszy…

 

Advertisements

2 thoughts on “Listy, czy warto je robić? – o książce „Sztuka planowania” Dominique Loreau

    1. Kupiłam ten zeszycik z ciekawości i powiem szczerze… naparwdę się przydaje. nie szukam tych wszystkich swoich pomysłów wszędzie… Nie gubię ich… Mam je na biurku, pod ręką. jest super!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s