Minimalizm wirtualny

Ostatnio pisałam o tym, że zablokowałam i usunęłam kilku znajomych na Facebooku. Zrobiłam to, bo nie chcę mieć kontaktu z ludźmi, którzy nie szanują samych siebie i przez to właśnie nie szanują też innych. Ania w komentarzu napisała mi, że taki przegląd i, nieładnie mówiąc, „selekcję” robi raz na jakiś czas, bo po prostu szkoda jej czasu i energii na czytanie rzeczy, które sprawiają, że nie jest szczęśliwa. Postanowiłam więc bliżej przyjrzeć się wszystkiemu, co przeglądam w sieci i… doszłam do wniosku, że w moim przypadku najlepiej sprawdzi się… wirtualny minimalizm!

telefony 

Uzależnienie od sieci i złudzenie natychmiastowości

Nie chcę tu pisać jakiś niebywałych truizmów, że Internet jest zły, że zabiera czas i odciąga nas od prawdziwego życia, bo to nie do końca tak jest. Prawda jest taka, że siec nie może nam zabrać czasu. To my sami go sobie zabieramy, siedząc wciąż z nosem w sieci. I w sumie nie ma  wtym nic złego, jeśli Ci to nie przeszkadza, jeśli taki sposób spędzania czasu daje Ci poczucie spełnienia. Są sytuacje, w których sieć jest opcją jedyną z możliwych: kiedy nie masz innej możliwości kontaktowania się ze światem. Sama też czasem jestem w takiej sytuacji: mam kilku znajomych, z którymi mogę komunikować się właściwie jedynie na Fejsbuku. Dlaczego? Bo listy tradycyjne za granicę (zwłaszcza za tę granicę) idą długo, bo połączenia telefoniczne są drogie (najdroższa strefa). Pozostaje Internet – prawie za darmo (nie licząc abonamentu, który płacimy miesięcznie), dostępny o każdej porze, natychmiast.

Inna sprawa, że ta natychmiastowość sieci też jest złudna. Żeby doszło do interakcji ta druga osoba musi odpowiedzieć od razu. Tego podświadomie oczekuję, bo tego nauczył mnie właśnie Internet. Tymczasem zapominam, że są strefy czasowe, że osoba po drugiej stronie przecież ma jakiś ustalony tryb dnia, że kiedy ja spokojnie pisze te notkę, bo właśnie wstałam, ten ktoś mógł już położyć się spać. Albo inaczej; jest właśnie w trakcie wypełniania obowiązków zawodowych, je obiad lub relaksuje się po pracy na spacerze, siłowni, na spotkaniu z przyjaciółmi czy rodziną…

Dopiero, kiedy to zrozumiałam, pozbyłam się swego rodzaju egoizmu. Nieco niezdrowego chyba, bo polegającego właśnie na pragnieniu natychmiastowej odpowiedzi, natychmiastowego efektu. A potem przyszła refleksja, że to przecież właśnie Internet (i inne tak zwane nowe technologie: telefony komórkowe, telewizja, radio) nauczyły mnie tej dziwnej postawy: wszystko musze mieć już, natychmiast. A to dlatego, że korzystając z chata, piszę do ekranu komputera, mojego komputera – rzeczy, która jest całkowicie mi podporządkowana. Zapominam, że po drugiej stronie jest… drugi człowiek!

Jeszcze gorzej jest, gdy wsiąkniemy w sieć tak bardzo, że zapominamy o tym, co realne, co obok nas. Ostatnio trafiłam na krótki fragment wypowiedzi adwokata z kancelarii Anny Blach – ofertę tej kancelarii a także wspomnianą wypowiedź znajdziecie na stronie: http://www.blach-kancelaria.pl/ – na temat tego, że coraz częściej media społecznościowe stają się… przyczyną rozwodów. Adwokat mówił o tym, że wszelkie portale społecznościowe (i randkowe) sprzyjają zawieraniu owych znajomości. Łatwo jest znaleźć kogoś, kto ma podobne zainteresowania, podobny sposób myślenia (temu w końcu mają służyć takie serwisy). Jeszcze łatwiej jest zapomnieć, że ta znajomość jest wirtualna. Wiem, czasem można znaleźć w ten sposób tę swoją drugą połówkę. Sama znam kilka przykładów. Baaaa… sama kiedyś poznałam właśnie w sieci osoby, z którymi kontakt utrzymuję do dziś i z którymi łączą mnie relacje jeśli nie przyjacielskie to przynajmniej bardzo bliskiego koleżeństwa. I w takim poznawaniu ludzi nie ma nic złego, pod warunkiem, że nie zapominamy o tym, co dzieje się wokół nas, o rodzinie, przyjaciołach i znajomych z tak zwanego realu.

 

Mniej, żeby mieć więcej – wirtualny minimalizm?

Mam szczęście, bo dziecko skutecznie sprowadza mnie na ziemię. Kiedy zamiast się z nim bawić, w czasie, gdy powinnam być cała jego, zajmuję się kompulsywnym sprawdzaniem na telefonie powiadomień z Fejsbuka, przeglądaniem blogów, czytaniem maili albo tylko sprawdzaniem, czy aby na pewno jakiś nowy nie przyszedł, Młody po prostu upomina się o należną mu uwagę. Kiedy ostatnio powiedział: odłóż ten telefon i zrób ze mną wodospad w piaskownicy, poczułam się, jakbym dostała gruba pałką w głowę. A potem zrozumiałam, że przez takie uzależnienie od sieci, od ciągłego sprawdzania, co słychać, choć przecież większość publikowanych na Fejsbuku informacji wcale mnie nie interesuje, tracę coś dużo cenniejszego…

No i postanowiłam, zgodnie z tym, co w komentarzu napisała Ania, skoncentrować się w sieci tylko na tym, co sprawia mi radość. Zaczęłam od czyszczenia Fejsbuka: co godzinę sprawdzam, co tam słychać i… rezygnuję z obserwacji stron, z których wiadomości mnie denerwują lub po prostu nic mi nie wnoszą. Po dwóch dniach takiej czystki ilość powiadomień z Fejsbuka zmalała drastycznie, a mnie przejrzenie tego, co nowe nie tylko zajmuje mniej czasu, ale też sprawia więcej radości. Ze znajomymi to samo: poblokowałam tych, którzy udostępniają treści, które w jakiś sposób mnie denerwują, pozbawiają energii, wprowadzają w zły nastrój. Nie chodzi o to, że ktoś ma inne poglądy niż moje. To w końcu wyjście do konstruktywnej dyskusji. Chodzi o to, by nie szerzyć jakiejś chorej, moim zdaniem, nienawiści do wszystkiego i wszystkich. A niestety i takie osoby u mnie w znajomych były…

Zrezygnowałam z kilku aplikacji na telefon: nie przeglądam już blogów na smartfonie, bo… źle mi się komentowało, zbyt mały ekran jest niewygodny i znów; traciłam czas na kompulsywne sprawdzanie czy coś nowego się pojawiło. W planach mam zresztą wyczyszczenie także listy blogów obserwowanych. Dużo więcej czasu zabiera mi odhaczenie, że notka przeczytana, niż tak naprawdę czytanie tego, co lubię. Jest dosłownie kilka blogów, które czytam z zainteresowaniem. Do tego dochodzi kilkanaście, może kilkadziesiąt (ale bliżej dwudziestki, trzydziestki) blogów craftowych, które mnie inspirują. Kilka książkowych, z których korzystam, gdy szukam ciekawej lektury… Tyle. Po co więc trzymać w czytniku więcej? No i blogi przeglądam raz na jakiś czas. Gdy mam chwilę wolnego siadam z kawą lub dobrą herbatą  i sobie czytam…

Nie chcę (i nie mogę, bo to moje narzędzie pracy!) całkowicie zrezygnować z korzystania z sieci. Ale wiem, że mogę to robić bardziej świadomie. W taki sposób, jak ja chcę. Dotarło do mnie (w końcu!), że to nie Fejsbuk, nie Internet rządzi moim czasem. Że to ja nim rządzę i to ja, tylko JA, mogę zdecydować czy i kiedy CHCĘ z niego korzystać…

Wczoraj ktoś udostępnił na Fejsbuku fajną grafikę. Tekst był mniej więcej taki: Mój profil jest jak restauracja, w której wybierasz, co chcesz zjeść. Nie smakują Ci dania podawane – wybierasz inną knajpę. Nie musisz obserwować mojego profilu, możesz pójść gdzie indziej, tak jak idziesz do knajpy, w której podają to, co Ci smakuje. Otóż to! Chodzę tylko do knajp ze zdrowym i dobrym jedzeniem. W sieci więc też chcę wybierać tylko to, co dla mnie zdrowe, mądre, co sprawia mi radość!

 

 

Advertisements

2 thoughts on “Minimalizm wirtualny

  1. Uważam, że internet ma być między innymi źródłem radości – jest wokół nas tyle przykrych spraw – po co więc denerwowac się jeszcze wtedy, gdy zagladam do sieci? Dlatego robię co jakiś czas tę brzydką „selekcję”, ale po prostu nie chcę mieć kontaktu z pewnym typem ludzi… no nie chcę i już…

    A tak na marginesie – swojego Marcina poznałam na czacie Interii 🙂 Jesteśmy już razem prawie 13 lat, więc internet chyba nie jest taki zły 😛

    1. Ależ oczywiście, ze może być. Internet może być źródłem wielu rzeczy! Przedew szystkim od nas zależy, czym stanei się dla nas. To my decydujemy, które treści chcemy z tego Internetu wybierać. Własnie dlatego robię co jakiś czas przeglad znajomych/blogów/odwiedzanych stron…

      Hehe… też mam na koncie kilka znajomości internetowych. Jedna omal nie skończyła się ślubem. Nie było nam po drodze, ale wspominam tę znajomość bardzo miło… Inne znajomości sa podtrzymwyane tylko dzięki sieci… I też mnie to cieszy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s