Blaski i cienie nowych technologii

Może to niedawna wizyta w górach, może przesyt informacji płynących z telewizji czy Fejsbuka, a może po prostu wynik głębszych przemyśleń, które gdzieś tam, kiedyś zakiełkowały w mojej głowie, a teraz, uformowane w odpowiednim kształcie mogą w końcu ujrzeć światło dzienne. Grunt, że jakoś tak temat nowoczesnych technologii zaprząta mi myśli. I czuję, że muszę o tym napisać. Muszę się z Wami podzielić tym pewnym dyskomfortem, który wynika z faktu, że te wszystkie nowoczesne technologie coraz bardziej nas otaczają. Prawda jest jednak taka, że nie mogę powiedzieć, że są do końca złe, bo byłoby to niesłusznym uproszczeniem. A
więc… o co chodzi?

mobile hoder 

Łatwa informacja nieidealna…

Bez nowych technologii współczesny świat by nie istniał. Nie byłoby tak szybkiego, tak swobodnego przepływu informacji. Z drugiej strony… może wtedy byłoby lepiej? Czytałam książki Kapuścińskiego – niekwestionowanego guru polskiego reportażu. Książki dopracowane, przemyślane. Bo nie pisane na kolanie, ale tworzone z zebranego podczas podróży materiału, który później raz jeszcze został przeanalizowany, odpowiednio ułożony, zredagowany. Przede wszystkim jednak reportaże te pisane były po zapoznaniu się z całą sprawą, z całą sytuacją, a nie z jej fragmentami. Owszem, dziś także jest kilku naprawdę niezłych polskich reporterów – tworzą swoje teksty (czy to pisane, czy radiowe, czy telewizyjne) po naprawdę dokładnym poznaniu tematu. Ale są też i tacy, którzy chwytają się jakiegoś newsa, czasem nawet niesprawdzonego, budując na nim historię, która już, natychmiast musi trafić do sieci (często tego wymaga redakcja). A potem… potem informacja zaczyna żyć własnym życiem, nawet jeśli autor zorientuje się, że podał informacje nieprawdziwe albo że powinny pojawić się w innym kontekście… I tyle krzywdy się takimi informacjami robi…

Nie dotyczy to zresztą dziennikarzy, bo przecież my sami także tyle rzeczy bezmyślnie czasem ładujemy do sieci. Wystarczy wspomnieć choćby o rodzicach, którzy z radością umieszczają na Fejsbuku zdjęcie swojego dziecka. Zdjęcie, dodajmy, pod tytułem; „pierwszy raz na nocniku” i tym podobne. No kurczę, przecież za kilka, kilkanaście lat ktoś to wygrzebie. A potem… potem słyszymy o samobójstwach nastolatków, bo do sieci ktoś wpuścił jakiś niefajny filmik, ośmieszające zdjęcie. Naprawdę chcesz narazić na to swoich bliskich?

Mimo wszystko pozytywnie?

Z drugiej strony mamy jednak mnóstwo przydatnych aplikacji mobilnych: GPSy, Endomondo (ostatnio przeze mnie często używane, nie tylko dla własnej satysfakcji, ale i dla akcji Pomoc mierzona kilometrami i tym podobnych), mamy łatwy dostęp do banku, do wszelkich informacji (choć tu raczej namawiam, na krótki odwyk, ale i tym chyba też jeszcze będzie osobny post…).

Z punktu widzenia biznesu, prowadzenia firmy, też nowoczesne technologie wydają się być zbawienne. Jakże łatwiejsze jest budowanie odpowiednich, długofalowych relacji z kontrahentami i z klientami. Wystarczy wykorzystać różnego rodzaju aplikacje, jak choćby ta: http://www.chromecrm.com/blog/najlepszy-mobilny-crm-operacyjny/. Jakże łatwiej jest kierować swoim przedsiębiorstwem, wszystkimi jego działami, wykorzystując różnego rodzaju programy do zarzadzania, planowania, kontrolowania budżetu. Te ostatnie zresztą, troszkę może zmodyfikowane, świetnie nadadzą się też do kontrolowania własnego budżetu, domowego. A nawet… do zarządzania domowymi zasobami ludzkimi: planowania kto, gdzie i kiedy ma zajęcia (uwierzcie, u mnie w rodzinie jest jedno dziecko i przynajmniej troje ludzi, którzy lubią spędzać czas aktywnie, choć nie zawsze tak samo. Zrobienie odpowiedniej rozpiski, kto, gdzie, co i kiedy jest… trudne!), robienia grafiku, kto za jakie obowiązki domowe jest odpowiedzialny. Bo prawda jest taka, że zarządzanie domem nie jest niczym innym, jak zarządzaniem przedsiębiorstwem, może w trochę mniejszej skali, może trochę inaczej, ale jednak…

Nie przekonałam się do kalendarza Google, wolę formę tradycyjną. Choć może jednak… Może to będzie w jakiś sposób funkcjonowało? Warto spróbować raz jeszcze (jak wyjdzie – dam znać!). Ale korzystam z innych aplikacji. I wiem, że potrafią one ułatwić życie.

Zawsze masz wybór!

A mimo to staram się ograniczać wpływ nowych technologii na to, co robię. Jak? Otóż wychodzę z założenia, że zawsze mam wybór: to ja decyduję, co robię i z czego korzystam. Niedawno byłam w sytuacji, w której miałam wrażenie, że nowe media dyktują mi, co mam robić, co kupić, co zjeść, co myśleć… Ja, która studiowałam przecież komunikację w nowych mediach, która zdaję sobie sprawę ze wszystkich mechanizmów, jakie tymi mediami rządzą! A potem przyszła refleksja: jeśli ja daje się zapętlić, to co mają powiedzieć ci, którzy do odbioru nowych mediów przygotowani w żaden sposób nie są? Szkoła tego nie uczy… Studia (z wyjątkiem takich, jak moje) też raczej nie… W domu? W domu nie ma kto, bo rodzice też dają się zapętlić…

Jestem zdania, że powinna być obowiązkowa edukacja medialna. Bardziej konieczna w szkole niż chemia, fizyka, biologia czy historia. Po to, żeby każdy był w stanie znaleźć sobie informacje na temat tych wszystkich przedmiotów. I by potrafił oddzielać technologiczne, medialne ziarna od plew… Bo to właśnie media, a nie historia (której zresztą uwielbiałam się uczyć i o której uważam, że każdy powinien mieć podstawy, ale to wystarczy jednak) otaczają nas zewsząd i to one mają decydujący wpływ na to, jak wygląda dzisiejszy świat…

P.S. Temat nowych mediów nie znika, zastanawiam się nawet nad tym, czy nie poświęcić im osobnej kategorii. Ale obiecuję – następna, niedzielna już notka, w zupełnie innym klimacie… W oderwaniu od medialnego szumu!

Advertisements

2 thoughts on “Blaski i cienie nowych technologii

  1. Zawsze mamy wybór… pozbyłam się telewizora 12 lat temu, teraz czasami oglądam u Mamy – tzn. przeważnie raz na dwa miesiące, głównie latem, jakiś kabareton… teraz namiętnie Rolnika… raz w tygodniu… i złapałam się na tym, że dobrze, że nie mam telwizora, bo gdy skończy się konkretny program, to człowiek siedzi dalej i patrzy na te durne reklamy… albo jeszcze durniejszy serial… z wnętrzami z żurnala, ludźmi, co po studiach mają pracę i samochody… i niektózy wyobrażają sobie, że ten pokazywany świat jest prawdziwy…

    Od internetu nie ucieknę – głównie przez chorobę, cały czas prawie spędzam w łóżku, laptop na kolanach ratuje mnie przed chorobą psychiczną… ale wiem, że mogę wybierać i że to zawsze moja decyzja i mój wybór…

    O dziennikarzach nie napiszę, bo teraz już nie ma prawdziwych… są tylko hieny wysyłająe zdjęcia z wypadków – im większa sensacja, tym lepiej… 😦

    1. No niestety z tym ostatnim się zgodzę – dziennikarstwa prwdziwego brakuje. Znajdą się jeszcze pewni mistrzwie. Moim zdaniem to na przykład M. Domagalik z jej wywiadami w „Pani”. Ale większa część to niestety ludzie, którzy gonią za szybką i niestety niesprawdzoną sensacją… I dlatego szybko zrezygnowałam z dziennikarstwa, choć taki pomysł na życie też miałam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s