52 zmiany #4 – Giętki umysł

Spacerowaliście? Ja tak, choć w sumie to nawet nie wiem, czy codziennie… Za to już wiem, jak to sprawdzić, jak kontrolować wprowadzanie tych wszystkich zmian. No i przy okazji… jak się zmotywować. O tym pewnie już wkrótce. Dajcie mi chwilę, bo muszę ogarnąć się po tygodniu wyciętym z życiorysu… To właśnie przez pewne zamieszanie nie było obiecanej niedzielnej notki. Ale… co się odwlecze… znacie to przysłowie, prawda?

Mogłabym napisać tę notkę dzisiaj. Ale dziś przecież wtorek. A skoro wtorek, to… kolejna zmiana wg. Leo Babauty. Dziś będzie trudno. Tak, trudniej niż z medytacją i spacerami. Dziś… ćwiczymy umysł!

firanka

Nie twórz wizji, oczekiwań!

Ktoś pewnie zaraz powie, że medytacja też jest ćwiczeniem umysłu. A owszem. Poza tym, jeśli ktoś praktykował medytację regularnie, bezie miał dzisiaj łatwiej. Bo dziś musimy zacząć tłumaczyć samym sobie, że nasze oczekiwania niekoniecznie musza pokrywać się z rzeczywistością. A przede wszystkim – nie muszą wywoływać frustracji!

Babauta sugeruje (a ja, po przemyśleniu się z nim zgadzam!), że nasze drobne niezadowolenia (choć te większe chyba też!) wynikają z faktu, że my, czyli w tym przypadku nasz umysł, na coś się nastawiamy. Na przykład oczekujemy, że mąż, żona, dziecko, mama, siostra, współlokator itd. posprząta po sobie naczynia. A jak tego nie zrobi to… no wkurzamy się po prostu! Podobnie jest, gdy oczekujemy, że: szef będzie nas chwalił, zakwitną kwiatki, pani w sklepie się uśmiechnie, zamówiona paczka przyjdzie za godzinę, dziś dostaniemy fajna pracę, zmienimy mieszkanie, pojedziemy w góry, na wakacje… Oczekujemy tego, przyzwyczajamy się do tej myśli, a potem… coś jest nie tak. I co wtedy? Wkurzamy się. Najczęściej na cały świat, który, tak Bogiem a prawdą, nie jest niczemu winny. Bo winni jesteśmy my sami przez to właśnie, że już zdążyliśmy sobie wmówić, że będzie tak, jak to sobie wymyśliliśmy.

Ba… moja teoria na ten temat jest taka, że często to przez nas i nasze decyzje jest inaczej, ale ten temat zostawmy, bo dziś nie o tym…

Babauta zachęca, by w tym tygodniu uwolnić się od nastawienia, które się pielęgnuje w sobie. I tu dochodzimy do sedna, czyli… jak to zrobić?

Po pierwsze trzeba uświadomić sobie problem i podjąć decyzję o chęci zmiany. Dalej Babauta namawia, by zrobić listę rzeczy, które nas irytują. U mnie będzie to na przykład: kubek zostawiony przez kogoś na stole, bałagan na biurku męża (biurka nie używam, ale bałagan mnie wkurza), dzwonek telefonu, gdy pracuję. Wystarczy na początek. Co dalej – dalej Babauta sugeruje, by stworzyć jakiś symbol tych wyzwalaczy. Nie tłumaczy dlaczego, podejrzewam, że ma to pomóc w uświadomieniu sobie, o co chodzi. Kiedy znów pojawi się ten czynnik wywołujący irytację, zamiast poddać się tej emocji należy ją obserwować (medytacja się kłania – kiedy praktykujesz medytację łatwiej jest obserwować to, co dzieje się w Twojej głowie niejako z boku), nie trzymać się jej kurczowo. Obserwować i… oddychać. Warto też sprawdzić, jakie nastawienia, oczekiwania wobec innych pielęgnujemy – możne chcemy, by było idealnie czysto, może chcemy, by ikt nam nie przeszkadzał, gdy mamy ważną pracę (tylko skąd ktoś może wiedzieć, że właśnie teraz usiadłam do kompa?!? A jak chcę, żeby mi nie przeszkadzał, czemu nie wyłączę telefonu?!?)… A na koniec… po prostu trzeba zaakceptować świat taki, jakim jest. I tyle. Nie muszę się wkurzać, bo ktoś zostawił kubek z niedopitą kawą. Mam dwa wyjścia: albo zostawiam ten kubek tam, gdzie stoi, albo sama go włożę do zmywarki, jeśli jego obecność na stole ta mi przeszkadza. Włożenie kubka do zmywarki nie kosztuje nic. Jeden skłon (który mogę wykorzystać, by rozciągnąć mięśnie pleców ;).

Historia pewnej jajecznicy

Może przykład kubka wydaje się trywialny. Ale prawda jest taka, że zmiany trzeba wprowadzać powoli. Dziś pozbędę się uczucia poirytowania z powodu kubka, jutro to będzie brak oczekiwania wobec innych ludzi, by byli wiecznie uśmiechnięci, a pojutrze kwestia… pięciu rodzajów jajecznicy w pięciogwiazdkowym hotelu.

Ten ostatni przykład autentyczny: idealny przykład na to, jak można spieprzyć sobie wakacje z powodu oczekiwań, które naprawdę nie mają znaczenia. W Turcji, w hotelu, na wakacjach All Inclusive jeden pan z wycieczki robił rezydentce awanturę: bo na śniadanie były trzy rodzaje jajecznicy (różniły się dodatkami, jedna z cebulą i pomidorem, jedna z jakimiś innymi warzywami, jedna klasyczna, na boczku). Przez pół pobytu na chodził wkurzony, bo wymagał, by takich jajecznic do wyboru było pięć… I warto dodać, że oprócz jajecznicy na stole było mnóstwo innego, naprawdę dobrego jedzenia, a głód był stanowczo ostatnią rzeczą, którą podczas tych wakacji się odczuwało…

I wiecie co? Naprawdę nie chcę być jak ten pan od jajecznicy. Zamiast denerwować się tym, że akurat dziś nie ma jajek z pieczarkami, wole cieszyć się smakiem pysznych, soczystych pomidorów, które tam smakowały wyśmienicie. I jeszcze tym, że śniadanie jem w promieniach słońca, z bliskimi ludźmi. I ze za chwilę jadę na fajną wycieczkę albo walne się na leżaczku nad basenem z drinkiem z palemką i książką… Po co tracić energię na frustrację z powodu oczekiwań na rzeczy, na które i tak nie mam większego wpływu???

Ja w to wchodzę!

Advertisements

2 thoughts on “52 zmiany #4 – Giętki umysł

  1. Trzeba po prostu cieszyć się tym, co przynosi nam każdy dzień… u nas to czasem rozciąga się do granic absurdu – np. kilka lat temu cieszyliśmy się z wyjazdu na pogrzeb wujka, bo dzięki temu mogliśmy na koniec sierpnia pojechać na piękną wycieczkę w poznańskie…. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s