Na co do kina? – „Marsjanin” Ridleya Scotta

Dawno nie pisałam  żadnym filmie. Jakoś tak, że kiedy coś fajnego było akurat w kinie, miałam mnóstwo innych zajęć, a kiedy w końcu chciałam pójść do kina – nie było w repertuarze niczego, co by mnie zainteresowało. Teraz właściwie też miałam inne plany, ale mąż mnie wyciągnął, wybierając „Marsjanina”, na którego sama pewno bym nie poszła. Jak się okazało (jak zwykle zresztą), mąż znów wybrał całkiem niezły film…

O tym, że NASA (a pewnie i agencje z Chin i Rosji też) planują już pierwsze loty załogowe na Marsa, czytałam jakiś czas temu. Przygotowania mają potrwać jeszcze kilka lat. Na razie w kosmos wysłano astronautów, którzy w przestrzeni pozaziemskiej mają spędzić rok. Tyle czasu powinna zająć marsjańska misja. Chodzi o to, by sprawdzić, jak tak długie przebywanie w kosmosie może wpłynąć na organizm ludzki. Oprócz tego pewno pracuje się nad odpowiednimi statkami kosmicznymi (dużym problemem jest kwestia nie tyle dotarcia do Czerwonej Planety, co raczej start z niej i powrót na Ziemię). Jedno jest jednak pewne. Możemy spodziewać się, że człowiek na Marsie stanie jeszcze za naszego życia…

 

W tym kontekście historia opowiedziana w filmie „Marsjanin”, choć wciąż mieści się w konwencji science-fiction, nie jest wcale tak wydumana i nierealna, jakby się mogło wydawać. Oto od pierwszego kadru przeniesieni zostajemy właśnie na Marsa. Widzimy tutaj załogę amerykańskiego statku kosmicznego, której celem jest zbadanie Czerwonej Planety. W wyniku burzy piaskowej załoga traci kontakt z jednym z uczestników misji. Musi się ewakuować zostawiając martwego, jak im się wydaje, kolegę na Marsie. Traf chciał jednak, że kosmonauta nie zginął. Teraz zdany jest tylko na siebie i na swoją wiedzę. To ona i pomysłowość pozwalają mu przetrwać w skrajnie nieprzyjaznych warunkach na planecie, na której przecież nie ma nawet tlenu…

 

W międzyczasie oczywiście NASA dowiaduje się, że zostawiony na Marsie kosmonauta żyje i próbuje zorganizować akcję ratunkową. Czy to się uda? Czy tytułowy „Marsjanin” wróci na Ziemię? Z jakimi problemami będzie musiał się borykać? Jak uda mu się przeżyć tak długo na Marsie? Na te pytania odpowiedzi uzyskacie wybierając się na film…

 

Choć nie jestem fanką tego akurat gatunku filmowego, mogę film polecić. Mimo, iż nie da się powiedzieć o akcji, że jest wartka (do kolejnych odcinków o Bondzie raczej nie da się tego filmu porównać), to film trzyma w napięciu. Reżyser umiejętnie gra tu na ludzkich emocjach, choć obraz przecież wcale nie jest ckliwy. Mogę powiedzieć: jest dokładnie taki, jaki powinien być. Oglądałam w 3D, więc mogę też pochwalić efekty specjalne, scenografię, ale przede wszystkim na brawa zasługuje pomysł na taki scenariusz…

 

Przy okazji film zmusza też do zastanowienia się nad takimi kwestiami, jak zachowanie w  obliczu śmierci. Główny bohater mówi, że w sytuacji, gdy wiesz, że zginiesz możesz zrobić dwie rzeczy: poddać się lub zacząć walczyć… No i jeszcze kwestia tego, jak tak długie przebywanie zupełnie samemu może wpłynąć na psychikę – to chyba ten z aspektów lotów kosmicznych, który mnie osobiście interesuje najbardziej…

 

Film idealny na jesienne weekendy. Jeśli więc nie macie planów na ten nadchodzący – idźcie do kina. Warto!

 

A jeśli komuś spodoba się historia, może też kupić książkę… 😉

Reklamy

One thought on “Na co do kina? – „Marsjanin” Ridleya Scotta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s