O wszystkich smakach prowincji…

Wsiąkłam w świat „Prowincji…” Katarzyny Enerlich. Te książki wciągają mnie tak bardzo, nie pozwalają od nich odejść na dłużej… Za każdym razem, gdy wchodzę do biblioteki, by oddać właśnie przeczytaną książkę z tego cyklu, sięgam po kolejną… Kuszą pięknymi okładkami, ale też historią, która wydaje się być pisana przez życie. Historią zwykłą i niezwykłą zarazem. Tym razem sięgnęłam po „Prowincję pełna smaków”, czyli czwarty tom serii…

DSCN0289 

 

Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, co tak bardzo przyciąga mnie do tych opowieści. Być może fakt, że Ludmiła, główna bohaterka książek, jest bardzo do mnie podobna, choć przecież jakieś dziesięć lat starsza? A może ten klimat prowincji – atmosfera spokoju, życia w zgodzie z rytmem natury? Mogą to też być piękne myśli, warte zapisania, zapamiętania, których na kartach powieści jest tak dużo, że nie starcza miejsca w kalendarzu, by je wszystkie zanotować. A w przypadku „Prowincji pełnej smaków” jeszcze przepisy kulinarne, wplecione tak jakby mimochodem w tok opowiadanej historii…

Wiem jedno – czuję jakąś ogromną ochotę, by przeczytać wszystkie książki serii niemal jednym cięgiem. Nie jest tak, że czytam je jedna po drugiej od razu. Pozwalam sobie odpocząć od bohaterów, bo boję się, że będę miała przesyt. Bo trochę jednak czasem bohaterowie mnie denerwują, bo ich losy czasem wydają się być jakieś takie… zbyt zwyczajne. Ale z drugiej strony wiem, że w tym właśnie tkwi urok tych książek. Bo przecież ja sama mogłabym być Ludmiłą. I pewnie większość czytelniczek też w bohaterce znajdzie jakieś swoje cechy. Dla mnie Ludmiła momentami staje się swego rodzaju lustrem, w którym się przeglądam. Dzięki jej historii wiem, co chciałabym zrobić, jakie decyzje podjąć. I cały czas gdzieś z tyłu głowy kołacze się pytanie, ile w Ludmile autorki…

Tym razem Ludmiłę spotykamy w takim momencie życia, w którym powoli odnajduje spokój i szczęście. Z byłym mężem powoli buduje przyjacielską relację, miłość znajduje w oczach niebookiego naukowca, choć wie już, że nie chce z nim dzielić każdej chwili. Lecz kiedy już wydaje się, że wszystko jest pięknie, szczęśliwie, przychodzi czas, by zmierzyć się z kolejnymi przeciwnościami losu, takimi, których nie sposób uniknąć.

Oczywiście w treść książki wplątana jest historia Mazur. Historie zasłyszane gdzieś przez autorkę i skrupulatnie przez nią zebrane. Miejsca odwiedzone, do których i my możemy udać się w każdej chwili, bo to miejsca realne, prawdziwe, funkcjonujące na co dzień… To też niewątpliwa zaleta książek Katarzyny Enerlich – ta niesamowita wrażliwość, z którą opowiada o spotkanych ludziach, odwiedzonych miejscach, wydarzeniach z przeszłości, które tak bardzo odbijają się przecież na dzisiejszych losach wielu ludzi: byłych mieszkańców mazur i tych, którzy obecnie na tych terenach mieszkają…

I znów zatopiłam się w lekturze. Idealnej na leniwe poranki, do dobrej zielonej herbaty, do porannej kawy z przyprawami… I znów nie mogę się doczekać kolejnej części serii. Z tak bardzo klimatyczną okładką, z tajemniczym tytułem… A „Prowincję pełną smaków” polecam, jak pozostałe powieści cyklu… najpiękniej pewnie czyta się ją latem lub wczesną jesienią. Teraz, listopadową porą stanowczo lepiej sięgnąć po kolejny tom. Właśnie to zrobiłam, ale o tym napiszę innym razem…

Advertisements

2 thoughts on “O wszystkich smakach prowincji…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s