O prowincji i dawnych wierzeniach – „Prowincja pełna czarów” Katarzyny Enerlich

Wydanie najnowszej, ostatniej już części cyklu „Prowincja” Katarzyny Enerlich sprawiło, że postanowiłam jak najszybciej przeczytać poprzednie części. Z początkiem listopada sięgnęłam więc po kolejną, jakże pasującą, i okładką, i treścią, do listopadowej zadumy… Mogę powiedzieć jedno, „Prowincja pełna czarów” spodobała mi się chyba najbardziej…

prowincja 

To kolejny tom opowiadający o życiu Ludmiły i jej bliskich. To książka o tym, jak życie może zaskakiwać, jak niespodziewane zwroty nam szykuje, jak jest nieprzewidywalne. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie o fabułę w „Prowincji” chodzi, ale o to, o czym autorka pisze przy okazji. A pisze wiele. Tym razem na kartach powieści udaje jej się zatrzymać dawne wierzenia, podania, legendy mazurskie. Dużo tu cennych informacji o wioskach, które już nie istnieją i o życiu w osadach gdzieś w leśnej głuszy. I znów trafiamy na historie z przeszłości, które w zaskakujący sposób mają wpływ na dzisiejsze życie bohaterów. I choć bohaterowie powstali w wyobraźni autorki, to ich historie pochodzą z opowieści mieszkańców Mazur, z historii spisanych przez miejscowych historyków…

Nie brakuje tu też opowieści o jedzeniu, tak fantastycznych, że od razu ma się ochotę wejść do kuchni i gotować! Najważniejsze są jednak przepisy na życie, na które natrafiamy gdzieś pomiędzy poszczególnymi fragmentami opowieści. Dużo jest tutaj o postawach życiowych, które i mnie są bliskie: o minimalizmie, który pozwala doceniać to, co najważniejsze. O regularnej medytacji i praktyce jogi, która pozwala wyciszyć umysł, by móc skoncentrować się na tym, co najbardziej istotne. I o docenianiu prostoty smaku, prostoty rozwiązań… Jest w książkach Katarzyny Enerlich coś takiego, co sprawia, że przyglądam się sobie samej i wracam do tych praktyk, które niedawno odpuściłam. Śledząc losy Ludmiły, jej swoistą ewolucję, widzę siebie, zyskuję motywację, by wrócić do wstawania o świcie, do wykonywania regularnie kilku powitań słońca i do codziennej medytacji…

Tak wiele zalet mają te książki, z których ta najbardziej rzucająca się w oczy, ta literacka, chyba jest najmniej ważna. Mam też wrażenie, że im bardziej zanurzam się w świat głównej bohaterki, tym bliższa mi jest, choć przecież zupełnie inna. A jednak powstaje między nami jakaś więź. I choć czasem denerwuje mnie, że być może za dużo doświadczeń spada na tę jedną kobietę, że być może autorka za dużo postanowiła zmieścić w jednej postaci, tłumaczę sobie, że nie o samą historię tu chodzi, a o wszystko, co zbudowane wokół niej…

I ciągle nie daje mi spokoju myśl, ile w Ludmile autorki. Lub odwrotnie – ile w autorce Ludmiły. Bo, że coś te dwie kobiety łączy to pewne. Tylko nie wiem, czy na pewno chcę znać odpowiedź na to pytanie. Niech to pozostanie niewiadomą. Tak będzie ciekawiej…

Żałuję tylko, że nie miałam okazji poznać autorki na jednym ze spotkań, które organizowano tu, blisko. Wierzę jednak, że w końcu uda mi się choć chwilę z nią porozmawiać, bo bardzo jestem ciekawa jej, jako osoby. Na razie pozostaje bardzo miły, sympatyczny kontakt na Facebooku, za co pani Kasi dziękuję bardzo…

Wracając zaś do samej książki – jak już pisałam ta część cyklu podobała mi się, póki co najbardziej. Chyba dlatego, że porusza tematy, które mnie najbardziej interesują – dawne podania, wierzenia, historie tajemnicze… I już nie moge doczekać się kolejnych części, które już czekają na półce na przeczytanie.

Advertisements

4 thoughts on “O prowincji i dawnych wierzeniach – „Prowincja pełna czarów” Katarzyny Enerlich

  1. Coś nie mogę się przekonać do tej serii, zgromadziłam jakiś pojedynczy tom i nijak mnie nawet nie ciągnie… Nie wiem dlaczego tak jest, ale że na chwilę obecną żadna siła mnie nie zmusi to nawet się nie podejmuję, bo na siłę to nie bardzo jest sens… Wierzę, że kiedyś nadejdzie czas, jeśli faktycznie to lektura dla mnie.

    1. Przyznam, ze po pierwszym tomie też nie byłam przekonana. W międzyczasie sięgnęłam jednak po „Czas w dom zaklęty”i ta książka mnie oczarowała… Zdecydowałam się więc sięgnąć po kolejne tomy „Prowincji” i muszę przyznać, że z tomu na tom są coraz… lepsze. Może to jednak wynika też z tego, że i autorka, i bohaterka mają podobne do moich przemyślenia? Może też fakt, że bardzo identyfikuję się ( w sposobie myślenia) z Ludmiłą?

    1. No powiem, z tomu na tom coraz ciekawiej… Teraz czytam kolejny tom o wdzięcznym tytule „Prowincja pełna szeptów”… Dwa ostatnie już czekają… Na stosie… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s