I znów o „Prowincji”… /And again about „Countryside”…

Z każdą kolejną częścią zakochuję się w Prowincji coraz bardziej. I w książkach i w tym niespiesznym, zupełnie innym od wielkomiejskiej gonitwy, życiu… Nie wiem, czy to zasługa coraz bardziej wciągającej historii, coraz bardziej trafiających do mnie myśli, jakie przekazuje Katarzyna Enerlich w swoich powieściach, czy też może… zmęczenia przedświątecznym stresem, zabieganiem, które i mnie się powoli udziela, choć przecież w tym roku prawie wszystko już przygotowane, a o inne rzeczy martwić się nie muszę… Grunt, że lektura przedostatniej już części cyklu pozwoliła mi na chwilę relaksu…

prowincja sny 

W „Prowincji pełnej snów” znowu spotykamy Ludmiłę i jej najbliższych. Tym razem jej los splata się z losem Wiery – kobiety, która jak się okazuje miała romans z mężem bohaterki i, co gorsza, urodziła mu syna. Syna, którego Wojtek nigdy nie poznał… Wiera pojawia się w życiu Ludmiły, bo próbuje zapewnić sobie i swojemu dziecku, lepsze niż to z dalekiej syberyjskiej wioski, życie. Ta sprawia Wiery, choć przecież nie dominuje w powieści, bo głównym wątkiem jest tu znów poszukiwanie szczęścia przez Ludmiłę, która w końcu pozwala sobie na to, by znów się do kogoś zbliżyć, zmusiła mnie do pewnych przemyśleń. Bo choć darzę Ludmiłę sympatią, z każdym tomem cyklu coraz większą, nie mogłam nie poczuć przynajmniej litości do Wiery. Żal mi było kobiety, która nawet do spadku po swoim ukochanym nie miała żadnego prawa. O jakimkolwiek ubezpieczeniu nie wspominając.

Choć tu też przyznać trzeba, że i o ubezpieczenie, to legalne, jak najbardziej przysługujące, a oferowane przez wiele znanych przecież i rozpoznawalnych firm ubezpieczeniowych, trzeba walczyć. Wystarczy spojrzeć na wszystkich tych, którzy na różnego rodzaju polisach się, mówiąc kolokwialnie przejechali. I nie dotyczy to tylko polis na życie, ale i tych inwestycyjnych, bo nawet jeśli oferują wspaniałe warunki to w momencie ich likwidacji okazuje się, że gra nie była warta świeczki. Zainteresowanych tym tematem odsyłam na stronę: http://www.ubezpieczenia-inwestycyjne.com.pl/oplaty-likwidacyjne/, gdzie więcej na ten temat. Swoją drogą znaleźć tam można naprawdę ciekawe, a przede wszystkim przydatne i praktyczne, informacje.

Wróćmy jednak do tematu, bo przecież miało być o książce. A książka zachwycająca. Mam takie wrażenie, że Katarzyna Enerlich z tomu na tom staje się pisarką dojrzalszą, bardziej świadomą swojego talentu. O tym, że widać różnicę między stylem pisarskim pierwszej „Prowincji” a „Prowincji pełnej snów” nie trzeba mówić. To zresztą nie powinno dziwić. Ale widać też dojrzałość osoby, która z roku na rok jest coraz bardziej świadoma siebie. Pisarka, mam wrażenie, dojrzewa razem ze swoją bohaterką. A przy okazji motywuje czytelników, by i oni bliżej przyjrzeli się sobie.

I dlatego właśnie tę pozycję polecam. Nawet tym, którzy nie czytali poprzednich tomów. Jak mówi moja nauczycielka jogi: zawsze jest dobry czas, by zacząć. Teraz, kiedy wieczory długie, a my potrzebujemy pewnego oderwania od codziennej gonitwy „Prowincja” będzie idealna…

 

************

 

It is always like that: I read a book by Katarzyna Enerelich and just feel better, feel motivated t change my life. To make it more simple, like a protagonist of the book “Prowincja pełna snów”, what you can translate as “The countrysite full f dreams”.  What is this book about? A women, who decided to build a house in a Polish village. A women, who is changing her life, which is hard for her: she lost her husband, then she found out he had a lover who had a child with him. Is it too much? If you think so, you should read this book and found out, how hard is to let yourself feel happy and in love again. And how surprising the life can be…

In fact – I love books by Katarzyna Enerlich, because they talk about a life I like: as simple as possible; as close to nature as possible; as much concentrated of collecting good energy as it can be. Reading about Ludmiła, the main character of this novel, I always have a feeling that I’m reading about myself. Sometimes they say that a good book comes to you in the exact moment. That is what happened to me while I started to read this book: a proper book in a very good while…

 

Advertisements

2 thoughts on “I znów o „Prowincji”… /And again about „Countryside”…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s