O podróżach dalekich dawniej i dziś. I o książce, która zachwyca okładką i treścią… / About travels earlier and now. And about a book, which is amazing – on a cover and inside…

Lubię podróżować. Kiedyś myślałam, że podróżowanie będzie celem mojego życia. Aktywnością, której podporządkowane będzie wszystko: praca, która pozwoli na zdobycie środków na wygodne podróżowanie i zwiedzanie całego świata, relacje międzyludzkie, które będą wspierały moją pasję podróżniczą. Pracowałam jako pilot wycieczek, planowałam olejne podróże. A potem… potem wszystko się zmieniło.

DSCN0367

Jeśli ktoś jeszcze powie mi, że narodziny dziecka nie muszą mieć wpływu na zmianę naszego życia, chyba po prostu g wyśmieję. To nigdy nie będzie prawda. Tak, zgadzam się, że wraz z pojawieniem się na świecie małego człowieka, nie trzeba rezygnować ze swoich marzeń, pragnień, kariery, stylu życia. Nie trzeba, ale można. Ba… chce się nawet. Bo nagle niektóre rzeczy przestają być ważne, inne stają się zaś najważniejsze na świecie. W kontekście podróżowania widać to szczególnie, chociaż przecież tle jest rodzin podróżujących z maluchami. Podróże dalsze i bliższe są zresztą nawet dla takiego małego człowieka, który chłonie świat wszystkimi zmysłami, uczy się go, bez oceniania, bez wartościowania, jest bardzo dobre: wspiera jego rozwój, uczy tolerancji. Rodziców też uczy innego, przychylniejszego, pełnego entuzjazmu patrzenia na to, co nas otacza. Uczy też tej dziecięcej radości, zachwytu nad światem. Zresztą dziś nawet dalekie podróże z małym dzieckiem nie są już mordęgą, jak to bywało kiedyś. Powstają specjalistyczne sklepy, takie jak ten: http://babyandtravel.pl/, w których kupić można idealnie sprawdzające się w podróży z maluchem sprzęty: nosidełka, chusty (których jestem fanką i polecam szczególnie), nawet jednorazowe nocniki! Do tego jeszcze kubeczki, talerzyki, łyżeczki i mnóstwo innych przydatnych rzeczy. Wszystko kolorowe i tak pomyślane, by łatwo zmieściło się do walizki. Z tym wszystkim podróż z maluchem naprawdę staje się przyjemnością, jest bezpieczna i wygodna…

Nie to, co kiedyś, w poprzednich stuleciach, gdy daleka podróż za ocean w poszukiwaniu nowego życia była trudna i niebezpieczna. Iluż ludzi straciło życie na ocenie? Dla ilu obietnica nowego życia gdzieś w Nowym Świecie okazała się jedynie mrzonką, a na miejscu okazywało się, że z trudem będzie trzeba walczyć o przeżycie każdego kolejnego dnia. A przecież w taką podróż wybierały się całe rodziny. Często z małymi dziećmi, które na choroby i te panujące na statku i te egzotyczne, które szczególnie gnębiły osadników, były szczególnie narażone.

Od opisu takiej podróży za ocean zaczyna się książka Sofii Caspari, po którą sięgnęłam, bo… zachwyciła mnie okładka. Wnętrze okazało się jednak równie wspaniałe. „W krainie kolibrów” to powieść wciągająca i wywołująca tak wiele emocji, że nie sposób było się od niej oderwać. Przyznam, że niezmiernie rzadko zdarza mi się czytać książkę, którą aż tak bardzo przeżywam.

Historia opowiedziana przez autorkę to historia dwóch kobiet, które różni niemal wszystko, począwszy od pochodzenia i pozycji społecznej, na planach i marzeniach kończąc. Obie wyruszają do Argentyny, by tam rozpocząć nowe życie. Ich losy splatają się już na statku w zaskakujący sposób. A to dopiero początek niespodzianek, bo autorka w historię wplata zaskakujące zwroty akcji, wątki miłosne, ale i tak bardzo realistyczne opisy życia niemieckich (i nie tylko, bo są i Włosi, i Hiszpanie) osadników w Argentynie. Są też niezmiernie interesujące wątki dotyczące życia Indian, którzy powoli podbijani przez białych ludzi nie chcą się zgodzić na grabienie swojej ziemi i… odbieranie swojej wolności.

Caspari stworzyła historię niezwykle poruszającą, uderzającą w tak wiele uczuć, że trudno po lekturze się trząsnąć. Ta książka tak wiele emocji we mnie wzbudziła, że podczas czytania zarzekałam się, że już nie sięgnę po kolejną powieść autorki. Ale gdy tylko skończyłam czytać ostatnie zdanie, od razu zapisałam się w bibliotece w kolejkę oczekujących na wypożyczenie „W krainie srebrnej rzeki”. Z równie piękną okładką i równie dobrze zapowiadającą się treścią…

A czytałam w ramach przyjemności. I wyzwania „Grunt to okładka” z tematem kwiatowym w tym miesiącu…

*********

I can’t agree, that having a baby doesn’t change everything. Of course, you don’t have to resign from your plans and dreams, your career and journeys. But… believe me, you want to change your point of view on your life. First of all you want to show your kid whole world. And by showing it, you can learn a lot too: how to see all the wonders, how to be happy, because you observe a flower or clouds. And how to respect people, just because they are, not because of how they are. That is why travelling with kids is so cool. Especially, when you have a lot of things, which help you organize those travels…

It wasn’t like that earlier. When I’ve read a book by Sofia Caspari, I relised, that 200 years ago it was very difficult and dangerous to travel with kids. And when you decide to travel, from Europe to Argentina for example, it meant you decided to change your life – just everything. People started this journey with a  lot of dreams and plans, but… really often they had to change it. Life became to hard, and instead of living comfortably, they had to fight for every day…

That is why this novel by Caspari was for me so interesting and makes me feel so many emotions. I couldn’t stop reading and when I’ve finally read the last word, I decided to read the next one. Hope soon. And right now just can recommend you this book, as one of the best novel I’ve read last time…

 

 

 

Reklamy

9 thoughts on “O podróżach dalekich dawniej i dziś. I o książce, która zachwyca okładką i treścią… / About travels earlier and now. And about a book, which is amazing – on a cover and inside…

  1. Zawsze uwielbiałam podróżować… fascynowało mnie zwiedzanie, poznawanie nowych miejsc. Niestety nie tylko dziecko weryfikuje plany, choroba także… musiałam przeorganizować swoje życie. Teraz trzymam się tego, co mam koło siebie. Mogę sobie pozwolić jedynie na wyprawy trwające od świtu do zmierzchu, tylko tam, gdzie blisko i wygodnie mogę podjechać samochodem… tylko tam, gdzie można podejść kilka kroków po płaskim… ale nadal jadę, jeżeli tylko mogę 🙂

    A gdy nie mogę – podróżuję wirtualnie – to też jet fascynujące i niedługo o tym napiszę 🙂

  2. Ja na razie zaczynam włóczyć się tu i tam i mam nadzieję, że jeszcze długo tak będzie. A co przyniesie życie – zobaczymy.
    Co do książek – mam nadzieję, że kiedyś przeczytam obydwie, bo zapowiadają się bardzo ciekawie.

    1. Okłądka jest FANTASTYCZNA! A i książka super… już się nie mogę doczekać momentu, gdy będę mogła przeczytać kolejną…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s