Uncategorized

A kiedy dom będę miał… książkowy powrót na prowincję, ostatni już raz…

Dużo ostatnio było tu o prowincji. Choć właściwie powinnam napisać „Prowincji”, bo chodzi przecież o książki Katarzyny Enerlich. „Prowincja pełna złudzeń’ to już ostatni tom z serii. Trochę żal, bo tak bardzo przyzwyczaiłam się do tych książek, tak wiele pozytywnych emocji we mnie wywołały. Z drugiej strony jednak… może to dobry pomysł, by już zakończyć opowieść o losach Ludmiły?

prowincja 

Ostatni tom zaczyna się od kolejnej już próby składania przez bohaterkę swojego życia, które przecież w poprzedniej książce po raz już nie wiadomo który zostało rozbite na kawałki. Troszkę tu miałam żalu do autorki, że przez tych kilka tomów tak mocno doświadcza Ludmiłę. A jednak okazuje się, że te wszystkie bolesne doświadczenia były konieczne, by kobieta w końcu mogła odnaleźć swoje miejsce na ziemi. W dosłownym i przenośnym sensie. Trzeba bowiem przyznać, że o ile pierwszy tom cyklu czytałam z nastawieniem, iż jest to po prostu historia bohaterki i innych pojawiających się wokół niej osób, o tyle w kolejnych tomach coraz bardziej przekonywałam się, że nie tyle losy Ludmiły, co zmiany zachodzące w sposobie jej postrzegania świata są tu najbardziej istotne.

W „Prowincji pełnej złudzeń” towarzyszymy Ludmile w procesie jej dojrzewania wewnętrznego. Ugruntowują się w niej przekonania, które przecież pojawiały się już w poprzednich tomach. Mam wrażenie, że wtedy były jednak tylko pewną ideą. Teraz Ludmiła wprowadza je w życie, realizuje swoim postępowaniem, decyzjami, które podejmuje. Ta książka to dowód na to, że niezależnie od tego, jakie scenariusze pisze nam życie, wszystko ma nas doprowadzić do poczucia szczęścia. Że wbrew pozorom wszechświat sprzyja nam w realizacji marzeń, a przede wszystkim w realizacji swojej natury, jakkolwiek filozoficznie czy mistycznie by to nie zabrzmiało. Trzeba tylko uwierzyć, że wszystko, co nas spotyka prowadzić ma do jakiegoś celu. I że celem każdego człowieka, jego przeznaczeniem (ach, ten mistycyzm) jest… szczęście. Problem w tym, że nie zawsze chcemy to szczęście zauważyć. Albo, że na siłę szukamy go gdzie indziej, nie tam, gdzie naprawdę jest.

A gdzie jest? Wcale nie w dalekich podróżach, hotelowych pokojach i wypchanych portfelach, ale w robieniu tego, co się kocha, w dotyku bliskiej osoby, pięknym widoku za oknem, życiu w miejscu, które nie jest zwykłym budynkiem, ale jest naszym domem – bezpiecznym, przyjaznym, pełnym miłości…

U Enerlich takim miejscem jest mazurska prowincja. Zaryzykuję stwierdzeniem, że dotyczy to nie tylko Ludmiły, ale także samej autorki, która przecież również mieszka w domu na Mazurach, uprawia ogród, boryka się z mrozem i koniecznością odśnieżania w zimie… To właśnie ta prowincja z jej całym urokiem i… trudem, jaki niesie za sobą mieszkanie na niej, to bolesna, skomplikowana, ale i niesamowicie intrygująca tradycja i historia Mazur jest główną bohaterką cyklu powieści o „Prowincji”. To sprawia, że czytając mamy ochotę tej prowincji dotknąć, posmakować. Choćby na próbę.

Przyznam, że każda kolejna książka z cyklu budzi we mnie marzenia, które gdzieś spycham uparcie na dalszy plan. A jednak dzięki Katarzynie Enerlich wciąż powraca to pragnienie przeniesienia się kiedyś na prowincję właśnie. Wybudowanie domu i urządzenie go tak, by nowoczesność mieszała się z przytulnością. Znów, pod wpływem tej książki, szperam w sieci, próbując znaleźć inspiracje. Zapamiętuję zdjęcia, wyobrażam sobie, ja ten mój przyszły dom (bo w to, że w końcu kiedyś powstanie wierzę najbardziej na świecie), będzie wyglądał. Trafiam w ten sposób na strony prawdziwych specjalistów, niezwykłych fanów dekorowania wnętrz. Tutaj: http://www.homesquare.pl/ znalazłam tak wiele propozycji, które mnie urzekły, rozwiązań, które idealnie pasują do mojej wizji. Ot, choćby to kamienne palenisko, które idealnie komponowałoby się w moim przyszłym ogrodzie. Albo wnętrze jasne, przestronne, bez zbędnych ścian, bo one tworzą bariery, izolują, a w moim domu salon, kuchnia ma być miejscem spotkań, miejscem, które łączy wszystkich domowników…

Przeglądam tę stronę, czytam „prowincję” i coraz bardziej wyraźnie widzę, że „taki będzie mój dom…”

 

A książkę przeczytałam w ramach wyzwania „Grunt to okładka”.

Advertisements

2 thoughts on “A kiedy dom będę miał… książkowy powrót na prowincję, ostatni już raz…

    1. ;)) czytaj czytaj. I nie zrażaj się banalną historią w pierwszym tomie… 😉 z każdym kolejnym jest fajniej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s