Uncategorized

O tym, że życie czasem zaskakuje, rok się konczy… i o książce, o której nie wiem, co myśleć…

Rok zbliża się ku końcowi. I jak zwykle o tej porze roku panuje nastrój wspominania, podsumowań, dokonywania bilansów. Pytanie „Jak był ten rok?” nasuwa się mimowolnie, jakby czas wymuszał na nas chwili zatrzymania się, retrospekcji i… zaobserwowania miejsca, w którym się znaleźliśmy. Jaki był więc ten rok dla mnie?

kawiarenka 

Prawdę mówiąc długo zastanawiałam się, jak odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno był to rok twórczy. Udało mi się spełnić kilka planów-marzeń, zrealizować kilka celów. Realizację innych rozpoczęłam, ale dzięki temu odkryłam, że nie ma sensu na siłę się szarpać i że lepiej czerpać przyjemność ze zdobywania szczytów. Dosłownie, bo o zdobycie Korony gór Polskich chodzi, i w przenośni, bo zrozumiałam, że samo dążenie do celu może być znacznie przyjemniejsze niż samo jego osiągnięcie…

Ten rok pełen był też niespodzianek, zaskoczeń i zwrotów, które pozwoliły uwierzyć, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko, co nas spotyka do czegoś prowadzi. Kończę ten rok bogatsza o nowe doświadczenia i… tak, chyba mogę to napisać z czystym sumieniem – szczęśliwa. Tak naprawdę, w ten spokojny sposób. Bez fajerwerków, ale tak po prostu, z uśmiechem na twarzy…

Kończę, jak zwykle, czytając. Nie wiem, czy to zasługa dużej ilości wolnego czasu, czy koniec roku wpływa na mnie tak, że po prostu mam ochotę spędzić go z książką? Pochłaniam więc kolejne lektury, jakbym chciała nadążyć za wydawcami, choć to przecież niemożliwe, bo wciąż pojawiają się nowe pozycje, które po prostu muszę, muszę przeczytać. Tak jak „Sprostowanie” – książkę, która właśnie udało mi się wypożyczyć i która już mnie pochłonęła całkowicie. Ale nie o niej dzisiaj.

W kolejce czeka też najnowsza powieść Katarzyny Michalak „Amelia”. To prezent, jaki zażyczyła sobie moja mama. No a skoro ta książka i tak już u mnie, dlaczego nie miałabym jej przeczytać? Zanim jednak po nią sięgnę, chciałam sprawdzić, jak ta historia się zaczyna. A zaczyna się w książce „Kawiarenka pod różą”… No i właśnie ta pozycja wzbudza we mnie troszkę sprzeczne uczucia. Bo to powieść nie-powieść tak naprawdę. Owszem, jest tu historia, która może wciągnąć: oto nagle w pewnym niewielkim miasteczku pojawia się młoda dziewczyna, która nic o sobie nie wie. Ma tylko trochę pieniędzy, klucze do urokliwej kamienicy i tajemniczy list. Reszta to tylko domysły… Dziewczyna w skutek tajemniczego wypadku straciła pamięć. A teraz próbuje zacząć swoje życie od nowa. Kiedy trafia w to nowe miejsce, które być może jest jej przeznaczone, wzbudza niemałą sensację wśród mieszkańców miasteczka. Zyskuje sympatie jednych, niechęć innych – jak w życiu. Nie opuszcza jej jednak optymizm i chęć działania – w urokliwej kamienicy postanawia otworzyć kawiarenkę. Zanim to jednak nastąpi musi doprowadzić lokal do odpowiedniego stanu…

Kiedy o tym czytałam, wyobrażałam sobie, jak taki lokal może wyglądać. I jak ja na miejscu Amelii bym się urządziła. I znów w wyobraźni meblowałam mieszkanie na piętrze kamienicy, w którym pewnie główną rolę pełniłaby chyba sypialnia – oaza spokoju i bezpieczeństwa. Taka, jaką znalazłam o tutaj: http://meblohand.eu/ (moje serce podbiły propozycje presto i nela). Do tego niewiele więcej: jakiś regał na książki, wygodny fotel do czytania. Może jeszcze biurko.

Kuchnia za to nowoczesna, wyposażona w najnowsze rozwiązania technologiczne, ale też przestronna i przytulna jednocześnie (takie też znaleźć można w ofercie meblohand), stanęłaby na dole. To tutaj powstawałyby te wszystkie słodkości, na które przepisy znaleźć można w „kawiarence pod różą”. Bo trzeba zaznaczyć, że jakaś połowa książki to właśnie przepisy na różnego rodzaju smakołyki. I choć same w sobie są one kuszące to sprawiają… że nie wiem, jak tę lekturę ocenić.

Ni to bowiem powieść, ni książka kucharska. Historia niby wciągająca, ale to jakby preludium do „Amelii” (pewno taki był zamysł autorki). Przepisy z kolei podane tak, jak właśnie w książce kucharskiej. Związane z treścią, ale nie wplecione weń, jak to było choćby w mojej ulubionej „Prowincji” Katarzyny Enerlich czy nawet w „Sklepiku z niespodzianką” Katarzyny Michalak… To sprawia, że… no cóż, nie będę piać z zachwytu nad ta książką. Ale po „Amelię” sięgnę. Z ciekawości, kim jest tajemnicza główna bohaterka i jaka historia sprawiła, że znalazła się w takim, a nie innym miejscu…

 

A przeczytałam w ramach wyzwań: Pod hasłem i Grunt to okładka.

 

Advertisements

4 thoughts on “O tym, że życie czasem zaskakuje, rok się konczy… i o książce, o której nie wiem, co myśleć…

  1. Życzę wspaniałego 2016 roku! 🙂
    O książce tej pani nic nie napiszę, bo… żeby być pisarką, to trzeba jednak umieć pisać 😉

    1. Najlepsza poweść tej autorki, z tych, które czytałam, to „Czas w dom zaklęty” – ksiażka, po której miałam czytelniczego kaca i długo nie mogłam się otrząsnąć. Ale ten ostatni tom „Prowincji” jest, dla mnie, bardzo subektywnie, najlepszy z całego cyklu. Pewnie dlatego, że dokładnie widzę w bohaterce siebie… Dlatego do mnie cała „Prowincja” tak bardzo trafiła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s