Weekendowy chillout, czyli czytam książki, na które zachorowałam już dawno…

To, że lubię czytać, nikogo nie dziwi. Zazwyczaj siegam po książki ulubionych autorów albo takie, które po prostu wpadną mi w ręce. Ale zdaża się, że po przeczytaniu jakiejś recenzji lub po zobaczeniu okładki, nie mogę oprzeć się książce. I męczę się, zanim w koncu nie przeczytam danej pozycji. Tym razem było tak z dwoma książkami. O „Huczmirankach” przeczytałam dość dawno, ale okładka po prostu za mną chodziła. W końcu musiałam przeczytać. A o „Sprostowaniu” przeczytałam na jednym z książkowych blogów (wybaczcie, ale nie pamiętam, na którym – jesli autorka recenzji to czyta, niech da znać, wrzucę linka!) i po prostu musiałam dorwać te książkę. Udało się niedawno – pochłonęłam w ciągu jednego dnia i…

Nie da się ukryć, że „Huczmiranki” to książka, która hipnotyzuje swoją okładką (jeśli spojrzycie na okłądkę drugiej częsci, która ma się ukazac niebawem, zauważycie, ze efekt jest podobny). huczmirankiTytuł tej powieści napisany przez Agatę Mańczyk, znaną do tej pory jako autorka literatury raczej dla młodszych czytelników, brzmi tak naparwdę „Huczmiranki. Eukaliptus i werbena”. Dlaczego? Chodzi o zapach. Bo zapach, a obok niego także zmysł smaku i słuchu, odgrywa w tej powieści rolę niebagatelną. Niemal tak samo ważną, jak główne bohaterki.

Te z kolei są przedstawicielkami starego roku Huczmiran, który rządzi się bardzo specyficznymi prawami. Choć Huczmiranki z pozoru żyją jak zwykli ludzie, sa niezwykłe. Mają moc, która pozwala im za pomocą zapachu nie tylko chronć siebie, ale też w pewnym sensie manipulować innymi.

W trakcie lektury bliżej poznajemy historię trzech przedstawicielek rodu. Każda z tych historii jest tragiczna, każda pełna jest magii. Historie kobiet, które żyły wcześniej, mają wpływ na teraźniejszość. Wpływ znacznie większy, niż zwykle mają losy naszych babek czy prababek na nasze życiem. W rodzie Huczmiran pokutuje jednak przekonanie, że kobieta nie mus być szczęśliwa, spełniona jako matka i żona. jej głównym zadaniem jest robienie wszystkiego, by ród się umocnił. Nina, najmłodsza z trzech głównych bohaterek tej części ma jednak szansę to zmienić.

Przyznam, że książka mnei pochłonęła, choć nie powiem, zeby to była lektura bez wad: ciągłe skakanie w czasie, zbyt skomplikowane zależności rodzinne – to wszystko sprawiało, że na początku czytało się dość trudno. Później jednak wszelkie niewyjaśnione historie i rodzinne tajemnice tak bardzo mnie wciągnęły, że wprost nie mogłam oderwać się od lektury i… niecierpliwie czekam na kolejny tom!

Drugą z powieści, ktore po prostu musiałam przeczytać, było „Sprostowanie”. Od razu zaznaczam, że ta książka napisana przez Renee Knight z pewnoscią nie jest chilloutowa. Owszem – wciąga, owszem, nie pozwala o sobie zapomnieć. Ale to nie jest lektura łatwa. Za t na pewno warta poświęcenia jej uwagi.

sprostowanieOto poznajemy wzietą dziennikarkę, która, wydawać by się mogło, ma wszystko: kochającego męża, dorosłego już syna, udaną karierę zawodową i nowe mieszkanie, do ktorego właśnie się wprowadziła. W trakcie tej przeprowadzki przypadkiem trafia na pewną książkę, która, jak się okazuje, nie znalazła się w jej sypalni bez powodu. Co więcej, ta powieść jest adresowana do bohaterki i… opowiada jej historię. Historię, o której chciałaby zapomnieć, o której nikt nigdy nie miał się dowiedzieć. Co gorsza historia ta jest zafałszowana i przedstawia Catherine w jak najgorszym świetle. Ktoś wyraźnie chce się na niej odegrać. Kim jest tajemniczy autor? O co tak naparwdę chodzi w tej historii? Nie zdradzę. Mogę jedynie powiedzieć, że prawda była dla mnie zaskakująca. Spodziewałam się zupełnie czego innego…

Dużym atutem tej powieści jest też sposób prowadzenia narracji: przedstawianie całej historii z punktu widzenia różnych bohaterów, stopniowanie napięcia, retrospekcje tak wplecione, by wzbudzić w czytelniku chęć jak najszybszego czytania, by w końcu dowiedzieć się prawdy…

„Sprostowanie” to naprawdę dobry thriller. Trzyma w napięciu, choc nie ma tu przecież pogoni za jakimś bandytą, mordercą. Książka obnaża za to najciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki… To pozycja, po która naprawdę warto sięgnąć…

Obie powieści czytałam w ramach wyzwania „Grunt to okładka„, tym razem motywem jest wielokrotność: w przypadku „Huczmiranek” to zielone liście, w przypadku „Sprostowania” to postaci stojące na plaży. W najbliższym czasie będzie jeszcze jedna powieść przeczytana w ramach tej wyzwaniowej trójki…

 

Advertisements

4 thoughts on “Weekendowy chillout, czyli czytam książki, na które zachorowałam już dawno…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s