Uncategorized

Książka o dawnych czasach, a jednak zmusza do myślenia o tym, co współcześnie…

Ostatnio często zdarza się, że czytanie książek nie tylko pozwala mi się zrelaksować czy oderwać od rzeczywistości, ale też pomaga spojrzeć na tę rzeczywistość w całkiem inny sposób. Trafiam czasami na pozycje, które otwierają mi oczy na kwestie, o których do tej pory nie myślałam. Być może nie było okazji, być może nie było potrzeby. A jednak losy bohaterów uświadamiają, że sprawa jest ważna i warto się nią zająć. I tak właśnie było też z książką Silva rerum Kristny Sabaliauskaite…

 

Na przeczytanie tej książki miałam ochotę od razu, gdy zobaczyłam ją w księgarni. Postać autorki: Litwinki z polskimi korzeniami, wydała mi się bardzo egzotyczna, bardziej nawet niż pisarze arabscy czy iberamerykańscy, do których tworczości się już przyzwyczaiłam. I właśnie ta ciekawość współczesnej prozy litewskiej, czy też chyba raczej litewsko-polskej, przeważyła. Nawet nie wiedziałam, czego się spodziewać, gdy otworzyłam tę książkę po raz pierwszy…

Okazało się, że to powieść historyczna. Opowiada historię pewnej rodziny, której ojciec najważniejsze wydarzenia zapisuje w sylwie (tytułowa silva rerum, którą każdy szanujacy się ród prowadził – taki dawny smashbook, można by rzec;). Poznajemy więc Urszulę  Kazimierza – bliźnięta, których losy są głównym wątkem powieści. Poznajemy też realia życia w barkowym Wilnie. Te autorce udało się oddać szczególnie pięknie: wielokulturowość, bójki, czy wręcz wojny studenckie na ulicach tego pięknego miasta, ale i trudy życia w klasztorze.

Niezwykle ciekawą postacią jest tutaj osoba Jana Kirdeja Bironta – sieroty, który cudem uszedł z życiem, a później tak potrafił zadbać o swoje interesy, że i odzyskał majątek swojej rodziny i potrafił owinąć sobie wokół palca niemal wszystkie najważniejsze w Wilnie osoby. A przy tym… rozkochał w sobie oboje rodzeństwa Nawojszów: i Urszulę,  Kazimierza… To właśnie ów Jan Kirdej Biront sprawiił, ze zaczęłam myśleć o rzeczach, takich jak sparwy spadkowe i inne kwestie finansowe…

Czasy, które w swojej książce opisuje autorka, to już nie średniowiecze, ale czasy, gdy prawo, a więc i prawnicy byli bardzo szanowani. A sprawy spadkowe były jednymi z najczęściej przeprowadzanych. Każdy szanujący się ród miał prawnika, który opieował się własnie sparwami majątkowymi, czy też prawno-finansowymi. jan Krdej, który po śmierci rodziców musiał sobie radzić całkowicie sam, też znalazł sprzymierzeńca w osobe takiego włąśnie prawnika. To dzięki niemu udało się odzyskac spadek, w tym także nieruchomości. To dzięki pomocy prawnika udało się też poczynić pewne inwestycje…

Historia Jana Kirdeja uświadomiła mi, że i dzisiaj warto zastanowić się lepiej nad wszelkimi sprawami finsowymi. I tu także przyda się dobra kancelaria prawnicza, która pomoże zabezpieczyc nasze interesy finansowe. Ot choćby – zajmie się sparwami spadkowymi. Być może zabrzmi to nieco fatalistycznie, ale właśnie lektura sparwiła, że uświadomiłam sobie, iż nigdy nie wiadomo, co się stanie. A jeśli nagle nas zabraknie? Co wtedy stanie się z moim dzieckiem? Gdzie będzie mógł szukać pomocy? Choć wiele osób uważa, że sporządzanie testamentu działa trochę, jak samosprawdzająca się przepowiednia, być moze wcale nie jest to głupie? Być może dobrze byłoby oddać pieczę nad sparwami majątkowymi specjalistom, takim, którzy wytłumaczą, na czym polega ubezpieczenie niskiego wkładu, gdy kupujemy jakąś nieruchomość i jak takiego zakupu dokonać najkorzystniej; takim, którzy zajmą się uporządkowaniem sparw majątkowych, w razie jakiegokolwiek wypadku, nie tylko przecież w razie śmierci, ale i poważniejszej choroby? Ważne, by byli to specjaliści godni zaufania, kancelaria z tradycjami i doświadczeniem, taka jak ta polecana przez wielu kancelaria z Wrocławia i Czestochowy (więcej informacji tutaj: ubezpieczenie niskiego wkładu), która zajmuje się i sprawami majątkowymi, ale i kwestiami z zakresu prawa pracy na przykład.

Wracając jednak do samej lektury – pierwszy raz mam takie dziwne odczucia. kiedy analizuję tak zupełnie na chłodno, wychodzi mi, że ta książka nie powinna być uznana za dobrą – specyficzny styl z dłuuuugimi zdaniami, który utrudnia czytanie, fabuła, w której trudno znaleźć jakąś myśl przewodnią i która bardziej przypomina filmy kręcone amatorską kamerą, żeby dokumentować życie rodzinne, niż filmy fabularne, opowiadające jakąś konkretną hstorię, a przecież tego oczekujemy od książek. A jednak czytało się przyjemnie, lektura mnie wciągnęła i naprawdę mogę ją polecić. Szczególnie z powodu fantastycznego opisu wszystkch kulturowych i społecznych kwestii barokowego Wilna. Owszem, jest kilka rzeczy, które nie były najlepsze: trochę szkoda, ze autorka nie rozwinęła wątku bazyliszka lub tajemniczych dokumentów przechowywanych przez Nawojszów, być może wtedy poajwiłby się jakiś wątek przewodni. Ale i tak powiem: „Silva rerum” to całkiem neizła książka. I wcale nie żałuję, że ją przeczytałam.

A czytałam w ramach wyzwań: Pod hasłem (ona) i Gra w kolory (styczniowy – biały) raz W 200 książek dookoła świata.

Advertisements

One thought on “Książka o dawnych czasach, a jednak zmusza do myślenia o tym, co współcześnie…

  1. Takich chyba nie lubię… a nad sprawami majątkowymi zastanawiać się nie muszę, bo zwykle nie starcza mi do końca miesiąca 😉 I to z kredytu odnawialnego 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s