52 zmiany #5: To, co najważniejsze

Kolejny tydzień minął. Tym razem pod hasłem ustalania priorytetów. Przy okazji przypomniała mi się pewna historia sprzed ponad dziesieciu lat…

52 zmiany 

Kiedy człowiek ma tych siedemnaście, osiemnaście lat i staje u progu dorosłości, przed koniecznością podjęcia trudnych decyzji, szuka wokół jakiś wskazówek. To właśnie ten moment jest się pod największym chyba wpływem różnego rodzaju wzorców, autorytetów i osób z najbliższego otoczenia. Nie rodziców, bo często wobec nich wchodzi się w fazę buntu. Ale przyjaciół, opiekunów, liderów grup społecznych, ktore tworzymy…

Miałam szczęście: trafiłam wtedy na osoby, które mądrze mną pokierowały, udzieliły cennych wskazówek  pomogły podjąć decyzje najwazniejsze. I choć od tamtego czasu wiele się zmieniło, a część podjętych wtedy decyzji okazała się nie tyle niesłuszna, co po prostu nietrafiona, dowiedziałam się, w jaki sposób określać swoje priorytety.

Najłatwiej wypisać wszystkie chęci, marzenia, plany na kartce. Potem zastanawić się, czego chce się tak naparwdę, a czego ze wzgledu na innych, na jakies okolicznosci. Zrobiłam tak wtedy i… zrobiłam teraz. Uczciwie zadałam sobie pytanie, czy wszystkie moje zachcianki są naparwdę MOJE. Czy ich realizacja sprawi mi prawdziwą radość i satysfakcję. I w ten sposób moja lista baaaardzo się skróciła. Teraz już wiem, czego chcę, do czego dążę i co sprawia, że jestem szczęśliwsza.

Taka selekcja pozwoliła też, wbrew pozorom poczuć swe rodzaju wolność. Bo z jednej strony: jesteśmy ludźmi i powinniśmy korzystac z życia. i to jest piękne! Ale tylko do momentu, gdy to korzystanie z życia daje nam radość. Bo jeśli staje się przymusem, listą spraw do odhaczenia to… stajemy się niewolnikami własnych marzeń. I to już nie jest fajne…

Wracając jednak do priorytetów: określene tych najwazniejszych, życiowych pozwala tez uporzadkować codzienność. Dzięki temu łatwiej jest też określić sobie proprytety na najbliższy miesiąc, tydzien czy nadchodzący dzień. A to znacznie ułatwia funkcjonowanie… W ciągu ostatnich dni wprowadzałam nawyk zapisywania, codziennie wieczorem, spraw do zrobienia w dniu następnym. A potem wyberałam trzy najbardziej istotne – takie, które przybliżą mnie do realizacji tych najwazniejszych celów. Resztę po prostu skreślałam, bo okazywały się mało istotne. Dzięki temu wiedziałam już, na czym muszę się skoncentrować i to pozwalało łatwiej zorganizowac sobie dzień… Kolejna zmiana, której pozytywne efekty widzę już po tygodniu… A to sprawia, że z jeszcze większym entuzjazmem podchodzę do realizacji kolejnych zadań, do których namawia LeBabauta.

W nadchodzącym tygodniu ma to być… uważne jedzenie. Koenic więc ze śmeiciowym jedzeniem, bo trzeba zwracać większa uwagę na to, co się je. Ale też koniec z jedzeniem w byle jaki sposób. Jedzenie jest ważne. Dzięk niemu dajemy swojemu ciału odpowiednie paliwo, które pomaga mu prawidłowo funkcjonować. To proces, ktory nas odżywia, dodając energii. Więc jedzmy! Ale w spokoju, uważnie przeżuwając każdy kęs (wszak trawienie rozpoczyna się juz na tym etapie), zwracając uwage na wyglad, zapach, smak… Jedzmy wszystkimi zmysłami!

 

 

Advertisements

2 thoughts on “52 zmiany #5: To, co najważniejsze

  1. Ja sobie sporo poskreślałam na początku grudnia. Głównie internetowo. Grupy i osoby, które mnie irytowały. Zostałam przy tym, co daje mi radość. Pojawiło się więcej czasu na te radości od razu 😉 I teraz w lutym ponownie. Odeszłam z DT, przede wszystkim po to, żeby odejść od jednej osoby, która bardzo destrukcyjnie wpływała na cały zespół i negowała każdy pomysł… i znów dzięki temu mam więcej czasu na to, co daje mi radość 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s