Bo mniej znaczy lepiej, czyli zaczynam swoją minimalistyczną przygodę…

Pisałam w poprzedniej notce o mojej potrzebie minimalizowania. Dotarłam do takiego etapu, kiedy ilość posiadanych rzeczy mnie przeraża. Znajduję się w momencie, gdy denerwuje mnie zbyt dużo wszystkiego wokół. Dotyczy to zarówno rzeczy posiadanych, jak i bodźców: dźwięków, wrażeń wzrokowych, nawet smaków… Coraz bardziej przekonuję samą siebie, że mniej znaczy lepiej. I dlatego, w pełni świadomie postanowiłam wprowadzić różne zmiany…

design2

Minimalizm jest niewątpliwie stylem życia, który realizowany może być na wielu płaszczyznach. Najwyraźniej widać to jednak na przykładzie kupowania, przechowywania, posiadania rzeczy. U mnie właśnie to sprawiło, że zaczęłam interesować się tematem minimalizmu, czyli po prostu ograniczania: ilości posiadanych rzeczy, ale też potrzeb. Bo główną zasadą, taką, która do mnie przemawa chyba najbardziej jest to, by uświadomić sobie, że w wielu momentach kierujemy się zachciankami, które mijają bardzo szybko. Ale w ich efekcie obrastamy przedmiotami, które kupujemy  kompulsywnie. Ok, no dobra, nie My. Mogę mówić za siebie: JA kupuję. Tak mam z książkami, tak mam z gadżetami craftowymi, ale tak mam też z wieloma innymi bibelotami a nawet sprzętami codziennego użytku… (kubki, kubeczki… ech…).

Ok, nie mam nic przeciwko posiadaniu, gdyby nie to, że:

-pod wpływem impulsu kupuję najczęściej rzeczy, które potem leżą i jedynie zajmują miejsce;
-zostaję z mnóstwem rzeczy, które może na półce w sklepie wyglądają ładnie i wydają się być niezbędne, ale w domu tracą swój urok;
-kupuję rzeczy, bo mi się podobają, ale ich jakość, jak się okazuje po pewnym czasie, pozostawia wiele do życzenia.

W rezultacie jestem zła na samą siebie, bo nie mam co zrobić z mnóstwem, naprawdę mnóstwem rzeczy (wiecie jak trudno jest pozbyć się tzw. elektrośmieci?!? – takie drobiazgi, jak zepsute lampki, klawiatury i inne tego typu leżą i się kurzą… a ja myślę, co z nimi zrobić). Na dodatek okazuje się, że tracę pieniądze zupełnie bez sensu, bo po chwili i tak trzeba popsuty sprzęt zastąpić nowym.

Pierwszy mój krok do minimalizmu jest więc zupełnie naturalny: ograniczyć kupowanie, żeby móc zainwestować w naprawdę dobre i fajne rzeczy. Stop z kupowaniem gadżetów wyposażenia wnętrz w popularnych dyskontach – może kuszą cenami, ale jednak… Zamiast kupować kilka takich samych sprzętów w ciągu roku, można pieniądze przeznaczyć na zakup czegoś lepszej jakości. Co więcej, jeśli dobrze się poszuka, na przykład w sklepach takich jak http://importmania.pl/ można znaleźć fajne, wysokiej jakości rzeczy w naprawdę atrakcyjnych cenach… Mnie szczególnie interesują tutaj lampki LED na biurko. Są oryginalne, mają fajny design i na pewno będą pasować do mojego kącika pracy w takim kształcie, jak go sobie wymarzyłam. Moje faworytki widoczne na zdjęciu obok (kto zgadnie, która z nich podoba mi się najbardzej?). Ale w sklepie jest fajny wybór, więc zachęcam do zajrzenia, bo może i Wam coś się spodoba?

Oczywiście zasada kupowania mniejszej ilości, ale lepszych gatunkowo rzeczy dotyczy również i innych produktów: ubrań, kosmetyków, nawet niektórych produktów spożywczych, choć to wszystko tematy na kolejne notki…

Trzeba przy tym zaznaczyć, że wersja minimalizmu, którą staram się realizować nie polega na ograniczaniu wszystkiego. Ale po pierwsze na tworzeniu wokół siebie przestrzeni poprzez redukowanie rzeczy posiadanych i kupowanych, a po drugie na wybieraniu rzeczy lepszych jakościowo. Bo takie starczą na dłużej. A przez to są też bardziej ekologiczne (bo nie traci się energii i surowców na wyprodukowanie kolejnych lampek na biurko czy foteli, skoro przez długi czas mogę używać jednego)…

Rozglądam sie wokół siebie i widzę, jak długa droga przede mną. Ile czasu i energii będę potrzebować, by wokół siebie stworzyć minimaliztyczną, schludną, uporządkowaną przestrzeń. By pozbyć sie rzeczy, które tylko zajmują miejsce i by nauczyć się robienia zakupów bez rzucania się na to, co mi wpadnie w oko. Tutaj pomocna może okazać się metoda listy 30-to dniowej: wszelkie zachcianki należy zapisać po to, by sięgnąć do takiej listy po miesiącu i przekonać się, czy rzeczy, jakie się na niej znajdują, są rzeczywiście niezbędne. Jeśli tak – kupujemy. Jeśli nie – wykreślamy. Proste?

Ja już kilka rzeczy ze swojej listy wykreśliłam. I nie potrzebowałam na to miesiąca, wystarczyły dwa tygodnie…

Advertisements

4 thoughts on “Bo mniej znaczy lepiej, czyli zaczynam swoją minimalistyczną przygodę…

  1. Słowa „uporządkowana przestrzeń” są dla mnie kluczowe… Ale to może dlatego, że w pewnym stopniu mam syndrom MONKa 😉

  2. Mój minimalizm dotyczy wyłącznie ubrań – mam 3 pary czarnych spodni i kilka (5-8) czarnych bluzek + 5 okryć typu sweterek, ponczo, chusta – i to tworzy całą moją garderobę. Tylko czerń, bez prasowania – oszczędzam czas i nie muszę się zastanawiać w czym iść…
    W innych sprawach – stanowczo NIE! Książki leżą wszędzie, naparstki zyskają nawet własne pomieszczenie, kupuję, bo sprawia mi to przyjemność – a w końcu moja przyjemność jest najważniejsza 😛 Poza tym posiadane rzeczy tworzą historię domu, więc poniekąd tworzą mnie…

  3. Jeśli chodzi o poruszony przez Ciebie temat minimalizmu to czytając przemyślałam jak to jest u mnie:
    – jeśli chodzi o kupowanie – we wszystkich sferach życia – jest dobrze 😀 zaskoczyłam się tym, ale naprawdę nie kupuję od dłuższego czasu zbędnych rzeczy, ubrania czy buty jak już muszę (choć nie powiem, ubrań mam sporo), a to że kupię deskę do krojenia czy nóż to przecież są mi potrzebne. O zwykłych zakupach nie wspominam, bo to normalne.
    Jedynie książki kupuję w nieminimalistycznych ilościach, ale ostatnio kupuję znacznie mniej
    – jeśli chodzi o pozbywanie się rzeczy…. tu jest gorzej, pozbywanie mi nie idzie zupełnie, trudno mi się rozstać z posiadanymi rzeczami, chyba że faktycznie są uszkodzone i muszę wyrzucić.
    Ale jakoś nie uważam tego za nienormalność i twierdzę, że jakieś szczęście się w życiu należy, nie będę się katować wyrzucaniem, jeśli nie czuję takiej potrzeby. Życie jest za krótkie i niesie dla mnie zbyt wiele poważnych problemów, głównie zdrowotnych moich i córy, żebym miała gnębić się minimalizmem 🙂

    Ale oczywiście jeśli komuś z tym dobrze, także Tobie to pozostaje mi trzymać kciuki 🙂
    [sorki za wypracowanie :D]

  4. Ja mam problem z kupowaniem rzeczy do domu. Mam bzika na punkcie dekoracji wnętrz. Kiedy jestem w sklepie, to działy na które pierwsza lecę to właśnie wyposażenia domu czy też różnego rodzaju dodatki. Wtedy czuję, że potrzebuję wszystkiego, że wszystko mi się przyda. Z drugiej jednak strony mam potrzebę minimalizmu, jeśli chodzi o dekorowanie domu. I tu jest mój problem, bo kupuję, później chowam. Ludzie próbują mnie powstrzymać, krzyczą, zabierają pieniądze, bym ich nie wydawała na głupoty, jednak ja się nie poddaję i walczę, to coś w rodzaju uzależnienia! 🙂 Cieszę się jednak, że nie mam takiego problemu na przykład z ciuchami. Nie kupuję ich nałogowo, ba, nawet nie lubię chodzić po tego typu sklepach.

    Trzymam kciuki za Twoją drogę w kierunku minimalizmu! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s