Wtorek bez fikcji – dwa reportaże, po które warto sięgnąć

Zauważyłam, że ostatnio często sięgam po reportaże. Jakoś mi spasował ten gatunek. Pewnie dlatego, że czytanie tego typu książek poszerza horyzonty, daje wiedzę o miejscach, do których pewnie trudno byłoby pojechać i o ludziach, których trudno byłoby spotkać. Tak było przynajmniej tym razem. Dzięki przeczytanym niedawno pozycjom udało mi się odwiedzić Kurdystan – państwo, którego oficjalnie nie ma i Koreę Północną – kraj, o którym niewiele tak naprawdę wiadomo…

„Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie” Pawła Smoleńskiego

zielone migdałyTa książka kusiła mnie od dawna. Przyciągało nazwisko autora – cenionego, znanego mi już dobrze reportażysty, specjalisty od tematów, które żywo mnie interesują. Tym razem jednak Smoleński nie zabiera nas w podróż po Palestynie, ale przybliża nam Kurdystan. To państwo, które de facto państwem nie jest. Kurdowie co prawda mają swojego prezydenta, swoją policję, rząd, nawet mają parament, chociaż temu trudno się jakoś spotkać. Ale nie mają kraju. Autonomię w granicach Iraku – tak. Odrębnego państwa – nie. A szkoda, bo jak się okazuje Kurdystan jest obecnie najbezpieczniejszą prowincją Iraku. To miejsce, które skutecznie opiera się ISIS z całym mocno konserwatywnym, wypaczonym wręcz islamem. Kurdyjscy bojownicy potrafią obronić swoje tereny przed niechcianą okupacją.

Być może to dlatego, że dużo przeszli – ludobójstwo zorganizowane przez Saddama, wojna domowa, ciągłe ucieczki, miasta, które wyginęły zaatakowane bronią biologiczną – historia Kurdów przeraża, porusza do żywego. Trudno jest przyjąć do wiadomości, że takie rzeczy miały miejsce. A jednak… Czytając oddychamy z ulgą, że Saddama już nie ma. I że Kurdowie są na tyle waleczni, by oprzeć się Państwu Islamskiego. Może dlatego, że nie chcą oddawać tak ciężko okupionej autonomii. A może dlatego, że bardziej niż inni zdają sobie sprawę z tego, jak niebezpieczny jest ekstremizm. W każdej postaci.

Z książki Smoleńskiego wyłania się także obraz Kurdów, którzy są wspaniałym, otwartym narodem. Sam autor mówi, że tych ludzi nie sposób nie kochać. Po lekturze sama się w nich zakochałam. I chętnie spotkałabym się z przedstawicielami tego narodu w kawiarni, dyskutując o współczesnej sytuacji Kurdystanu, Iraku i… Europy…

„Światu nie mamy czego zazdrościć” Barbary Demick

światu nie mamy czegoTen reportaż o Korei Północnej pewnie nigdy nie trafiłby w moje ręce, gdyby nie recenzja, jaką jakiś czas temu na swoim blogu opublikowała Rosa. To ona przekonała mnie, że warto sięgnąć po książkę o kraju, który nigdy mnie nie interesował, o którym wiedziałam tylko tyle, że jest. I jak się okazuje, nie jestem jedyną osobą, której wiedza o Korei Północnej jest znikoma. Bo to kraj, który pilnie strzeże wszystkiego, co z nim związane. Przekraczanie granic tego państwa jest ściśle kontrolowane. Przepływ informacji zza granicy tym bardziej. A kiedy już komuś uda się odwiedzić Koreę Północną, poznaje tylko to, co koreański reżim chce mu pokazać. Pięknie odnowioną stolicę, a właściwie jedynie jej odpowiednio przygotowane fragmenty. O tym, co dzieje się gdzie indziej, zwłaszcza na prowincji, dowiedzieć się można jedynie z relacji imigrantów – tych, którym udało się uciec (za co grożą surowe kary pozbawienia wolności i pobytu w ciężkich obozach pracy). Właśnie na podstawie rozmów z takimi ludźmi autorce książki udało się stworzyć obraz Korei Północnej. Prawdziwy na tyle, na ile pozwalały ubogie źródła.

I przyznam, że obraz ten jest poruszający i przerażający zarazem. Wszechobecny głód, który każe ludziom łapać żaby i jeść trawę, bo nic innego już nie ma. Mnóstwo osieroconych dzieci, których szanse na przeżycie na ulicy są znikome. Szpitale, w których nie ma podstawowych leków i wyposażenia. Przedszkola, do których codziennie przychodzi mniej dzieci, bo choroby, bo głód, bo śmierć. I wciąż silna propaganda, wmawianie ludziom, że Korea Północna jest najlepszym miejscem na świecie, indoktrynowanie od najmłodszych lat. I jeszcze wciąż żywe dzielenie obywateli na kategorie lepszych i gorszych, przy czym wśród tych ostatnich można się znaleźć, bo… ma się krewnych w Japonii! I takie pochodzenie zaważa na wszystkim: na możliwości małżeństwa, zdobycia wykształcenia, awansu…

Czytałam i nie mogłam uwierzyć, że takie miejsca jeszcze są na świecie. Kraj, który jest tak odizolowany od reszty świata, że trudno o nim napisać cokolwiek. Kraj, w którym standard życia jest tak niski, że to aż nieprawdopodobne. I to w tym rejonie świata, który słynie z największego zaawansowania technologicznego, że stosowania najnowocześniejszych rozwiązań!

Polecam oba reportaże. Tym, których interesuje tematyka w nich poruszana i tym, którzy kiedykolwiek narzekali, że źle im się żyje. Gwarantuję, że lektura zmieni Wasz sposób patrzenia na swoje życie. Po odłożeniu tych książek zaczniecie doceniać to, co macie. Bo macie naprawdę dużo…

A czytałam w ramach wyzwań: WyPożyczone (oba egzemplarze z biblioteki) oraz Literatura Faktu.

Advertisements

10 thoughts on “Wtorek bez fikcji – dwa reportaże, po które warto sięgnąć

  1. Bardzo się cieszę, że udało mi się Ciebie zachęcić i do lektury, i że Cię nie zawiodła. Jak wiesz dla mnie to „reportaż doskonały” (jak określiła go Paulina z Miasta Książek).

    O Kurdach wiem niewiele. Doprawdy wiedzę mam znikomą, ale wszelkie wzmianki mnie intrygują. Naród, który przeszedł wiele i wciąż jakby nie miał do końca swojego miejsca na ziemi, chociaż ich odrębność jest przecież widoczna. Wielki ukłon dla ich zaparcia i odwagi w obronie swojej tożsamości.

    1. Skoro o Kurdach wiesz niewiele – polecam ten reportaż Smoleńskiego! A co do reportażu o Korei – dziękuję, ze mi go podsunęłaś. Naprawdę uważam, że jest świetny!

    1. Ja mam czasem ochotę przeczytać coś non-fiction, choć rozumiem, że nie każdy jest miłośnikiem gatunku. Niektórzy w książkach szukają raczej ucieczki od świata. A mężowi poleć, naprawdę warto po te książki sięgnąć!

  2. Myślę, że wiele osób (w tym ja) może niewiele wiedzieć o Kurdach czy Koreańczykach, a już w szczególności o tym jak wygląda życie w Korei Północnej. Niedawno czytałam bloga na ten temat i jestem jednocześnie przerażona i zafascynowana tym miejscem. Biedni ludzie, którzy muszą lub chcą wierzyć w te wszystkie „cuda” przekazywane im przez tamtejszą telewizję publiczną… szok! Dlatego jestem wdzięczna, że są osoby, które chcą podrążyć temat i wydać książkę by przybliżyć nam życie ludzi w, zdawałoby się, zupełnie innym świecie 🙂

    1. Własnie dziś trafiłam na fotoreportaż z Korei Północnej. Na stronie national-geographic chyba. Powiem tyle – porażający. I jeszcze fakt, ze fotograf mógł zostać sadzony w ciężkim obozie pracy za to, że robił takie zdjęcia… Szok!

    1. Oj… Ta książka o Kurdach jest naprawdę bardzo ciekawa… A jak już przeczytasz to koniecznie podziel się swoją opinią

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s