Kolekcjonować przeżycia, realizować marzenia – felieton na piątkowe popołudnie

Piątkowe popołudnie to idealny moment na czytanie felietonów. Lekkie, przyjemne, a jednak mądre, dające do myślenia teksty. Do poobiedniej kawy pitej na ogrodowej huśtawce. Przyjemnie…

Właśnie tak trafiłam dziś na tekst Arkadiusza Recława. Powiem szczerze, że jego felietony to jeden z powodów, dla których regularnie przeglądam „Urodę życia”. Tym razem było o strachu przed kiepską emeryturą, o oszczędzaniu i wydawaniu pieniędzy i o minimalizmie oczywiście. Tekst inspirujący, jak zwykle. Mnie uderzyło w nim przywołanie pewnej tezy, jakoby każda złotówka wydana na przeżycia, zyskiwała większa wartość, niż ta wydawana na dobra materialne.

Moje sposoby na oszczędzanie, by kolekcjonować przeżycia

Od jakiegoś czasu podskórnie to czuję. Staram się realizować w praktyce. Testuję różne sposoby oszczędzania, że specjalnym kontem oszczędnościowym na wyjazdy i tym podobne włącznie. Z każdej pensji odkładam tam jakiś procent, a środki już zgromadzone są „nieruszalne”. I już widzę, to działa. Za każdym razem, gdy loguję się na konto, jestem zaskoczona, ile już mam na funduszu wyjazdowym. A przecież sumy, które regularnie przelewam, są niewielkie – kilka, kilkanaście złotych od każdej wpłaty. Jest jeszcze kilka innych opcji gromadzenia funduszy na mniejsze i większe przyjemności. Ale dziś nie o tym chciałam…

Chciałam o przeżyciach. O tym, że dużo fajniej jest wydać pieniądze właśnie na nie. Moim najważniejszym celem na najbliższy czas jest wspólny wyjazd z dzieckiem na narty. Albo na deskę. W sumie jeszcze nie wiem. Odkładam więc sobie pomału, powoli, żeby w styczniu czy lutym móc szusować przez tydzień po alpejskich trasach. Znów poczuć wiatr na twarzy, smak grzanego wina w schronisku i to niesamowite poczucie wolności, gdy pędzisz w dół idealnie przygotowaną trasą.

Żeby zmotywować się do ograniczania wydatków na co dzień (a może do ograniczania potrzeb?), co jakiś czas wchodzę na strony biur podróży, na blogi, portale i witryny sklepów, które zachęcają do zimowego szaleństwa. Kiedy upał za oknem, takie oglądanie zdjęć sprzętu narciarskiego i snowboardowego, fotek z ośnieżonych nartostrad i fajnych ofert na narciarsko-snowboardowe gadżety jest szczególnie przyjemne. Nawet duchota w moim niby-biurze nie doskwiera tak bardzo.

Czasem wystarczy przypadek, by odkurzyć marzenia!

W czasie takiego błąkania się po internetach trafiłam na stronę http://deskshop.pl/. Szukałam desek snowboardowych (kurczę, ciągle się zastanawiam, czy takową chcę i nie jestem pewna, choć wiem już, że zjazd na jednej desce to świetna sprawa, zupełnie inna niż na dwóch!), pokrowców na buty, odzieży (ta snowboardowa sprawdzi się też na nartach, a ma ciekawsze, oryginalniejsze wzory!). Znalazłam wszystko dla snowboardzistów i… miłośników innych desek. Deskorolki to raczej nie moja bajka, ale… w tym sklepie mają też deski na wodę! I znów wrócił pomysł, żeby spróbować kitesurfingu.

morze

Kiedy ta dyscyplina (pływanie po wodzie na specjalnej desce z przyczepionym do pasa za pomocą specjalnego olinowania żaglem – spadochronem) pojawiła się w Polsce, bardzo mnie zainteresowała. Potem jakoś tak mi przeszło – bo ciąża, bo małe dziecko, bo inne priorytety. A teraz znów pomyślałam, że fajnie by było… Spróbować, choć raz, zobaczyć, jak to jest. Podobno najlepsze warunki są na Helu, ale i tu blisko, w Pławniowicach widziałam kiedyś kogoś na „kajcie”.

I teraz jeszcze felieton – o tym, że warto inwestować w przeżycia, nie w rzeczy. Więc może to kolejny cel, nie na ten rok, lecz na przyszły? Zaraz po nartach i Amsterdamie, o którym pisałam tu niedawno? Jedna lekcja, żeby spróbować, przekonać się, czy to dla mnie. Może połknę bakcyla, może nie.

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że lepiej żałować tego, co się zrobiło, niż tego, czego się nie zrobiło. A więc jednak kite. Za rok. Chyba, że ochota mi przejdzie, a marzenia zmienią się na inne…

Reklamy

10 thoughts on “Kolekcjonować przeżycia, realizować marzenia – felieton na piątkowe popołudnie

  1. Naprawdę przydatna rada – aby inwestować w przeżycia, a nie dobra materialne. W końcu wspomnień nikt nam nie odbierze natomiast bluzka czy buty mogą się podrzeć, zepsuć, znudzić. Myślę, że taką najlepszą inwestycją w przeżycia są właśnie podróże. Ja tak mało gdziekolwiek wyjeżdżam bo znajomym po prostu szkoda pieniędzy. Nie wiedzą co tracą. 🙂

    1. A czy znajomi są potrzebni do podróżowania? Tak, wiem, kiedyś myślałam podobnie. Teraz jednak postanowiłam nie oglądać się ani na znajomych, ani nawet na męża. Ja mam ochotę jechać na te narty, a on – niech on decyduje! Bo jeśli ma jechać, a potem marudzić, ze coś tam to hmmm… trochę bez sensu, prawda?

  2. Słowa końcowe są bardzo ważne, niech lęki i strachy nas nie pokonują i żebyśmy zawsze mieli odwagę marzyć i spełniać marzenia.

  3. Nasz kuzyn uwielbia kitesurfingu. Co roku jeżdżą nad morze by oddać się szaleństwu wodnemu. Chociaż jak sam mówi nad każdym morzem jest inaczej. Zawsze warto próbować.
    Trzymam kciuki Ela!

  4. Tak, inwestowanie w zbieranie wspomnień jest super sprawą, tymbardziej jeśli naprawdę po trochu możemy sobie na nie odkładać, a wyjeżdzamy raz na jakiś czas

    1. Dokładnie tak. Wiesz, ja wolę odmówić sobie kolejnej pary butów i wyjechać na weekend choćby niedaleko – w Beskidy, które mam blisko… Widok ze szczytu zawsze jest bezcenny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s